Regionalna, jak rok nowa SZOPKA JUBILEUSZOWA! [W najnowszym TN]

0

Rok stary właśnie postawił kropkę, pora więc znowu wziąć się za szopkę. Bo też szczególne mamy powody – szopka obchodzi swe srebrne gody! Z rachunków naszych bowiem wynika – to dwudziesta piąta szopka „Tygodnika…”

Lecz nic z tych rzeczy Publiko Kochana, nie będzie balangi, nie będzie szampana, bo choćby nawet znalazł się zapał, nikt się na 500+ nie załapał. A skutkiem tego smutna refleksja no i portfela anoreksja. Z tego powodu, wbrew tradycji, zmuszono nas do prohibicji, co wywołało przykrą reakcję – trzeźwe spojrzenie na sytuację. A jak zrozumieć, prawdziwa bieda, coś, co bez flaszki pojąć się nie da?

Życie to istny skład niespodzianek, pełno w nim schodów, odrzwi i klamek. Choć Ziemia kręci się w jedną stronę, zmieniasz samochód, meble i żonę. Ale że postęp przecież zwycięża częściej to ona zmienia męża. Dziś rzeczywistość wszystko odwraca – już nie my pracę, nas zmienia praca. A z nią największy chyba dylemat: pół biedy gdy jest, gorzej jak nie ma. Za biedy pół, nie ma co kryć, wszak się na całość nie da żyć. Niejeden dziś się w głowę stuka, – po co mi była ta cała nauka. A że roboty podaż niewielka, – dyplom magistra ma kelnerka, pani sprzątaczka – przyszło nowe – także ma studia. Podyplomowe. Ich pracodawca – ten ma gotówkę! – ledwie co skończył zawodówkę. A ten, co rządzi samorządowo, zrobił maturę. Wieczorowo. Lecz dziś głupotę całkiem wybiela fest wypchanego widok portfela.

Skoro się układ wydaje krzywy, przed nami mgliste perspektywy. W świat więc ruszają nasi bracia ze Świętokrzyskiego i z Podkarpacia. Podręczne tylko zbierają graty, zmieniają miasta, państwa, klimaty. I wyruszają gdzieś w siną dal, bo Polakowi dziś już nie żal! Choć czasem myślę, że to ułuda lub jakieś inne polskie cuda, tu nokaut na rynkowym ringu, a miejsc brakuje na parkingu. Wciąż patrzę i zachodzę w głowę, a skąd te wille luksusowe? W oczy rodakom spojrzeć się wstydzę, bo ja tych ruin jakoś nie widzę. Więc z tego wniosek oczywisty – muszę się wybrać do okulisty.

Innym zostawmy wielkie zabawy, problemy świata i wielkie sprawy, Wróćmy do siebie, gdzie pola, sady, słowem w domowe nasze układy. Tu, gdzie nawet polityka jakby słabiej nas dotyka. Gdzie nad Wisłą oraz Sanem wszystko mniej skomplikowane. Aby pokazać jak to przebiega, zacznijmy może od Tarnobrzega.

URZĘDOWA SIELANKA – PERSONALNA WYLICZANKA…

Przez ten roczek w Tarnobrzegu trzech skłóciło się kolegów. Pan prezydent i dwaj wice rzucili sobie rękawice. Tak prosto z mostu, idąc na skróty, dość dolegliwe padały zarzuty…

GRZEGORZ KIEŁB prezydent Tarnobrzega – Powiem jedynie, że jestem zdania: nadużyli zastępcy mego zaufania. Brzezowski dopuścił się etycznej zdrady wchodząc w kumoterskie, szemrane układy. Choć sam popieram rodzinne relacje, w przypadku urzędu takie koligacje muszą mieć jednak jakieś granice. A te przekroczył mój były już wice. Zaś pan Motyka, rzecz to niepojęta, z motyką porwał się na prezydenta!

Więc, proszę Państwa, z tego też względu musiałem obu wyprosić z urzędu. Decyzji swojej z pewnością nie zmienię. Chodzi o czyste ręce i sumienie.

Narrator: A gdy znaleźli się już za progiem, PiS prezydenta ogłosił wrogiem i z politycznej prohibicji zszedł do głębokiej opozycji. Brzezowski poczuł się zniesławiony – atak najlepszą formą obrony. A że wszak honor to sprawa święta, przed sąd zapozwał prezydenta.

WOJCIECH BRZEZOWSKI były wiceprezydent Tarnobrzega – Duma moja nie pozwala, by ktoś moje imię kalał. Nie będzie o mnie ozorem mleć czy to prezydent, czy byle cieć! Za to, co o mnie wokół chlapie, powieszę Kiełba na paragrafie… (jab)

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.