Nic za darmo

0

Grupa przedsiębiorców prowadzących działalność w centrum Tarnobrzega jest zbulwersowana nowym rozporządzeniem prezydenta, które nakłada na nich opłaty za reklamy wystające poza obrys budynków, na których zostały zawieszone. Urzędnicy odpowiadają, że jedynie robią porządek w przepisach…

Nowe  opłaty  dotyczą  reklam  wiszących  nad  drogami wewnętrznymi  należącymi  do  miasta  –  jak  na  przykład ta  prowadząca  z  placu  Bartosza  Głowackiego  w  stronę Urzędu Miasta, przy której działa zakład zegarmistrzowski, punkt naprawy sprzętu AGD/RTV, biuro podróży czy sklepy z bielizną, torebkami i butami. Ich właściciele będą musieli płacić złotówkę dziennie za metr kwadratowy reklamy, która odstaje od ściany.

Przedsiębiorcy  o  interwencję  w  tej  sprawie  poprosili swojego  sąsiada,  zegarmistrza Leszka  Ogorzałka,  który zasiada w Radzie Miasta. – Komu przeszkadzają te niewielkie reklamy wiszące niemal trzy metry nad ziemią? Przecież nikt tutaj nie wystawia na chodnik potykaczy, które stają na drodze przechodniom. Zadaniem  tych  reklam  jest  jedynie  umożliwienie  klientom dostrzeżenia  z  daleka,  gdzie  jest  sklep,  którego  szukają – mówi. – My nie uciekamy od opłat. Nie jesteśmy grupą ludzi, którzy buntują się i nagle mówią, że nie będą płacić jakiegoś podatku, podczas gdy sytuacja budżetu miasta jest ciężka. Ale jeśli obciąża się nas dodatkowymi opłatami, a jednocześnie obniża się czynsz dużo lepiej sytuowanej grupie zawodowej lekarzy, to coś tu jest nie tak. Oni po obniżkach będą płacić miastu po siedem czy osiem złotych za metr kwadratowy wynajmowanych lokali, a my płacimy po dwadzieścia złotych. Gdzie tu sprawiedliwość? Gdzie logika?

Jego zdaniem decyzji o wprowadzeniu nowych opłat czy też zmianie przepisów dotyczących tych już istniejących nie powinien podejmować sam prezydent, ale radni.

– Przy podejmowaniu takich decyzji powinno się patrzeć przede wszystkim na to jak sytuowane są osoby, których one dotyczą, czy stać je na dodatkowe opłaty czy nie. A tutaj na tych uliczkach mamy wielu przedstawicieli ginących zawodów, którym  się  nie  przelewa  –  zegarmistrza,  kaletnika,  szewca czy pana, który zajmuje się naprawą telewizorów. Dziś wielu rzeczy się nie naprawia tylko od razu wymienia na nowe, ale takie usługi są potrzebne, bo nie każdego na to stać. Uważam,  że  właśnie  przedstawiciele  takich zawodów i właściciele małych sklepików powinni  być  wspierani  przez  samorząd. Lekarze zawsze sobie poradzą, a oni nie koniecznie – komentuje.

L. Ogorzałek w  ubiegłym  tygodniu zdjął  znad  swojego  zakładu  reklamę firmy Casio, która – jak mówi – wystawała pół metra nad chodnik. Podobnie postąpiło kilku innych przedsiębiorców. Radny zapowiada, że ten temat będzie chciał  poruszyć  na  posiedzeniu  Rady Miasta i przypomina, że poprzedni prezydent także swego czasu chciał wprowadzić podobną opłatę, ale po protestach wycofał się z tego pomysłu. (…)

Rafał Nieckarz

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.