Dotrzymajcie słowa!

0

Tarnobrzeskie pielęgniarki również przyłączyły się do ogólnopolskiego protestu. W tutejszym szpitalu nie mogło być jednak mowy o niczym innym, jak o niedotrzymaniu przez jego dyrekcję zawartych kilka miesięcy wcześniej porozumień płacowych. „Zaufałyśmy panu, a pan nas oszukał”, „Jak mamy rozmawiać, jak pan nie dotrzymuje obietnic” – krzyczały do dyrektora tarnobrzeskiej lecznicy pikietujące pielęgniarki.

Na transparentach, które ze sobą przyniosły widniały między innymi takie hasła: „Ciężka praca – głodowa pensja”, „Znów trzeba toczyć boje, żeby dostać swoje”. Dyrektor Wiktor Stasiak do pracowników wyszedł wraz z wicedyrektorem Krzysztofem Stolarskim.

Obaj usłyszeli prosto w twarz to, co na szpitalnych korytarzach mówi się od dawna. Jego najgorzej zarabiający personel czuje się oszukany i wykorzystywany.

– Słusznie macie do mnie pretensje, że nie dotrzymałem porozumienia płacowego,  które  w  takim  trudzie  i  w  takim  napięciu  w  tamtym  roku wypracowaliśmy – mówił W. Stasiak, próbując tłumaczyć, że realizacja obietnic doprowadziłaby szpital do finansowej katastrofy. Zarzekał się, że na koncie lecznicy nie ma dziś pieniędzy, które można na ten cel przeznaczyć.

Pielęgniarki nie chciały jednak słuchać żadnych wyjaśnień. – Nas nie interesuje sytuacja finansowa szpitala – komentowały. – Nie jesteśmy księgowymi, tylko pielęgniarkami.

– Pan cały czas mówi nam, że odpowiada za szpital i przedstawia nam różne koszty jego funkcjonowania. Ale my też mamy swoje przedsiębiorstwa pod nazwą „dom” i też mamy rachunki za gaz i prąd, też kupujemy leki. Doskonale też pan wie, że mamy na karku komorników i bierzemy pożyczki, żeby ratować swoje gospodarstwa. Nieraz chce nam się płakać, jak idziemy do tego szpitala pracować za marne pieniądze. Ale czy my przychodzimy do pana z naszymi problemami? – mówiła jedna z nich.

Pikietujący pytali, czy obietnica podwyżek nie była zwykłą kiełbasą wyborczą. W. Stasiak zaprzeczył, ale zaraz przyznał, że być może popełnił błąd, podpisując porozumienie ze związkami zawodowymi. Sugerował też, że winnych tej sytuacji należy szukać wśród związkowców. – To państwo mnie przekonywali, że jest rok wyborczy i na pewno rząd coś zrobi na rzecz szpitali, NFZ uruchomi rezerwy, wzrośnie kasa. Były tego typu argumenty – mówił. (…)

Rafał Nieckarz

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.