Od owcy do filcu

0

W czasach, gdy na polskiej wsi coraz trudniej spotkać krowę, widok pa­sącego się na łące konia można śmiało uznawać za ewenement, a kurze jaja zdecydowanie częściej przywożone są z miasta, niż wywożone w przeciw­nym kierunku, pewien mieszkaniec Alfredówki (gmina Nowa Dęba) postano­wił zafundować sobie stado owiec. Na początek, bo w niedalekiej przyszłości chce hodować też kozy, kury i konie.

Owce przyjechały do Alfredówki z po­wiatu lubaczowskiego. Jest ich dziesięć. Stado zostało zarejestrowane w Agencji Rynku Rolnego. Zwierzęta zostały zakol­czykowane i każdemu założono „kartote­kę”. Właściciele nadali im imiona. Jest na przykład Kolumba, która, jak prawdziwy odkrywca, wszędzie próbuje zajrzeć. Jest też Przytulak, który jako pierwszy chciał bliżej obcować z ludźmi.

Ta rasa nazywa się wrzosówka. To jed­na z najstarszych polskich ras tych zwierząt. Są dużo mniejsze od tych najbardziej popu­larnych górskich owiec. Kiedyś były bardzo rozpowszechnione na tych terenach – mówi Marcin Kurnik, właściciel jedynego w po­wiecie tarnobrzeskim, a być może nawet w całym regionie, stada wrzosówek.

Zwierzęta pasą się na łące za domem. Na widok człowieka lekko się niepokoją i zaczynają powoli przechodzić na dru­gi koniec pastwiska. Gdy Marcin bierze w rękę trochę trawy, kuca i zaczyna je nawoływać z czasem zaczynają jednak do niego podchodzić.

Są prawie oswojone. Kiedy kucniesz, a masz w ręce jakiś smakołyk, to podchodzą, dają sie głaskać i chcą się bawić – mówi. – Na początku wypuściliśmy je do sadu, żeby były blisko domu i żebyśmy mieli z nimi kon­takt. Codziennie chodziliśmy podlizywać im się z koszykiem marchewek. Jak już jedna odważyła się i podeszła, to zaraz za nią szły inne. Gdy nas otoczyły, to brakowało rąk, żeby je karmić. (rn)

Więcej w papierowy wydaniu TN.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.