Ślub w cegielni

2

Na przestrzeni lat fotografia ślubna przeszła niesamowitą metamorfozę. Wraz z ewolucją sprzętu  i rozwojem internetu, który umożliwił podpatrywanie „jak to się robi” na drugim krańcu świata, zmieniły się zarówno możliwości fotografujących, jak i oczekiwania fotografowanych. Nie zmieniło się jedno – zdjęcia ślubne powinny kipieć od emocji, a swoją estetyką trafiać przede wszystkim w gusta pary młodej.

Jeszcze kilka lat temu dzień pracy fotografa  ślubnego  zaczynał  się  dużo  później niż dziś. Nie było zwyczaju dokumentowania  przygotowań  do  ślubu.  Fotografowie nie  odwiedzali  kosmetyczek  i  fryzjerów, nie uczestniczyli w ceremonii ubierania się przyszłych małżonków. Pracę zazwyczaj zaczynali dopiero przy błogosławieństwie lub w kościele.

Dziś pierwsze zdjęcia robią już nawet pięć godzin przed mszą. – Fotografowanie dnia ślubu zaczyna się we wczesnych godzinach porannych – u fryzjerki czy kosmetyczki, gdzie utrwala się  metamorfozę,  jaką  przechodzi  panna młoda.  Fotografuje  się  też  przygotowania w domach. Dla mnie to bardzo ważny czas, bo wtedy młodzi i ich rodziny przyzwyczajają  się  do  mojej  obecności.  Dzięki  temu przestają na mnie zwracać uwagę, co jest wyjątkowo  ważne  w  kluczowych  momentach – mówi Mariusz Dyszlewski, jeden z  najbardziej  rozchwytywanych  tarnobrzeskich fotografów „nowej ery”. Pracę z częścią par zaczyna jeszcze przed dniem ślubu. W swojej ofercie ma bowiem fotografię przedślubną, czyli tak zwane sesje narzeczeńskie.

 – Sesje  narzeczeńskie  też pozwalają  parze  oswoić  się  z  fotografem, a jemu wyczuć ich estetykę i ocenić, na co może sobie pozwolić podczas pracy z nimi. Nie wszyscy od razu są otwarci przed obiektywem,  niektórzy  się  wręcz  blokują.  Nie chciałbym, żeby w najważniejszych momentach czuli się niekomfortowo. Dlatego czasami sam proponuję taką dodatkową sesję.

Ślub i wesele to czas polowania na emocje, na ulotne chwile, które z założenia państwo  młodzi  przeżywają  jeden  jedyny  raz w  życiu.  Dzisiejsi  fotografowie  starają  się nie ingerować w przebieg uroczystości, wolą być niewidoczni – nie ustawiać weselników do zdjęć, nie wymuszać uśmiechów. – Nie mówię parze młodej, aby w którymś momencie  ceremonii  ślubnej  poparzyli  na mnie, czy uśmiechnęli się do mnie. Najważniejsze jest, aby łapać naturalne emocje – jakieś oglądanie się za siebie, chwile zawahania, naturalny śmiech – mówi nam Paweł, inny z młodych fotografów. –  Gdy  pary  przychodzą  odebrać  album, często mówią, że nie widzieli mnie w pewnych momentach i zastanawiali się, czy uwieczniłem  te  chwile,  na  których  im  zależało.  Ale jak oglądają zdjęcia, to okazuje się, że jest na nich wszystko, co miało być. Okazuje się, że byłem tam, gdzie trzeba, i dobrze wiedziałem, co mam zrobić, mimo że mnie stamtąd nie pamiętają – dodaje M. Dyszlewski.

– Bardzo lubię wesela tematyczne, od początku do końca utrzymane w jakiejś konwencji. W tym roku miałem przyjemność fotografować wesele,  które  w  całości  było  w  stylu  góralsko-wiejskim. Para młoda do ślubu jechała na rowerze  –  tandemem.  To  było  coś  zupełnie odlotowego,  bo  przeważnie  pojazdem  ślubnym jest samochód. Rower był zresztą myślą przewodnią  tego  dnia,  bo  pojawiał  się  też w czasie wesela i później na sesji. W takiej sytuacji, gdy nie ma sztampy, fotograf może się wykazać. Musi bacznie wszystko obserwować, żeby żaden ważny moment mu nie umknął. – Trzeba nauczyć się przewidywać, co może się za chwilę stać. Fotograf musi uważnie przyglądać się temu, co się wokół dzieje, a czasem nawet  wsłuchać  się  w  czyjąś  rozmowę,  żeby być przygotowanym na to, co może z niej wyniknąć, i wiedzieć, w którą stronę wycelować aparat. Czasem bowiem najciekawsze rzeczy nie dzieją się wcale w centrum wydarzeń, ale na przykład dwa rzędy dalej i to tam można zrobić  najciekawsze  zdjęcie.  To  kwestia  doświadczenia  –  trzeba  mieć  na  koncie  trochę wesel, żeby nauczyć się wyłapywać takie rzeczy. Z jednej strony ich scenariusz zawsze jest podobny, a z drugiej te imprezy są nieprzewidywalne – tłumaczy nasz drugi rozmówca.

Dziś w fotografii ślubnej dużą wagę przywiązuje  się  do  różnych  detali  –  do  tego, jakie  buty  ma  pan  młody,  a  jakie  kwiaty świadkowa.  Kiedyś  nie  fotografowało  się takich dodatków choćby z tego powodu, że do dyspozycji była ograniczona liczna klatek filmu. Koszt wykonania jednego zdjęcia był nieporównywalnie wyższy niż dziś.

 – Gdy śluby fotografowało się aparatami analogowymi, robiło się zdecydowanie mniej zdjęć niż dziś. Filmy były drogie i trudno dostępne.  Na  sfotografowanie  ślubu  i  wesela średnio  wykorzystywało  się  ich  pięć.  Każdy miał 36 klatek, a więc łącznie robiło się ok. 200 zdjęć. Gdy pojawiły się cyfrowe aparaty, to się bardzo zmieniło. Dziś ludzie robią tysiące zdjęć, a później wybierają najlepsze – mówi Bogdan Myśliwiec, który „na koncie” ma około tysiąca ślubów. Zdarzyło się, że jednego dnia robił zdjęcia na aż 16 cywilnych.  Każdy  trwał  około  30  minut,  więc w urzędzie spędził 8 godzin!

 – W przeszłości trzeba było tak gospodarować miejscem na  filmach,  żeby  wystarczyło  go  do  końca. Wszystko  musiało  być  dobrze  zaplanowane – na przykład, to że na oczepiny poświęcasz 15 czy 20 klatek. Musiałeś się w tym zmieścić i  to  musiały  być  dobre,  udane  zdjęcia.  Nie można było pstryknąć pięćdziesięciu niemal identycznych zdjęć, żeby później wybrać najfajniejsze ujęcie.

– Wywoływało się wszystkie zdjęcia, bo nie wiadomo było, które klatki są dobre, a które nie. Tego dowiadywaliśmy się dopiero odbierając odbitki. Te, na których ludzie mieli zamknięte oczy, lub coś nie wyszło tak, jak miało, po prostu się wyrzucało. Młodym oddawało się zdjęcia włożone do albumu wraz z filmami. To był gotowy produkt – dodaje Wacław Pintal, zastępca redaktora naczelnego „TN”, który także przez wiele lat fotografował śluby. – Czasy  się  zmieniły  i  dziś  pary  zazwyczaj  nie chcą albumów z wkładanymi odbitkami. Teraz drukuje się książki w formie albumów. Zdjęcia w nich są różnej wielkości, niektóre na przykład w ramkach czy z jakimiś podpisami. To są wręcz dzieła sztuki. (…)

Rafał Nieckarz

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Podziel się:

2 komentarze

  1. Boguś i śluby ?? coś tu nie gra ,artykuł sponsorowany ??..Wacek iśluby hahaha .rozbawiliście mnie 🙂

    • Czytałeś ze zrozuminiem? Obaj są przedstawiani jako dinozaury fotografii ślubnej… Mówią jak onegdaj bywało.