„Sandomierska afera” po latach

0

W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku było to największe śledztwo w kraju. Akta sprawy liczyły 2800 stron, w śledztwie przesłuchano ponad tysiąc świadków, a w ramach czynności śledczych odkopywano rury, badano przekroje elektrycznych kabli, laboratoryjnie analizowano skład betonu. Łącznie odbyło się 96 posiedzeń sądowych.

30 czerwca br. minęła 40. rocznica zakończenia tzw. afery  sandomierskiej, która przez ponad dwa lata bulwersowała opinię publiczną nie tylko w Polsce, ale i za granicą i która na wiele lat podkopała miastu opinię. W aktualnych opracowaniach dotyczących miasta wspomina się jedynie, że na początku lat siedemdziesiątych XX wieku władze Sandomierza oskarżono o sprzeniewierzenie funduszy przeznaczonych na ratowanie sandomierskiej skarpy, które to środki przeznaczono na budowę dzielnicy willowej. Dziś większość młodszej generacji sandomierzan
nie zna tamtej historii.

ALARM DLA MIASTA

Podobnie niewielu wie, że w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku nad Sandomierzem zawisła groźba niebytu. Osuwanie się wschodniej skarpy groziło osunięciem staromiejskiego wzgórza, a zapadanie podziemi – zrujnowaniem znacznej części Starego Miasta wraz z jego zabytkami. W tej sytuacji podjęto bezprecedensową akcję ratunkową, w której uczestniczyło 16 wielkich przedsiębiorstw budowlanych, 6 biur projektowych oraz naukowcy z 6 ośrodków akademickich. O skali przedsięwzięcia niech świadczy fakt wywłaszczenia prywatnych parceli na terenie Starego Miasta, wyburzenia 224 z 368 obiektów niemających większej wartości historycznej i przesiedlenia do bloków około 3 tysięcy mieszkańców Starówki. Prace zabezpieczające były nad wyraz skomplikowane i kosztowne. W pierwszym rzędzie trzeba było zabezpieczyć podziemne wyrobiska, ustatecznić i odwodnić osuwającą się skarpę, a dopiero później rozpocząć kapitalne remonty
kamieniczek i podjąć inne działania, które w znacznej części zmieniły charakter i obraz miasta. Dość powiedzieć, że Sandomierz po tym wielkim remoncie stał się zupełnie innym miastem, o czym łatwo przekonać się oglądając zdjęcia z lat pięćdziesiątych. Starsi mieszkańcy twierdzą nawet, że dzisiejszy Sandomierz jest dość dowolną rekonstrukcją miasta sprzed geologicznego kataklizmu.
Biorąc pod uwagę rozległość i drastyczność podejmowanych działań, a przede wszystkim ich dolegliwość dla mieszkańców, trudno dziwić się licznym protestom kierowanym gdzie się tylko dało. Tym bardziej że działania te w znacznej części naruszały prawa majątkowe przez odbieranie mieszkań oraz przymusowe wywłaszczanie nieruchomości. Tyle tylko że większość tych decyzji zapadała na najwyższym szczeblu, a władze miejscowe zmuszone były je realizować. Zresztą z uwagi na powagę sytuacji wcale się od tego nie wymigiwały.

AFERALNE TRZĘSIENIE ZIEMI

Afera zaczęła się w 1973 roku, kiedy to dziewięciu członkom ówczesnych władz miejskich zarzucono zabór pienię-dzy przeznaczonych na ratowanie Sandomierza. Rzekomo zagarnięta kwota wciąż się zmieniała, aby ostatecznie dojść do 4 mln zł. Na liście grzechów znalazły się także niegospodarność, brak nadzoru, materialna prywata i szereg innych grzechów z listy kodeksu karnego…

więcej w papierowym wydaniu TN, lub elektronicznym wydaniu eTN

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.