Pod flagą czerwonego krzyża

0

Choć wymagano od nich poświęceń często większych niż od „prawdziwych” wojaków, w potocznym postrzeganiu zawsze byli „półżołnierzami”. Dopiero niedawno zaczęło się to zmieniać, czego dowodem film Mela Gibsona „Przełęcz Ocalonych” – o bohaterskim sanitariuszu amerykańskiej piechoty morskiej. Bohaterek i bohaterów służących pod sztandarem z czerwonym krzyżem mieliśmy wielu również w naszym regionie.

Maria Czetwertyńska wiodła życie księżniczki. Dosłownie i w przenośni. Córka księcia Czetwertyńskiego, powstańca styczniowego, była wychowywana w cieplarnianych warunkach. Również jej dorosłe życie było jak z bajki. Wyszła za mąż za hrabiego Adama Tarnowskiego, syna Jana Dzierżysława Tarnowskiego z Dzikowa, jednego z najbardziej poważanych arystokratów tamtych czasów. Mąż robił karierę w dyplomacji c.k. monarchii, żona brylowała na salonach. Znała cesarza Franciszka Józefa, rodzinę cesarską i dwór wiedeński, przyjaźniła się z królem Bułgarii i jego małżonką, wśród jej znajomych był też król Anglii Edward VII.

I nagle wiodąca takie życie kobieta zdecydowała się pracować jako zwykła sanitariuszka w czasie wojen bałkańskich na początku XX wieku. Zapewne wielu myślało, że to kaprys wielkiej damy, ale gdy wybuchła I wojna światowa, Maria Tarnowska znów przywdziała pielęgniarski fartuch – bez żadnej taryfy ulgowej, na bezpośrednim zapleczu frontu austriacko-rosyjskiego.

Nie inaczej było po odzyskaniu niepodległości przez Polskę. Gdy wybuchła wojna polsko-bolszewicka Maria Tarnowska zorganizowała Czołówkę Frontową Polskiego Czerwonego Krzyża, w której sama służyła, często z narażeniem życia. Za swoją postawę na froncie została odznaczona Krzyżem Walecznych, a po wojnie, jako pierwsza Polka w historii, najwyższym odznaczeniem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża – medalem im. Florence Nightingal… (wel)

WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU ”TYGODNIKA NADWIŚLAŃSKIEGO” LUB eTN.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.