Duzi harcerze zmieniają świat

0

DSC_1304 (Medium)Miniony rok był już dziesiątym rokiem działalności jednego z najbardziej prężnych tarnobrzeskich stowarzyszeń – Esteki. Piszemy o tym dopiero teraz, bo jego członkowie zdecydowali, że jubileusze będą świętować kiedy zechcą, a nie wtedy, gdy wskaże je kalendarz. Świętowali więc siedmiolecie istnienia, a teraz zamierzają w wyjątkowy sposób uczcić jedenastolecie.

Nie będzie to typowy tekst wspominkowy – opowiadający o tym, co Esteka zrobiła w ciągu minionej dekady, i ukazujący, jak, krok po kroku, stawała się organizacją, której roczny budżet wynosi około 900 tysięcy złotych. Z szefami tego stowarzyszenia – jego prezesem Januszem Szwedem i wiceprezesem Robertem Kędziorą – trudno się bowiem rozmawia o przeszłości i w zasadzie trzeba ich zmuszać, żeby zaczęli się chwalić swoimi dokonaniami. Ich myśli ciągle wybiegają w przyszłość – w stronę pomysłów, które od lat czekają na realizację, i tych, które dopiero zakiełkowały w ich głowach.

TROCHĘ HISTORII

Estekę założyli ludzie, którzy – mówiąc wprost – uznali, że są już trochę za starzy, żeby dalej bawić się w harcerzy, ale wciąż chcą zajmować się organizowaniem dzieciakom wolnego czasu.

Osiemdziesiąt procent członków założycieli to instruktorzy harcerscy. Chcieliśmy rozwijać się, ale bez ukierunkowania na działalność harcerską – informuje R. Kędziora. – Byliśmy grupą osób, która chciała zrealizować kilka projektów i szukaliśmy na to pieniędzy. Szkoliliśmy się pod tym kątem i uczyliśmy się pisania projektów. Jeździliśmy na różne kursy, wszędzie, gdzie uczono czegoś, co mogło się nam przydać. Na początku na dziesięć wniosków o dofinansowanie, które składaliśmy do różnych instytucji, przechodził jeden, teraz jest to siedem, osiem. To była nauka na błędach.

Początkowo organizacja przyjęła nazwę Stowarzyszenie Tarnobrzeski Klub Kawaleryjski, która z czasem została skrócona do tej obecnie używanej (eSTeKa, z drugiego „K” zrezygnowano). Ta zmiana miała być sygnałem, że stowarzyszenia nie należy ko¬jarzyć jedynie z końmi. Nowa nazwa nie kojarzyła się z niczym konkretnym – co przed jej zatwierdzeniem potwierdziły internetowe wyszukiwarki. Stowarzyszenie przez lata faktycznie działało na bardzo wielu płaszczyznach – od działań związanych z profilaktyką uzależnień, organizacji konkursów fotograficznych (między innymi „Podkarpackie, ja¬kiego nie znacie”), przez prowadzenie Szkółki Rycerskiej, Szkółki Jeździeckiej i Klubu Żeglarskiego, po zajęcia hipoterapeutyczne i naukę języków obcych (w programach ta¬kich jak „Angielski mniej obcy”). To z nim od tych dziesięciu lat należy też kojarzyć Ogólnopolski Festiwal Piosenki Harcerskiej „Śpiewograniec”. Od początku istnienia Es¬teka organizuje także letnie obozy dla dzieci (w tym tematyczne – konne, piłkarskie czy plastyczne). Bywały lata, w których udział brało w tych imprezach po tysiąc osób. W sumie do tej pory wakacje z Esteką spędziło ponad 6 tysięcy dzieci.

LICZBY NIE KŁAMIĄ

Zarzuty o bycie pupilkami obecnego prezydenta miasta i słowa, że to urząd sponsoruje działalność Esteki, jej szefowie zbywają śmiechem. Budżet stowarzyszenia na rok 2013 to, jak już wspomnieliśmy, około 900 tysięcy złotych, z czego z budżetu miasta pochodzi nieco ponad 100 tysięcy. Tych miejskich pieniędzy nie dostali zresztą ot tak, ale zgłaszając swoje projekty do różnych konkursów dla organizacji pozarządowych. Skąd pozostałe pieniądze? Robert Kędziora jednym tchem wymienia całą listę instytucji, w których stowarzyszenie zabiega o wsparcie finansowe: Podkarpacki i Świętokrzyski Urząd Wojewódzki oraz Urząd Marszałkowski, kuratoria oświaty w Rzeszowie i w Kielcach, Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej, Ministerstwo Pracy, Ministerstwo Edukacji, PFRON i wiele innych. W 2012 roku (2013 jeszcze nie został rozliczony) Esteka zrealizowała 32 projekty, w których uczestniczyło ponad 5,5 tysiąca osób.

Obecnie stowarzyszenie ma jedynie dwudziestu członków stałych, którzy podczas walnych zebrań mają prawo głosu i podejmują decyzje. Siedemdziesiąt kolejnych osób to tak zwani członkowie wspierający, czyli przyjaciele stowarzyszenia, którzy pomagają w realizacji różnych przedsięwzięć. Taka zresztą jest „droga awansu” w Estece. Aby zostać jej stałym członkiem trzeba najpierw udowodnić, że naprawdę chce się działać na rzecz stowarzyszenia. To skuteczny sposób eliminacji ludzi ze słomianym zapałem, którym zależy jedynie na dodaniu kolejnej pozycji do CV.

Z DALA OD POLITYKI

Esteka dba też o własne CV, starając się nie dopuścić do upolitycznienia stowarzyszenia. Jej członkowie z niesmakiem wspominają swój udział w inicjatywie „Niezależni Razem”, która z niezależnością miała niewiele wspólnego i dość szybko związała się z Polskim Stronnictwem Ludowym.

Dla nas sprawa była prosta. To miało być porozumienie organizacji pozarządowych, wolne od układów politycznych. Okazało się, że jest inaczej, więc wystąpiliśmy z jego szeregów – tłumaczy R. Kędziora. – Sama inicjatywa była szansą na stworzenie mocnej reprezentacji środowisk zrzeszonych w organizacjach poza¬rządowych. Drugiej szansy nie będzie, właśnie przez to, że ta próba skończyła się tak, jak się skończyła.

Mimo tego przykrego doświadczenia, Esteka wciąż chce współpracować z inny¬mi organizacjami, a niebawem będzie im nawet pomagać rozwijać skrzydła. Lada dzień rozpocznie się realizacja projektu, na który stowarzyszenie dostało z Ministerstwa Pracy 460 tysięcy złotych! Esteka będzie prowadzić doradztwo prawne i finansowe dla organizacji pozarządowych, będzie też uczyć pisania wniosków o dofinansowanie.

Im mocniejszy będzie tutejszy trzeci sektor, tym więcej będzie się w mieście działo i tym bardziej samorząd będzie musiał się z nim liczyć. To organizacje pozarządowe mogą nakręcać życie miasta – poprzez imprezy i różne przedsięwzięcia – mówi wiceprezes Esteki.

Wyobraźmy sobie, że za kilka lat mamy w Tarnobrzegu budynek organizacji pozarządowych, w którym kilka z nich ma swoje biura. Każda z nich realizuje różne przedsięwzięcia – akcje, imprezy. To idealna sytuacja dla miasta, dla którego są partnerami i które wyręczają w różnych działaniach – podkreśla J. Szwed. – Gdybyśmy mieli w mieście pięć takich stowarzyszeń, jak nasze, to mielibyśmy 150 różnych imprez rocznie.

BĘDZIE SIĘ DZIAŁO

Sztandarową imprezą Esteki, która narodziła się wraz z powstaniem stowarzyszenia, jest doskonale znana tarnobrzeżanom Parada Mikołajów.

Na początku był to jedynie przejazd Mikołajów przez miasto. Gdy docierali na plac Bartosza Głowackiego, impreza się kończyła. Zaczęliśmy szukać nowych pomysłów, bo wiedzieliśmy, że jeśli co roku będzie tak samo, to w końcu się znudzi. Zorganizowaliśmy więc konkurs na projekt graffiti, był też dyżur Świętego Mikołaja, który wręczał dzieciakom paczki przynoszone przez rodziców. Robiliśmy zbiórki książek, maskotek czy rysunków do św. Mikołaja. Co roku staramy się wprowadzić coś nowego – opowiada R. Kędziora.

W tym roku, na jedenastolecie Esteki, chcielibyśmy zaskoczyć tarnobrzeżan kilkoma pomysłami. Chcemy między innymi nadać zupełnie nowy wymiar imprezom, które organizujemy od lat. W taki sposób myślimy też o jedenastej Paradzie Mikołajów – zdradza J. Szwed.

Wciąż miałby to być przejazd dziesiątków Świętych Mikołajów przez miasto, ale w planach jest też całodniowa impreza na rynku. Stowarzyszenie chce przygotować atrakcje, dzięki którym paradą zainteresuje się któraś z ogólnopolskich telewizji.

Nową formułę ma zyskać także organizowany od trzech lat „Rajd konny”.

Do tej pory, tak naprawdę, nie zapraszaliśmy tarnobrzeżan na tę imprezę. Śledziła ją jedynie grupka ludzi, którzy fascynują się końmi. Teraz chcemy zrobić imprezę dla widzów, na jakimś niedużym terenie. Nie zrezygnowalibyśmy oczywiście z samego przejazdu, ale to byłoby tylko część rajdu – tłumaczy prezes stowarzyszenia.

W tym roku ma się także narodzić nowa letnia impreza firmowana przez Estekę. Członkom stowarzyszenia marzy się organizacja nad Jeziorem Tarnobrzeskim „Kon¬kursu pływania na byle czym”.

Jeśli ktoś przez całe życie funkcjonował w jakimś „organizmie”, który stale wymagał od niego kreatywności i zaangażowania, to nie potrafi żyć inaczej. Z tego się nie wyrasta. Harcerstwo ukształtowało każdego z nas na ludzi, którzy realizują się przez uczestnictwo w różnych projektach – mówi wiceprezes.

NIE TYLKO IMPREZY

Niemal od samego początku w głowach członków Esteki tli się pomysł stworzenia w Tarnobrzegu ośrodka hipoterapii, który byłby jednocześnie atrakcją turystyczną. W jego części rozrywkowej miałby znaleźć się między innymi park linowy i gród rycerski. Miałoby to być uzupełnienie oferty turystycznej Sandomierza oraz Zamku Dzikowskiego i Jeziora Tarnobrzeskiego.

Stowarzyszenie samodzielnie nie jest w stanie udźwignąć finansowo takiego przedsięwzięcia. Dlatego projekt ten chwilowo został odłożony na półkę. Jeśli pojawią się możliwości współfinansowania ze środków unijnych, to ten pomysł na pewno zostanie przywrócony do życia. Duże nadzieje wiążemy z unijnym budżetem na lata 2013-2020 – zaznacza R. Kędziora.

Stowarzyszenie chce także stworzyć nad Jeziorem Tarnobrzeskim „Ośrodek dla dzieci uzdolnionych”. Ma już nawet upatrzoną działkę w pobliżu akwenu, ale nie na terenie Tarnobrzega, a gminy Nowa Dęba. Dlaczego? Żeby nie wzbudzać kolejnych dyskusji o tym kto i dlaczego sprzyja im w mieście.

Marzy nam się, żeby tutaj, nad naszym jeziorem, mieć własny ośrodek, żeby przestać wyjeżdżać i napędzać pieniądze innym – tłumaczy J. Szwed. – Na obozy artystyczne zjeżdżają się dzieciaki z całego kraju. Im jest wszystko jedno, czy to będzie w Ustroniu, Tarnobrzegu czy gdzieś indziej. One zwykle nie chcą nawet żadnych wycieczek, a jedynie zajęć na dobrym poziomie, a te zapewnia nam kadra z warszawskich teatrów, m.in. Teatru Buffo.

RAFAŁ NIECKARZ

 

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.