Smutne losy dziedzica z Nasławic [W najnowszym TN]

0

Ta mała wioska na obrzeżach gminy Klimontów nie wyróżnia się dziś niczym szczególnym. Nawet najstarsi jej mieszkańcy nie pamiętają już pięknego pałacu, którym zachwycał się niegdyś sam Stefan Żeromski. W czasach, gdy zaglądał do Nasławic, nie był jeszcze wielkim pisarzem, ale biednym studentem – sierotą, spędzającym letnie wakacje u wujostwa na Sandomierszczyźnie.

Poza krótkimi zapiskami Żeromskiego, na temat wioski trudno znaleźć jakiekolwiek informacje w źródłach pisanych. Niedawno, zupełnie przypadkiem, wszedłem w posiadanie pamiętnika sporządzonego przez jednego z właścicieli Nasławic – Stanisława Lisikiewicza. Pożółkły maszynopis, będący odpisem oryginału, podarowała mi jego potomkini, pani Elżbieta Rudzka.

DAWNO, DAWNO TEMU

Tak właśnie można by zacząć tę opowieść, bo jej początki sięgają schyłku XVIII wieku. Wtedy bowiem, dokładnie w 1787 roku, przyszedł na świat Stanisław Lisikiewicz. Swoje wspomnienia spisał będąc już sędziwym starcem, wiosną 1870 roku. Korzystał wówczas z gościny Karola Gołońskiego, właściciela dworu w Pęchowie pod Klimontowem, który udzielił mu schronienia po tym, gdy opuścił Nasławice na skutek waśni ze swoim zięciem, Rochem Zarzyckim.

Na kilkudziesięciu stronicach opowiedział historię swojego życia, po trosze jako przestrogę dla wnuków i prawnuków, ale bardziej chyba z chęci usprawiedliwienia się przed potomnymi ze swoich decyzji, które przynosiły czasem nieoczekiwane skutki… (rs)

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

 

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.