Człowiek, który… zdekomunizował Staszów [W najnowszym TN]

0

Rozmowa z JÓZEFEM MAŁOBĘCKIM, byłym działaczem opozycyjnym, członkiem pierwszej Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

– Jest Pan częstym gościem spotkań z młodzieżą szkolną. Interesują ją opowieści o tym, jak się walczyło z komuną, o stanie wojennym, o internowaniu?

– Różnie bywa. Wydaje mi się, że teraz zainteresowanie jest trochę większe niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Ja zawsze staram się tłumaczyć tym młodym ludziom, że nasz polski patriotyzm, to jest coś, czym powinniśmy się szczycić przed całym światem, powinniśmy go ciągle kultywować. Uświadamiam im również, że „Solidarność” zakładali ludzie dwudziestokilkuletni, czyli niewiele starsi od nich.

– Kiedy narodził się w Panu świadomy działacz opozycyjny?

– Zawsze byłem antykomunistą. Tak mnie wychowano. W domu panował kult Piłsudskiego. Ojciec, będąc młodym chłopakiem, był łącznikiem AK. O Katyniu słyszałem już jako dziecko. Wszystko, w co angażowałem się potem, przyszło więc niejako naturalnie.

– Na początku lat 80. Pracował Pan w grzybowskim „Siarkopolu”…

– Byłem sztygarem na oddziale grzewczym w  kopalni. Moja żona pracowała w biurowcu, w dziale normowania. Nasza sytuacja materialna wyglądała więc nieźle. Mieszkaliśmy w moim rodzinnym domu, nie musieliśmy zabiegać o lokum w bloku czy inne tego rodzaju przywileje… (rs)

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.