Radarowe podchody

0

radar (Medium)Wszystko wskazuje na to, że wszelkie problemy  finansowe – także samorządowe – da się rozwiązać za pomocą fotoradarów. Ten przypadek jak ulał wpisuje się w dyskusję na temat pajęczej sieci fotoradarów, których głównym celem ma być poprawa bezpieczeństwa na drogach, a w podtekście drenaż naszych kieszeni.

Zdarzenie to miało miejsce we wrześniu ubiegłego roku na ulicy Mickiewicza w  Sandomierzu, konkretnie na odcinku między wjazdem z  obwodnicy od strony Opatowa a rondem na skrzyżowaniu z ulicą Ożarowską. Jadącemu w  stronę ronda Adamowi cyknął fotkę radar ustawiony na wysokości cmentarza żołnierskiego, uruchamiając tym mało przyjemną procedurę. Za kilka dni kierowca otrzymał całkiem ostrą fotografię, której wiarygodność wspomagał czytelny numer rejestracyjny.

Z  radarowego odczytu wynikało, że na odcinku z  ograniczeniem do 50 km/godz. kierowca jechał z prędkością ok. 71 km. Do fotki dołączone było stosowne wezwanie. Kiedy Adam pofatygował się do miejskiej strażnicy, poinformowano go, że za przekroczenie szybkości ukarany zostanie mandatem w wysokości 100 zł oraz utratą 3 punktów. Strażnik zaznaczył, iż jest to najniższa z możliwych kar i ma nadzieję, że sprawca wykroczenia nie będzie protestował.

Jednak Adam nie docenił tej wspaniałomyślności i odmówił przyjęcia kary, bo – jego zdaniem – w żadnym przypadku nie naruszył przepisów kodeksu drogowego. Co prawda nie kwestionuje zarejestrowanej szybkości, ale istnieją okoliczności uzasadniające jej przekroczenie. Wyjaśnił, że przez pewien czas wlókł się za wolno jadącym samochodem dostawczym, a  kiedy ten jeszcze zaczął zwalniać, podjął decyzję o  jego wyprzedzeniu.

A ponieważ wymaga to przyspieszenia, nacisnął na gaz, a po wykonaniu manewru wrócił na prawy pas. Wyprzedzanie miało miejsce około 100 metrów przed radarem, więc nie zdążył zredukować szybkości. Posiłkując się art. 24 kodeksu drogowego nadmienił, iż na tym odcinku ulicy Mickiewicza nie ma znaku zakazu wyprzedzania ani znaków poziomych, a w szczególności linii ciągłej.

Poza tym z naprzeciwka nie nadjeżdżał żaden pojazd, co czyniłoby ten manewr niebezpiecznym. W tym stanie rzeczy miał prawo wyprzedzić i z tego prawa skorzystał. Przekroczenie szybkości było więc nie tylko uzasadnione, ale i w pełni dopuszczalne. Jeśli zaś straż miejska okoliczności te kwestionuje, to niech mu udowodni, że było inaczej.

Jako okoliczność uwierzytelniającą jego wyjaśnienia podał fakt, iż podczas ponad ćwierćwiecza kierowania samochodem nigdy nie był ukarany za przekroczenie szybkości. Nie tylko mandatem, ale nawet upomnieniem. Poza tym nie chodzi mu o grzywnę, ale o zasadę, w myśl której ukaranie musi wiązać się z obaleniem argumentów jego obrony.

Na to strażnik, że to już nie jego sprawa, a skoro Adam nie zgadza się na zapłacenie grzywny, zmuszony jest skierować sprawę do sandomierskiego sądu grodzkiego, który rozważy jego argumenty i wyda stosowny wyrok. Kiedy po kilku tygodniach Adam otrzymał z sądu wyrok uznający go winnym i nakładający nań obowiązek zapłaty grzywny, postanowił walczyć o swoje. Napisał więc sprzeciw, domagając się rozpoznania sprawy w trybie zwyczajnym. Doszedł bowiem do wniosku, że przed rozstrzygnięciem sprawy sąd powinien wysłuchać jego argumentów

Kiedy przed rozprawą Adam rozmawiał o  sprawie z  policjantami z  drogówki i  fachowcami zorientowanymi w  prawie drogowym, wszyscy przyznawali mu rację, ale zastrzegali, że sprawy i tak nie wygra, bo sąd z zasady zawsze przyznaje rację radarowi i tym, co za nim stoją. I co z tego, że w procedurze są dziury, skoro nikt nie ma ochoty na ich łatanie? A  przecież wystarczyłoby, aby radarowy obraz obejmował tło zdarzenia, i  wtedy bez problemu można by zakwestionować wersję wyprzedzania albo ją potwierdzić. Takie możliwości mają ponoć nowe radary, ale te starszego typu cykają zdjęcie w  pewnym punkcie, uniemożliwiając dojście do prawdy.

I chociaż wszyscy o tym wiedzą, zwycięża założenie, że tłumaczenie się wyprzedzaniem jest jedynie linią obrony przyjętą przez kierowcę, który z pewnością gnał na złamanie karku, a potem udaje niewiniątko. I w ten oto sposób podstawowa zasada prawa o domniemaniu niewinności staje się jej odwrotnością, czyli domniemaniem winy. (…)

Jan Adam Borzęcki

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.