Krymski sandomierzanin

0

Na jego obrazach Sandomierz wygląda jak miasto z bajki. Przefiltrowana przez wschodnią wrażliwość artystyczną sandomierska architektura nabiera fantastycznych kształtów i kolorów, staje się nastrojowo intymna. Wydaje się być oazą spokoju w niespokojnym świecie. Jurij Sulimow twierdzi, że dla niego Sandomierz właśnie taki jest. Dlatego w nim zamieszkał i postanowił utrwalać jego piękno.

Minęło 25 lat od kiedy Jurij Sulimow po raz pierwszy zobaczył Sandomierz, który całkowicie odmienił jego dotychczasowe życie. Najdziwniejsze jest jednak, że stało się to za sprawą impulsu, a może raczej intuicji będącej zazwyczaj kompasem artysty.

Był początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Tabuny przybyszów zza wschodniej granicy, handlując czym się da, usiłowały związać koniec z końcem. Wśród nich był także Jurij Sulimow, którego do Polski zwabiła jednak nie chęć zysku, lecz ciekawość świata i pragnienie twórczej swobody. Bo jak na prawdziwego artystę przystało, dla Jurija duch liczy się bardziej niż materia.

GDZIE KRYM, GDZIE SANDOMIERZ?

Jurij do Sandomierza trafił przypadkiem. Los chciał, że właśnie tu zatrzymał się na noc wycieczkowo-handlowy autokar, a kiedy rano przybysz zobaczył zamglone, nieco odrealnione miasto, jego urok poraził go tak, że nie mógł o nim zapomnieć. To zauroczenie jest tym bardziej zaskakujące, że Jurij (rocznik 1952) urodził się w bodaj najpiękniejszej części Krymu, legendarnej Taurydzie, gdzie wypoczywali nawet starożytni, greccy bogowie i gdzie z miejscowych ziół warzono ambrozję. Nie bez przyczyny ta czarnomorska kraina była uznanym kurortem, z którego korzystali carowie i najbogatsi ludzie Europy… (jab)

WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU ”TYGODNIKA NADWIŚLAŃSKIEGO” LUB eTN.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.