Mistrz słomianych cudów [Reportaż]

0

W Nikisiałce Dużej, niewielkiej wiosce pod Opatowem, mieszka Tadeusz Kuś, który potrafi ze słomy stworzyć niebywałe rzeczy, od ozdób choinkowych, przez dzbany, aż po figurę mierzącą tyle, co dorosły mężczyzna.

(Tekst pochodzi z Nr 1(1860) Tygodnika Nadwiślańskiego z 5 stycznia 2017 r.)

Na pytanie, czy jest coś, czego nie potrafi wykonać ze słomy, pan Tadeusz z uśmiechem odpowiada, że nie ma rzeczy niemożliwych. Swoją przygodę ze słomianymi wytworami rozpoczął w 2005 roku. Na początku nasz rozmówca wykonywał maty na przykrycie stoisk dożynkowych dla Domu Kultury w Ożarowie i Opatowie. Potem pojawiły się zamówienia na misy i dzbany. Z czasem, podpatrując ozdoby, które można kupić w sklepach, zaczął wyplatać bardziej skomplikowane elementy: wazony, aniołki, motylki czy baranki.

Artysta żartuje, że jest samoukiem, bo nikt mu nie podpowiadał, jak to się robi. Rozwiązań szukał sam. Gdy na przykład dostał kiedyś aniołka, powoli „rozgryzł” sposób jego wykonywania. – Rozebrałem go na części i wszystko dokładnie obejrzałem. Skrzydełka na przykład muszą mieć słomę ułożoną w konkretny sposób, żeby nie uciekały na boki. Opracowałem swój własny sposób ich robienia – mówi pan Tadeusz.

PANIE, TO ZA DROGIE

Wyplatanie słomianych ozdób nie jest dochodowym zajęciem. Tadeusz Kuś zajmuje się nim w czasie wolnym. Gotowe przedmioty rozdaje znajomym lub dzieciakom w szkołach, dla których organizuje pokazy. Każda rzecz, która wychodzi spod jego rąk, kosztuje wiele pracy i czasu. Kosztowne są akcesoria potrzebne do spajania czy ozdabiania. – Mam mnóstwo nożyczek, szczypców, kombinerek, lakierów, brokatów i drucików. Dodatki są bardzo drogie. Malutka szpuleczka nici, którymi wiążę aniołki, kosztuje osiem złotych – mówi.

Osoby, które są zainteresowane kupnem takich figurek, często ostatecznie nie decydują się na to z powodu ceny. Tak było z wielkimi ozdobnymi butami. – Kiedyś w Opatowie mężczyzna zapytał, ile one kosztują. Gdy odpowiedziałem, że 60 złotych, stwierdził, że to za dużo. Zapytałem więc tego człowieka, ile chciałby za godzinę pracy, gdyby przyszedł do mnie. Ja bym mu dał materiał i pokazał, jak ma pracować. Odpowiedział mi, że 5 złotych. Ja te buty robiłem przez 40 godzin, więc to daje 200 złotych. Zapytałem: da pan tyle? Powiedział tylko, że to niemożliwe – opowiada pan Tadeusz.

– To jest drogie hobby. Małego aniołka robię przez kilka godzin, a kiedy chcę go sprzedać za dziesięć złotych, wielu osobom wydaje się to wygórowaną kwotą. A weźmy na przykład nożyczki. Na słomie tępią się bardzo szybko. Naostrzenie kilku sztuk, chwila pracy, kosztuje dziesięć złotych – dodaje.

Wszystkie rzeczy, które wychodzą spod ręki naszego mistrza, są szyte igłą. – Weźmy ten dzban, szyłem go przez pięć dni. Szycie zaczynam od dna. Wszystko musi być proporcjonalnie, dlatego, gdy chcę dzbanek rozszerzyć, to szyję luźno, rozpycham, a gdy chcę zwęzić, wówczas zacieśniam splot – wyjaśnia pan Tadeusz.

PRACA SAMOTNIKA

Zanim zacznie się szyć, 2-3 dni wcześniej trzeba przygotować materiał. – Biorę pęczek słomy, najpierw moczę na noc, nawilżam. A rano z każdej słomy trzeba ściągnąć liście. Dopiero wtedy można zacząć konkretną pracę – mówi. Moczenie sprawia, że słoma jest plastyczna i nie kruszy się przy szyciu. – Podczas dożynek, kiedy coś pokazuję, co jakiś czas muszę tę słomę moczyć, bo wysycha i pęka w rękach – wyjaśnia.

Pan Tadeusz przeważnie wykorzystuje słomę z żyta i wszelkiego rodzaju trawy. Do swoich wyrobów używa również łusek z kolby kukurydzy – z „rozczesanej” łuski powstają włosy aniołka. W gospodarstwie uprawia wszystkie gatunki zboża. – Trzeba je zebrać w odpowiednim czasie, żeby trawa nie kaleczyła rąk. Potem muszę to posegregować i suszyć w pęczkach. Wszyscy w niedzielę idą na spacer, a ja biorę nożyk i idę w pole – żartuje.

Pracując w gospodarstwie, nie ma się za wiele czasu na dodatkowe zajęcia. – Zwykle popołudniami, jak deszcz pada, siadam przy piecu i tnę sieczkę. To taka praca samotnika. Ona zabiera mi najwięcej czasu – mówi.

Rumcajsa, wielką słomianą figurę, pan Tadeusz zrobił w 2007 roku, a więc 2 lata po tym, gdy zaczął się interesować szyciem i wyplataniem. Zajęła mu ona około 1,5 miesiąca pracy. Teraz figura stoi wraz z innymi w starym domu naszego rozmówcy. Muszą być tak przechowywane, żeby nie zniszczyła ich wilgoć. – Tu mam cały magazyn, tylko myszki mi dokuczają. Słoma jest sucha, ale ciągnie wodę z powietrza. Gdybym nie przechowywał ich w ten sposób, wszystkie prace zniszczyłaby pleśń – zaznacza.

JOANNA KOWALSKA

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.