Nowe autobusy pod znakiem zapytania

0

Sandomierscy radni nie przyznali burmistrzowi pieniędzy na stworzenie projektu infrastruktury przystankowej, który jest niezbędny do uzupełnienia dokumentacji i otrzymania 11 mln zł środków unijnych na zakup nowych autobusów miejskich i odnowienie przystanków. Temat ten ma wrócić na najbliższej sesji rady miasta, a my pytamy, co się stanie, jeśli miasto nie sięgnie po unijne pieniądze i nie kupi nowych autobusów. Zagrożeń z tym związanych może być wiele, w tym utrata pracy przez kilku kierowców.

Mimo wielu krytycznych zdań na temat zakupu nowego taboru autobusowego i remontu infrastruktury przystankowej, nie spodziewałem się, że większość radnych opowie się przeciw uchwale, która pozwoliłby na przyspieszenie całej procedury, związanej z tą inwestycją. Być może okres przedwyborczy tak wpłynął na niektórych. Oczywiście postawię jeszcze raz ten temat na najbliższej sesji rady miasta, bo nie wyobrażam sobie, aby takie pieniądze przeszły nam koło nosa. To ostatnia szansa, aby ze środków unijnych odnowić flotę autobusową w mieście – mówi burmistrz Marek Bronkowski.

A poszło o uchwałę, która z punktu widzenia całości projektu, mogłaby się wydawać drobnostką. Chodziło o przyznanie 74 tys. zł z budżetu miasta na stworzenie projektu zatok autobusowych, które są elementem inwestycji wartej, wraz z wkładem własnym miasta, około 14 mln zł. Projekt ten jest niezbędny do uzupełnienia dokumentacji, pozwoli na ogłoszenie pierwszych przetargów. Radni jednak, w większości, zagłosowali „na nie”.

Cały projekt jest przygotowany przez  miasto, zakłada zakup 8 niskoemisyjnych, niskopodłogowych, 60-miejscowych autobusów, oraz remont całej infrastruktury przystankowej na terenie miasta. Ponadto autobusy i przystanki zostaną wyposażone w system GPS, dzięki czemu na tablicy przystankowej będzie się wyświetlał komunikat, kiedy autobus przyjedzie. Wcześniej radni wyrazili zgodę na dołożenie tzw. wkładu własnego do projektu.

Na ostatniej sesji wielu radnych kwestionowało jednak zasadność zakupu nowego taboru autobusowego, padały argumenty, że finalnie będzie to miasto kosztować znacznie więcej niż zakłada projekt, że autobusy są za duże, a projekt jest obliczony na znacznie więcej pasażerów, niż Sandomierz liczy mieszkańców, co tylko zwiększy koszty utrzymania autobusów i infrastruktury przystankowej. Jeden z radnych przekonywał nawet, że miasto powinno inwestować w autobusy elektryczne, których koszt zakupu i utrzymania jest znacznie wyższy, niż tych napędzany tradycyjnymi silnikami diesla.

Postanowiliśmy zatem zapytać eksperta, Zbigniewa Lipkę, kierownika Zakładu Komunikacji Miejskiej, który podlega pod komunalną spółkę PGKiM. Należy przy tym przypomnieć, że projekt zakupu autobusów realizuje miasto, ale później wydzierżawi je spółce. Tym samym gmina będzie odzyskiwać zainwestowane pieniądze.

– Trudno mi sobie nawet wyobrazić, że miasto, które ma już te pieniądze przyznane, po nie nie sięgnie, bo część radnych się na to nie godzi. To byłaby ogromna nieodpowiedzialność i zaniechanie, bo obawiam się, że kolejnej takiej szansy miasto nie otrzyma. Flota, którą dysponujemy potrzebuje pilnego uzupełnienia, niektóre autobusy już powinny być wycofane z eksploatacji. Poza tym czas ogłoszenia przetargu na nowy tabor też gra ogromną rolę. Orientuję się trochę w tych sprawach i przy optymistycznym wariancie, przy rozstrzygnięciu przetargu dzisiaj, pierwsze autobusy otrzymalibyśmy może dopiero za rok. Taki jest rynek. A to jest tylko jedno z wielu niebezpieczeństw, które czyhają na nas, jeśli ten projekt nie będzie realizowany. Kolejnym jest obawa, że komunikacja miejska będzie się zwijać, a nie rozwijać, że wrócimy do czasów sprzed jej reformy, poprzedzonej badaniem rynku i audytem. Należy też wspomnieć, że wydzierżawiliśmy dwa autobusy, aby sprostać nowym wyzwaniom. Od przeszło roku autobusy jeżdżą na nowych trasach, znacznie zwiększył się kilometraż a liczba pasażerów w tym czasie wzrosła od ponad 100 procent. Dlatego potrzebujemy nowej floty  – mówi Zbigniew Lipko.

Jest jeszcze jeden problem. Otóż Zakład Komunikacji Miejskiej w Sandomierzu zatrudnia obecnie 18 kierowców, w tym 7 poprzez agencję pracy tymczasowej. Z tym, że mają oni zapowiedziane, że jak projekt zakupu nowego taboru zostanie wdrożony i nowe autobusy się pojawią, to mogą liczyć na zatrudnienie w spółce, tak jak pozostali kierowcy. W przeciwnym wypadku mogą zostać bez pracy, bo nie będą mieli  czym jeździć.

Kierownik ZKM-u odniósł się również do zarzutów niektórych osób, że autobusy z 60 miejscami są za duże i być może warto by postawić na pojazdy elektryczne. – O czym my mówimy. Samochody elektryczne nie dość, że są trzykrotnie droższe, to ich eksploatacja jest bardzo kosztowna, poza tym trzeba też kupić stację ładowania. Ja wiem, że to może brzmi fajnie, bo to ekologiczne pojazdy, ale nas na to obecnie nie stać. Autobusy, które chcemy kupić, najlepiej polskiej produkcji, mają silniki Euro 6 i spełniają wszystkie unijne normy. Nie godzę się też z argumentem, że te pojazdy są za duże. Teoretycznie są 60-miejscowe, ale jak będzie w nich jechało 45 osób, to będą już wypełnione. To jest kwestia komfortu podróżowania, ludzie już nie chcą jeździć w zatłoczonym i dusznym autobusie. Żeby ich zachęcić do podróżowania komunikacją miejską, trzeba zaproponować pewien standard, który dzisiaj jest już czymś normalnym. Przypominam też, że zapewnienie komunikacji miejskiej na terenie gminy, jest zadaniem miasta. My jesteśmy tylko operatorem. Wydaje się, że tu się trochę role odwróciły, bo my musimy się martwić, czy będziemy mieli czym przewozić pasażerów i to nie tylko z Sandomierza, także turystów i mieszkańców gmin ościennych. Tyle razy tłumaczyliśmy radnym, na czym to wszystko polega i nadal jest problem – dodaje szef Zakładu.

Odpowiada też na zarzut, dlaczego w ostatnim roku tak wzrosła rekompensata, którą miasto wypłaca spółce za świadczenie usług przewozowych. Rekompensata, czyli najkrócej mówiąc, wyrównanie strat spółki, wynikłych chociażby z przejazdów na trasach, czy o godzinach mniej opłacalnych ekonomicznie. Chodzi o to, aby spółka nie traciła na przewozie pasażerów, do czego miasto ją zobowiązuje stosowną umową. Rekompensata rośnie, w stosunku do roku ubiegłego wzrosła o kilkaset tys. zł, ponieważ znacznie wzrosła liczba wozokilometrów i liczba pasażerów, w tym tych z biletami ulgowymi. (jż)

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.