Chcą normalnie żyć

1

Mieszkańcy domów stojących niemal pod wiaduktem na ulicy Sienkiewicza w Tarnobrzegu narzekają na hałas powodowany przez przejeżdżające po nim samochody. Nie chodzi jednak o zwykły szum ruchliwej ulicy, ale o powtarzający się co kilkadziesiąt sekund głośny huk.

Hałas  powstaje,  gdy  samochody  przejeżdżają  po  tak zwanej szczelinie dylatacyjnej. Za każdym razem, gdy wpadają w nią koła, słychać głośne stukanie, a zamocowana w jej wnętrzu metalowa szyna mocno wibruje. –  Jak  jedzie  auto  osobowe,  to  pół  biedy,  najgorzej  jest, jak przejeżdżają tędy TIR-y. Co ciekawe, po drugiej stronie wiaduktu jest taka sama szczelina i jeżdżą po niej te same samochody, ale tam żadnego stukania nie słychać – mówi pani Maria Krysa.

Rano to jest makabra. Praktycznie od czwartej rano nie śpimy. Nie da się. Czasem aż dom się trzęsie, jak po wiadukcie  leci  kilka  ciężarówek,  jedna  za  drugą.  Od  dwudziestej trzeciej do tej czwartej to jeszcze można pospać, bo ruch jest dużo  mniejszy,  ale  okien  od  strony  drogi  nie  otwieramy – dodaje jej mąż Wojciech.

Nasi rozmówcy dysponują urzędowymi pismami, z których wynika, że jeszcze przed rozpoczęciem budowy wiaduktu instytucje zajmujące się ochroną środowiska wydały opinie stwierdzające, że jego powstanie nie przyczyni się do wzrostu hałasu w tej okolicy. Jak mówią: po roku miały zostać przeprowadzone badania kontrolne, ale do dziś nie widzieli tutaj nikogo, kto by je prowadził (wiadukt oddano do użytku pod koniec września 2012 roku).

Kilkanaście dni temu pracownicy firmy Skanska, która budowała  wiadukt,  prowadzili  na  nim  prace  serwisowe. Pani Maria mówi jednak, że w kwestii hałasu nie przyniosły one żadnego efektu.

Przyjechali i założyli maskownicę w miejscu, gdzie kończy  się  ta  szczelina,  ale  to  nie  spowodowało,  że  problem zniknął. Mówiliśmy im, że to dalej się tłucze, to powiedzieli, że oni mieli tutaj tylko założyć tę blachę.

Później poszliśmy z sąsiadem do prezydenta, to przysłali jakiegoś faceta, żeby to zobaczył, a następnie przyjechali kolejni robotnicy – siedzieli ze cztery godziny i coś tam spawali, ale to wszystko fuszerka. Nic  się  nie  zmieniło.  Jesteśmy  już  na  skraju  wyczerpania nerwowego. Tu się po prostu nie da żyć – mówi nasza rozmówczyni. (…)

Rafał Nieckarz

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

1 komentarz

  1. tak, tutaj mieszkac to jest horror.prezydent zafundowal nm zpieklo.SKANSKA odstawila fuszere a miasto zaplacilo ogromne pieniadze.nik sie nie interesuje jak my tu zyjemy w tym ciaglym halasie, smrodzie,kurzu.po prostu pan prezydent sie na nas wypiol .