Nieugięci

2

porodowka (Medium)W ubiegły piątek odbyło się posiedzenie rady społecznej szpitala w Tarnobrzegu. Dotyczyło ono braku porozumienia pomiędzy spółką ginekologów, zatrudnionych do końca stycznia br. w lecznicy, a dyrekcją placówki. W spotkaniu uczestniczyły przedstawicielki zaniepokojonych zaistniałą sytuacją położnych oddziału ginekologicznego. Nadal nie ma porozumienia co do zawarcia kontraktu.

Porodówka będzie przez najbliższy miesiąc remontowana, by spełnić standardy unijne, lekarze pójdą „na wolne”, położne oraz personel pomocniczy, blisko 50 osób, zostaną przeniesieni do innych oddziałów szpitala, a kobiety będą rodzić lub leczyć się w Nowej Dębie, Sandomierzu, Nisku czy Stalowej Woli, gdzie ostatnio został odnowiony oddział i z otwartymi ramionami czeka na pacjentki.

Posiedzenie rady społecznej trwało ponad trzy godziny, i niemal błagałem lekarzy o to, by przystali na warunki dyrekcji, czyli na indywidualne umowy o pracę. Niestety, nic z tego nie wyszło. Mimo to zapewniam, że nikt z personelu pomocniczego nie straci pracy. Gwarantuję, że położnym nie stanie się żadna krzywda. Jeśli zajdzie potrzeba, poproszę dyrektora o to, by spotkał się z tą grupą zawodową – mówi poproszony o komentarz Władysław Stępień, radny sejmiku wojewódzkiego, przewodniczący rady społecznej tarnobrzeskiego szpitala.

Modernizacja oddziału potrwa około miesiąca. Został już przyjęty harmonogram prac remontowych i konserwatorskich. Jeśli w tym czasie ginekolodzy nie pójdą na ugodę, na zarządzie placówki zaciąży obowiązek skompletowania zespołu specjalistów. – Jest o co zabiegać, bo na ginekologii dyrekcja proponuje najwyższe stawki. To specyficzny, trudny oddział, stąd lepsze uposażenia – podkreśla W. Stępień. – Nie wykluczam, że w obawie o pracę któryś z lekarzy spółki skusi się na indywidualny kontrakt. Nie każdy przecież ma praktykę prywatną i tabuny pacjentek. Odejście ze szpitala to rezygnacja z dobrych kilku tysięcy złotych, a także z rozwoju zawodowego – podkreśla W. Stępień.

Udało nam się również spotkać z położnymi. Panie są rozgoryczone. Wierzą jednak, że sytuacja się unormuje, dlatego nie chcą opowiadać się po żadnej ze stron konfliktu. (…)

Monika Stojowska

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Podziel się:

2 komentarze

  1. Ale jazda z tą ginekologią. Dobrze, że prasa o tym pisze. Przynajmniej człowiek się czegoś dowie

  2. Wstyd. Taki remont powinien być zaplanowany i ogłoszony z wyprzedzeniem co najmniej pół roku. A tak rodzące matki zostały z ręką w nocniku. Znajomy lekarz prowadzący, znajome położne i nagle z dnia ja dzień w 9 miesiącu ciąży trzeba szukać sobie miejsca… zresztą to nie jedyny problem jaki zgotowali nam. Rodzące w marcu dostaną dodatkowo rok urlopu.. może napiszcie coś o tym?