Przeprawa z historią

0

W Ciszycy, spokojnej wsi nad brzegiem Wisły w gminie Koprzywnica, MACIEJ KLIMCZAK i jego wspólnicy od 30 lat ułatwiają ludziom życie. Wożą ich promem przez rzekę.

Prom cieszy się popularnością od ponad 20 lat. Pływa codziennie od 6 rano do 18 w okresie zimowym, a w letnim nawet do 21. Już za kilka złotych można sobie skrócić drogę o wiele kilometrów. Obsługa promu nie wydaje się skomplikowana. Porusza się on po trasie wyznaczonej przez stalową linkę. Pan Maciej opowiada, na czym polega sterowanie. Dzięki dwóm wyciągarkom można regulować położenie promu i korygować jego kurs. – Trzeba znać prąd wody, wszystko jest uzależnione od warunków atmosferycznych. Codziennie jest inaczej, trzeba wyczuć z rana, jak pływać, żeby nie było za wolno, ani za szybko. Praca ta wymaga dużej siły, nierzadko zdarza się, że prąd rzeki jest zbyt słaby, a wtedy trzeba sobie pomóc wiosłem i odepchnąć prom od brzegu. Są dni, kiedy trasę z jednego brzegu na drugi pokonuje się w mgnieniu oka, ale zdarza się, że kurs bardzo się dłuży.

Mało kto wie, że pod koniec wojny na Wiśle w Tarnobrzegu Rosjanie wybudowali aż trzy drewniane mosty. Żyją jeszcze ludzie, którzy je pamiętają. Np. 77-letni Jan Kuranty z Ciszycy. Tak o nich opowiada: – Latem 1944 roku wojska radzieckie weszły do Ciszycy. Dopiero tydzień później wyzwoliły Tarnobrzeg. Weszły od strony Sandomierza, wbijając się klinem pomiędzy wojska niemieckie. Tak powstał przyczółek baranowsko-sandomierski. Stanęli tu na dobre pół roku, gromadząc sprzęt i zapasy do ofensywy, która zatrzymała się potem aż w Berlinie. W tym czasie na Wiśle wybudowali trzy mosty. Były one drewniane, na palach wbijanych w dno rzeki. Jak jest niska woda, to te pale widać jeszcze teraz. Pierwszy most, w miejscu obecnej przeprawy promowej służył przeprawie pieszych wojsk. To były setki tysięcy żołnierzy. Kolumna szła za kolumną. Drugim mostem, poniżej Skalnej Góry, przeprawiały się tylko czołgi i transportery. Od strony Ciszycy zbudowano dla nich aż do wsi drogę z wielkich bali. Potem, przez wieś, jechały brukiem. Cóż to był za hałas. Całymi nocami oka nie można było zmrużyć! Najpóźniej ruscy zbudowali trzeci most – kolejowy. Służył do transportu amunicji i zaopatrzenia. Stanął pomiędzy dwoma poprzednimi. Tory biegły od Koprzywnicy, za budynkami wsi od strony Sandomierza. Potem skręcały w górę Wisły i, poprzez przekopany wał wiślany, docierały na most. Po drugiej stronie, w Tarnobrzegu, skręcały w dół rzeki, za wałem, i dopiero w Dzikowie, bo wcześniej byłoby za stromo dla pociągów, kierowały się do bocznicy kolejowej w lesie zwierzynieckim. Wszystkie mosty pilnowane były przez wartowników, ale jak wojsko nie szło, to pozwalali mieszkańcom na przejście… (jk)

WIĘCEJ W ŚWIĄTECZNYM WYDANIU ”TYGODNIKA NADWIŚLAŃSKIEGO” LUB eTN.

wydanie 52 53 2015

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.