Na skraju katastrofy

2

Nie chcąc być posądzonym o próbę wpływania na wynik obrazowskiego referendum w sprawie odwołania wójta Krzysztofa Tworka, publikację niniejszego tekstu planowałem na później, ale wizyta w Zdanowie utwierdziła mnie w przekonaniu, że sytuacja jest zbyt poważna, by bawić się w dyplomację.

Do  początków  lat  dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia w Zdanowie funkcjonowała Stacja Nasienno-Szkółkarska, będąca raczej  nieudolnym  spadkobiercą  przedwojennej.  Po  zmianach  społeczno-ekonomicznych  jej  majątek  przejęła  Agencja Nieruchomości  Rolnych  Skarbu  Państwa, która  należące  do  niej  grunty  sprzedała.

W  skład  majątku  stacji  wchodził  także budynek  hotelu  pracowniczego,  który  po przekształceniu  w  mieszkalny  i  wydzielenie siedmiu mieszkań sprzedano byłym już pracownikom.

Obecnie budynek zamieszkuje 25 osób, w  tym  kilkoro  małych  dzieci.  Większość to ludzie raczej leciwi. W świetle późniejszych przypadków ważne jest, iż w kosztach adaptacji budynku partycypowała agencja, część przekazanych środków przeznaczając na modernizację wodociągu, m.in. budowę nowych  przyłączy.  Mimo  to  wykonawca, pewnie  za  aprobatą  właściciela  sieci  wodociągowej, to znaczy władz gminy, pozostawił wszystko po staremu, wpinając stare przyłącza do rury. Efektem częste, drobne awarie, bezproblemowo usuwane przez Zakład Gospodarki Komunalnej.

Tak  było  do  18  stycznia  br.,  kiedy  doszło  do  groźnej  w  skutkach  awarii.  Woda wypływająca  z  uszkodzonej  sieci  na  tyle skutecznie podmyła fundamenty budynku, że jedna jego część wręcz się zapadła. Efektem utraty stabilności jest groźne spękanie ścian wyglądające jak przekątne biegnące od  podłogi  po  sufit.  Dość  powiedzieć,  że niektóre  szczeliny  są  na  tyle  szerokie,  że bez problemu wchodzi w nie męska dłoń. Nie mówiąc już o wślizgujących się do wnętrza gryzoniach. Ze względu na brak reakcji, szczeliny powiększają się i poszerzają. W części pomieszczeń oraz na korytarzach widać  też  rozległe  placki  odpadniętego tynku. (…)

Jan Adam Borzęcki

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Podziel się:

2 komentarze

  1. bez problemu wchodzi w nie męska dłoń.

    A pan redaktor sprawdził, czy tylko tak słyszał?