Piłkarski poker

0

W Urzędzie Gminy w Samborcu zastanawiają się, czy nie zamknąć gminnych boisk, skoro już samo bycie ich właścicielem oraz wypełnianie ustawowego obowiązku dbałości o rozwój sportu sprowadza bolesne konsekwencje. Jest też pomysł, aby obiekty sportowe podarować sądowi.

Zdarzenie miało miejsce 1 sierpnia 2010 r. podczas turnieju piłki nożnej, którego formalnym organizatorem było Koło Polskiego Związku Wędkarskiego w Samborcu z siedzibą w Zajeziorzu. Formalnie, bowiem faktycznym organizatorem imprezy było Stowarzyszenie Rekreacyjno-Krajobrazowe ANA w Samborcu, ale że w okresie kiedy organizowano turniej jeszcze nie miało osobowości prawnej – wpis do rejestru uzyskało 28 lipca 2010 – prezes Stowarzyszenia Waldemar Stąpór, będący także członkiem Polskiego Związku Wędkarskiego, zwrócił się do tarnobrzeskiego Zarządu Okręgu z prośbą o użyczeniu szyldu we wniosku kierowanego do Ośrodka Wspierania Przedsiębiorczości o przyznanie datacji z programu Działaj Lokalnie. Zarząd Okręgu wyraził zgodę, dotacja została przyznana, a Stowarzyszenie ANA przystąpiło do realizacji planów, czyli organizacji turnieju. O pomoc poproszono miejscowe Gminne Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji, które wydrukowało plakaty, rozesłało je sołectwom oraz zorganizowało losowanie drużyn. Na prośbę organizatorów władze samorządowe udostępniły boisko, nagłośniły obiekt i oddelegowały pracownika do pomocy organizatorom. Jeśli chodzi o zezwolenie korzystania obiektu, to należy je traktować z przymróżeniem oka, bo boisko jest ogólnodostępne i może na nim grać każdy, kto ma na to ochotę. Zresztą podobnie jak z pięciu innych boiskach na terenie gminy.

Dodajmy jeszcze, że zgodnie z projektem w turnieju rywalizować miało 10 drużyn reprezentujących gminne sołactwa.

 Do wypadku doszło podczas meczu między drużynami wsi Milczany i Złota, w której bramkarzem był Albert G., winnych układach występujący w bramce LZS Samborzec. Tyle tylko, że na turnieju reprezentował nie klub, lecz drużynę ze Złotej. Był więc jednym z graczy biorącym udział w turnieju.

Pech chciał, że kiedy napastnik drużyny z Milczan zagroził bramce rywali, bramkarz próbował mu odebrać piłkę tzw. wślizgiem. A ponieważ wślizg zastosował także atakujący, doszło do zderzenia obu zawodników, skutkiem czego bramkarz doznał złamania trzonów kości lewego podudzia, która to kontuzja okazała się na tyle groźna, że konieczny okazał się zabieg operacyjny w postaci stabilizacji złamanego miejsca metalową płytką i śrubami. A potem była długa rehabilitacja, podczas której kontuzjowany mógł jedynie oglądać mecze w telewizji, a potem z trybuny. (…)

Jan Adam Borzęcki

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.