Możesz im pomóc

0

 

Iwona z mężem Markiem wychowują czworo dzieci. Jeden z ich synów – Marcin – jest bardzo chory. Choć ma dziesięć lat, nie siedzi, nie mówi, a jego całe drobniutkie ciało jest stale napięte, bo chłopiec cierpi na czterokończynowe porażenie mózgowe. Rodzina jest w wyjątkowo trudnej sytuacji finansowej.

Ela ma dwanaście lat, Tomek czternaście. Są wzorowymi uczniami. – Co roku mają świadectwo z czerwonym paskiem. To dobre dzieci, pomagają przy Marcinku. Ela, gdy miała 10 lat, samodzielnie zaczęła piec ciasta, to ona zaopatruje w słodkości świąteczny stół. Piecze też na uroczystości szkolne. Taką mam córcię – uśmiecha się Iwona. Adaś i Marcin to bliźniaki. Urodzili się w trzydziestym tygodniu ciąży. Adaś, pomimo że lekarze wykryli u niego wadę serca, rozwijał się prawidłowo. Obecnie uczy się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Marcin nigdy nie wypowiedział żadnego słowa. Patrzy jedynie wymownie ślicznymi brązowymi oczami na swoją mamę. Będąc w jej objęciach, czuje się najlepiej. Rozluźnia się, spokojnie zasypia.

W pierwszych miesiącach życia Marcinka nie zauważyliśmy żadnych nieprawidłowości. Dopiero po przebytej infekcji zaczęło dziać się coś niepokojącego. Diagnoza brzmiała: porażenie mózgowe. Lekarz powiedział nam, że cudów po dziecku nie można oczekiwać, ale i tak nie zaprzestaliśmy rehabilitować syna. Efektów nadal nie ma, bo jego ciało nie może się odblokować. Nawet główki samodzielnie nie trzyma. Tylko trzymany na rękach się uspokaja. Zdarza się, że całymi nocami nie może spokojnie spać – mówi przez łzy Iwona. – Marcin jest po trzech wylewach. Przez dwa miesiące był pod opieką oddziału intensywnej opieki medycznej w tarnobrzeskim szpitalu. Ostrzegano mnie wtedy, że syn może umrzeć. Ktoś nawet powiedział, że tak byłoby dla niego i dla nas lepiej. Ja ciągle powtarzałam, że on bardzo chce żyć, a my nie wyobrażamy sobie rozstania z Marcinkiem.

Spośród domowników to Iwona najlepiej zna potrzeby chłopca. Wie, że wsłuchuje się w muzykę, a jego ulubioną zupą jest ogórkowa. Oczywiście musi ona być zmiksowana, bo Marcin je z butelki. – Smakują mu kwaśne potrawy. Rozbawił nas gdy w ubiegłym roku powyjadał posiekaną kapustę z pierogów wigilijnych – wspomina z uśmiechem mama Marcinka.  Najgorsze jest to, że ciągle ma złe wyniki badań krwi, że jest tak drobniutki.

Od trzech lat każdego dnia Marcin dowożony jest do Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego. To jedyne godziny w ciągu dnia, kiedy Iwona może zająć się innymi sprawami.

Choroba Marcina nie jest jedynym zmartwieniem rodziny. Kilkanaście lat temu Marek wybudował dla swych bliskich dom. – Mąż chciał, żebyśmy mieszkali w godnych warunkach. Żeby dzieciaki miały własny kąt. Udało mu się zrealizować to zamierzenie, ale wtedy znowu przyszła choroba, brak pieniędzy na życie, na leczenie. Pojawiły się długi, które najbardziej nas dręczą. Ostatnio zapukał do nas windykator – ubolewa kobieta.(…)

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Wśród najpilniejszych potrzeb rodziny są: robot kuchenny bądź mikser, artykuły spożywcze, środki czystości, chusteczki nawilżane, pieluszki tetrowe, nowa pościel, kołdra. Osoby, które zechcą wesprzeć rodzinę proszone są o kontakt z redakcją „Tygodnika Nadwiślańskiego”.

.

 

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.