Ryby głosu nie mają (II)

0

Byliśmy zdecydowanie niepoprawnymi optymistami, informując przed tygodniem, że los rybostanu na zalewie „Maziarnia” w Wilczej Woli nie jest jeszcze przesądzony. Niestety, już jest, i to na wiele lat.

Dzisiaj można śmiało powiedzieć, że interwencja „TN” była nieskuteczna. Uwierzyliśmy bowiem w zapewnienia przedstawiciela tarnobrzeskich władz Polskiego Związku Wędkarskiego, że sytuacja w Wilczej Woli jest opanowana, a żyjącym tam rybom nic nie zagraża – nawet kłusownicy, których,  zdaniem  rozmówcy  z  PZW,  miało  tam  nie  być. Woda, jak tłumaczył przed tygodniem dyrektor biura okręgu Sławomir Figacz, została tylko upuszczona ze zbiornika, co gwarantowało zachowanie w nim życia.

Dzisiaj wiemy, że były to słowa bez pokrycia, bez znajomości prawdziwego stanu  rzeczy,  bez  refleksji  nad  możliwością  wystąpienia katastrofy ekologicznej. Prawdę kolejny raz odsłonili wędkarze, którym dobro zalewu w Wilczej Woli głęboko leży na sercu.

Tak jak dwa tygodnie temu zaalarmowali naszą redakcję o postępującej degradacji zbiornika, tak przed tygodniem potwierdzili, że nastąpiła jego ostateczna zagłada. Zresztą wieść o niewyłapanych przez kłusowników, a płynących Łęgiem rybach szybko  rozeszła  się  wśród  mieszkańców  gmin  Bojanów i Grębów. Ludzie byli zszokowani, widząc w dość płytkiej wodzie  rzeczki  kilkukilogramowe  okazy.

– Tego jeszcze na Łęgu nie było. To wielka katastrofa. Kto na to pozwolił! – mówił podczas rozmowy z dziennikarzem „TN” zdenerwowany  mieszkaniec  wsi  Przyszów  Ruda,  który  poszedł nad rzekę po informacji o spuszczeniu wody ze zbiornika w Wilczej Woli. Tak jak przed dwoma tygodniami, tak obecnie, dokumentowaniem tragedii zbiornika Wilcza Wola zajęli się m.in.  użytkownicy  „Podkarpackiego  Serwisu  Wędkarskiego”.

Wędkarze  nie  kryli  swojego  oburzenia  postępowaniem PZW oraz rozczarowania bezsilnością władz. Jeden z nich tak opisał falę kłusownictwa, która miała miejsce po spuszczeniu niemal całej wody w Wilczej Woli: „Ten proceder dzieje się na całej długości zbiornika i poniżej. Na rzece ludzie taplają się w błocie i wyciągają ryby, na razie  interesują  ich  tylko  duże  ryby,  potem  wezmą  się za mniejsze. (…) Na zbiorniku wprowadzono całkowity zakaz wędkowania, ale nie kłusowania. Podczas robienia tych  zdjęć  był  obecny  patrol  [policji  –  przyp.  PN].  Popatrzyli, bo ktoś zadzwonił, i pojechali. Nikt się ich nie bał. (…) W Janowie Lubelskim [na którym prowadzono rozbudowę zbiornika – przyp. PN]potrafili odłowić duże karpie i przetrzymać je w stawie na czas remontu, tu nie zrobili nic, ja wypisuje się z takiego związku!”. (…)

Piotr Niemiec

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.