.

Świat przez szparę w deskach [W najnowszym TN]

0

W początku straszliwego dla społeczności żydowskiej 1943 roku małżeństwo Żydów ze zlikwidowanego getta w Sandomierzu trafiło do dobrych Polaków w Nisku, którzy przez 15 miesięcy stworzyli im bezpieczny azyl w bunkrze.

Właściciel wielobranżowego magazynu Ignacy Gorzyczański z Sandomierza jeszcze przed wojną handlował ze Stanisławem Wołoszynem, właścicielem sklepu galanteryjnego w Nisku i znanym w miasteczku fryzjerem. – Przez lata wytworzyło się między nimi wzajemne zaufanie. To zaufanie stało się w czasie wojny kwestią kluczową, kwestią życia i śmierci, warunkiem przetrwania – tłumaczy Grzegorz Wołoszyn, wnuk Stanisława. A było tak: w czasie okupacji niemieckiej, blisko centrum Niska (dzisiaj ul. Głowackiego 8), małżonkowie Maria i Stanisław Wołoszynowie, w specjalnym schowku w stodole ukryli małżeństwo żydowskie – Jadwigę i Ignacego Gorzyczańskich. Dla pełnego kamuflażu niżański fryzjer odstąpił niemieckiemu oficerowi i jego ordynansowi pokój w swoim domu. Tak więc katów i ofiary dzieliło przez wiele miesięcy najwyżej kilkanaście metrów.

ODKRYWANIE PRZESZŁOŚCI

Polonista Grzegorz Wołoszyn postanowił opisać dzieje swojego dziadka Stanisława znane najbliższej rodzinie i znajomym z międzypokoleniowego przekazu ustnego. – Otóż w archiwach dziadkowych znajdowała się tajemnicza książka, którą przywiózł on w latach sześćdziesiątych ze swojej podróży do Izraela. Książkę tę trzeba było przeglądać od tyłu, przewracając strony od ostatniej, po pierwszą. Dziwne znaki, tak fascynujące najmłodsze pokolenie Wołoszynów, czytało się z dołu do góry i na dodatek z prawej na lewą stronę. Pośród tego tajemniczego pisma znajdowało się zdjęcie dziadka. Ale nikt nie potrafił odczytać, co skrywał ów, dla nas na poły magiczny, alfabet. Wiele lat później, dowiedziałem się, że te „robaczki”, jak je nazywaliśmy, to język hebrajski, a zaklęte są w nim wspomnienia Jadwigi i Ignacego Gorzyczańskich, małżeństwa żydowskiego, które nasz dziadek uratował przed zagładą w czasie drugiej wojny światowej – tłumaczy Grzegorz Wołoszyn… (jg)

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

 

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.