Proces byłego prezydenta – zeznawały urzędniczki [Zdjęcia]

0

Przed tarnobrzeskim Sądem Rejonowym odbyła się kolejna rozprawa w procesie Grzegorza Kiełba, byłego prezydenta Tarnobrzega, którego Prokuratura Krajowa i Centralne Biuro Antykorupcyjne oskarżyły o przyjęcie 20 tys. zł łapówki od tarnobrzeskiego biznesmena i byłego już radnego Dariusza Kołka, w związku z procedowanymi zmianami w planach zagospodarowania przestrzennego osiedli Mokrzyszów i Centrum.

Tym razem przed sądem zeznawały dwie urzędniczki tarnobrzeskiego magistratu – Anna Feręs – Niezgoda, naczelnik Wydziału Urbanistyki, Architektury i Budownictwa, oraz Magdalena Kwiatkowska, radca prawny Urzędu Miasta.

– Prezydent interesował się postępem prac nad sporządzeniem miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego osiedli Mokrzyszów i Centrum, ale nie było w tym nic dziwnego, bo interesował się wszystkimi tego typu planami. Nigdy też nie namawiał mnie do przeciągania w czasie prac – stwierdziła m.in. A. Feręns – Niezgoda.

Drugą przesłuchaną przed sądem osobą była radczyni prawna urzędu, Magdalena Kwiatkowska. Była wyraźnie stremowana.

– Nigdy nie słyszałam, żeby prezydent Grzegorz Kiełb przyjął jakąś korzyść majątkową. Pan Dariusz Kołek kilkakrotnie zaczepiał mnie na korytarzu urzędu i po sesji rady miasta i mówił, że popiera prezydenta, że Grzegorz Kiełb powinien przychodzić na sesje, a on i inni radni poprą go. Dlaczego mnie to mówił nie wiem – stwierdziła M. Kwiatkowska. Indagowana przez prokurator i sędziego prawniczka przyznała, że teoretycznie, prezydent mógł przeciągać w czasie przedłożenie Radzie Miasta uchwał dotyczących zmian w planach zagospodarowania przestrzennego. Zaznaczyła jednak, że nic takiego nie miało miejsca.

Magdalena Kwiatkowska przyznała, że z Grzegorzem Kiełbem znają się od dziecka, bo „wychowali się na jednym podwórku”, a potem oboje pracowali w Urzędzie Miasta. Sędzia Jacek Morzycki zapytał też radczynię o smsy, które w kulminacyjnym dla sprawy okresie wymieniała z G. Kiełbem.

– Były jakieś głupie smsy, bo się pokłóciliśmy. Coś w stylu, żeby mnie zwolnił, albo sama odejdę. Ale to nie miało nic wspólnego ze sprawą – stwierdziła M. Kwiatkowska.

Więcej niebawem na łamach „TN”.

 

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.