Dlaczego radni kłamią

0

zaleszany (Medium)Styczniowa sesja Rady Gminy Zaleszany stała się nie wiedzieć czemu festiwalem kłamstwa i  obłudy, a  celem opartych na nieprawdzie ataków – „Tygodnik Nadwiślański”. Jak wygląda w naszym pięknym kraju tak zwane „wielkie życie polityczne” – każdy widzi. Szkoda każdego słowa. Wydawało się, że ostoją normalności, wolną od patologii właściwych rozgrywkom na szczytach władzy, pozostaną samorządy.

Bo w nich władza znajduje się najbliżej ludzi, najłatwiej jest więc spoglądać jej na ręce, i weryfikować np. prawdziwość płynących od tejże władzy informacji. Płonne nadzieje, o czym nasze publikacje świadczą aż nadto wymownie. Tyle, że samorządowcy najwyraźniej uznają, że to oni są od pouczania innych, jak powinni rzeczywistość nie tylko postrzegać, ale i opisywać. A to, że kłamią przy tym, jak najęci – to już inna sprawa…

Część osób, które podczas ostatniej sesji miały wątpliwą przyjemność przysłuchiwania się popisom niektórych radnych, wróciła do domów z przeświadczeniem, że oto prawi i sprawiedliwi radni dali odpór pismactwu. Takie opinie po gminie Zaleszany krążą, a więc i do nas docierają. Przed sesją powielono na ksero i położono przed każ-dym radnym wydrukowany 10 stycznia w „TN” obszerny reportaż „Dworować każdy może”, traktujący o odbudowie zrujnowanego dworku w  Kotowej Woli i  towarzyszącym tej pięknej społecznej inicjatywie emocjom i rozgrywkom. Kilku radnych (spuśćmy zasłonę miłosierdzia nad ich nazwiskami) poużywało sobie do woli na tej publikacji. Jak oświadczył jeden z „wybitnych recenzentów”, w tym tekście tylko zdjęcia są prawdziwe „bo mają dużą rozdzielczość”, zaś reszta to tylko stek kłamstw i bzdur.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że było to świadome, starannie przygotowane „rozliczenie się” z publikacją, której treść była znana radnym już dawno i dawno mieli oni sposobność na nią zareagować. 18 stycznia obradowała komisja budżetu. Uczestniczyli w niej i przewodniczący rady, i przewodniczący wszystkich komisji. Artykuł z  „TN” przyniósł na posiedzenie komisji uczestniczący w  nim sołtys E. Paterek, prezes „Wolana” z Kotowej Woli, zabiegający o dotacje gminy na kontynuację prac. Wówczas jakoś tekst nie wzbudził ani zainteresowania, ani emocji zebranych. Panowie radni pracowicie „uzupełniali” projekt budżetu różnymi błyskotliwymi pomysłami, takimi jak np. wykonanie za gminne pieniądze kawałka wodociągu do prywatnej posesji, co przy okazji oznaczało uzbrojenie i podniesienie wartości innych działek będących (traf chciał!) własnością kuzynostwa zabiegającego o to radnego.

Ale – mniejsza o to. Faktem jest, że wniosek E. Paterka też został wpisany przez radnych z komisji jako zasadny. Za to już na sesji zrobiono z tego „hokus pokus”, aby i sołtysa, i wójta sympatyzującego z tą inicjatywą, upokorzyć. Biczem na nich stała się publikacja, w  której – bo to naprawdę o to chodziło „recenzentom” z rady gminy i inspirującego ich osobnika spoza rady – przypomniano rozmaite sztuczki, jakie w poprzedniej kadencji ówczesna grupa trzymająca władzę wyczyniała zarówno wobec sołtysa, jak i wobec gminnych terenów, m.in. w Kotowej Woli.

Przypomnienie tego najwyraźniej zabolało, i  to uznano właśnie za nieprawdę. Otóż, drodzy panowie radni, zarzucając kłamstwo „Tygodnikowi…”, zarzucacie je równocześnie i faktom, i osobom, którym uczciwości i prawdomówności żaden z was nie ośmieliłby się zakwestionować prosto w oczy. Mam na myśli proboszcza z Kotowej Woli, który wraz z  sołtysem Paterkiem stanął ramię w  ramię z  mieszkańcami wsi i  uniemożliwił matactwo przy sprzedaży upatrzonej osobie 20-arowej działki przy szkole. To, że próbowano przepchnąć tę sprzedaż, też jest nieprawdą? Nieprawdą jest też prowadzone wówczas w gminie postępowanie w  sprawie warunków zabudowy dla tej działki? (…)

Jerzy Reszczyński

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.