Cyklomaniacy

0

W czasach, gdy przeróżne formy aktywności fizycznej zyskują coraz większą popularność, fakt, że ktoś co weekend wybiera się na rekreacyjną przejażdżkę rowerem po okolicy nie jest niczym zaskakującym. Ale co powiecie, gdy okaże się, że trasa takiej wycieczki liczy nawet 160-200 kilometrów, a gdy jest nieco więcej wolnego czasu, to jej celem stają się na przykład Węgry? Poznajcie tarnobrzeskich cyklonautów…

– Kim jesteśmy? Normalnymi ludźmi, kilkoma przyjaciółmi, znajomymi, którzy lubią aktywie spędzać czas. Łączy nas to, że żaden z nas nie poleży na leżaku na plaży czy przy basenie dłużej niż godzinę – mówi Lutek Mędrala, jeden z członków nieformalnej grupy rowerowych podróżników z Tarnobrzega.

A rower? Rower jest po prostu fajnym środkiem transportu, którym w  zasadzie można wszędzie dotrzeć – dodaje Wojciech Kopyto. „Normalni ludzie” w tym przypadku nie znaczy przeciętni. O relaksie na rowerze myślą bowiem w zupełnie inny sposób niż zdecydowana większość rowerzystów.

Czasami po prostu w piątkowy czy sobotni wieczór, ktoś przy piwie wpadnie na pomysł, żeby zamiast jeździć po lesie, pojechać na przykład do Lublina pociągiem i wrócić stamtąd na rowerach, szlakiem jakubowym – mówi Lutek. – Na odcinki 15-20 kilometrów to szkoda wyciągać rower z garażu – śmieje się Wojtek. – Dla nas taka zwykła sobotnia jazda to jest na ogół jakieś 70 kilometrów. Takie kółko – stąd w okolice Nowej Dęby i z powrotem – najlepiej poza asfaltem, po lasach.

Tematem dalszych wypraw swego czasu zaraziła ich Ester – dziewczyna z Kanady, która tym środkiem transportu od kilkanastu miesięcy podróżowała po świecie. Spotkali ją pod Baranowem Sandomierskim i zaprosili do Tarnobrzega, gdzie zorganizowali nocleg. Nie musiała spać w namiocie… (rn)

WIĘCEJ W ŚWIĄTECZNYM WYDANIU ”TYGODNIKA NADWIŚLAŃSKIEGO” LUB eTN.

wydanie 52 53 2015

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.