Szkoda gadać

0

W ubiegłym tygodniu radni Sejmiku Województwa Podkarpackiego dyskutowali na temat realizacji inwestycji mających zabezpieczyć nasz region przed powodzią. Inwestycji, które – jak już pisaliśmy przed tygodniem – nie są prowadzone ani w takim tempie, ani z takim rozmachem, jak zapowiadano.

Słuchając wystąpień radnych, można dojść do  wniosku,  że  nie  mylą  się  ci  mieszkańcy naszego regionu, którzy uważają, że od powodzi w 2010 roku nie zrobiono nic lub prawie  nic,  aby  zapobiec  powtórzeniu  się  tych tragicznych  wydarzeń.  A  takich  jest  wielu. Przeciętnemu  Kowalskiemu  nie  mieści  się w głowie, że niemal cztery lata to za mało, aby rozpocząć  realizację  kluczowych  inwestycji, takich jak podwyższanie wałów głównych rzek czy budowa polderów, które w razie potrzeby mogłyby przyjąć nadmiar wody. Wygląda na to, że po raz kolejny zdroworozsądkowe myślenie przegrywa z biurokracją i polityką, a  nam  pozostaje  jedynie  mieć  nadzieję,  że zanim nadejdzie kolejna „tysiącletnia” woda, ten trend jednak się odwróci.

Zdaniem Stanisława Bajdy, przewodniczącego Komisji Rolnictwa, Rozwoju Obszarów Wiejskich i Ochrony Środowiska, za niezadowalające tempo prowadzenia prac związanych z ochroną przeciwpowodziową w dużej mierze odpowiada bałagan administracyjny, jaki w tej kwestii panuje w naszym kraju.

 – Za zabezpieczenie przeciwpowodziowe  odpowiada  wiele  instytucji  samorządowych i rządowych. O wodzie i o tym, co jest między wałami, decyduje Regionalny Zarząd Gospodarki  Wodnej,  za  wały  odpowiada marszałek województwa, a pieniądze na ich budowę i remont dostaje wojewoda z ministerstwa  i  dopiero  przekazuje  marszałkowi. W  przypadku  powodzi  sztaby  kryzysowe  są z kolei u wojewody i u starostów. Największa odpowiedzialność  spoczywa  na  marszałku, który  chcąc  wywiązać  się  z  nałożonych  zadań,  musi  żebrać  o  pieniądze  i  szukać  ich, gdzie  tylko  można.  To  niezdrowa  sytuacja. To utrudnia realizację zadań – mówił Stanisław Bajda. – Drugą sprawą jest uzyskiwanie  pozwoleń  prawnych  i  środowiskowych. Trwa to bardzo długo – miesiącami, jak nie latami. Różne organizacje ekologiczne piszą pisma i petycje, które muszą być rozpatrywane, i trudno jest rozpocząć inwestycję.

Jak  wyliczył  radny,  długość  wszystkich wałów  w  województwie  podkarpackim  to 648 kilometrów. Tylko 165 z nich jest w dobrym stanie, 120 wymaga poprawy, a aż 326 modernizacji. – Nigdy nie będziemy mieć takich środków, żeby doprowadzić do tego, że w pewnym momencie wszystkie wały będą w wystarczająco dobrym stanie. Wychodzi na to, że jeśli zmodernizujemy wał w jednym miejscu, to zanim wyżebrzemy potrzebne pieniądze i skończymy inne, ten pierwszy znów będzie wymagał modernizacji – podsumował.

S. Bajda mówił, że w tej sytuacji bardzo ważna jest budowa polderów, przypominając jednocześnie, że jest to jeden z elementów  „Programu  ochrony  przed  powodzią w dorzeczu górnej Wisły”. – Niestety, „program górnej Wisły” był realizowany szczątkowo, a obecnie jest wstrzymany ze względu na opracowywanie masterplanów, czyli  globalnych  planów  zabezpieczenia  przeciwpowodziowego (ich  opracowania  wymaga  Unia  Europejska,  która  w  dużej  mierze będzie finansować prace na wałach – red.). Póki co wszystkie inwestycje mają być wstrzymane. Te plany prawdopodobnie będą gotowe w sierpniu– tłumaczył radny. – Ze względu na to, że w 2010 roku powódź poczyniła ogromne szkody, komisja rolnictwa – jeszcze pod przewodnictwem pana Władysława Stępnia – doprowadziła do tego, że 24 września 2012 roku sejmik przyjął uchwałę, w której wymieniono 29 zadań, które do 2019 miały w maksymalnym stopniu poprawić stan zabezpieczenia przeciwpowodziowego naszego województwa. Nie było jednak potrzebnych środków i w roku 2013 zrealizowano jedynie trzy spośród tych zadań, teraz realizowanych jest 8 kolejnych, a pozostałe są przygotowywane. Nie mamy żadnej pewności, że będą pieniądze na realizację tych zadań do 2019.  Jako  komisja  rolnictwa  piszemy  różne petycje do ministerstw i do premiera, ale w większości przypadków nie dostajemy odpowiedzi.

Jak mówił radny, w lutym komisja rolnictwa poprosiła zarząd województwa o ponaglenie instytucji państwowych. Ten rozesłał odpowiednie  pisma.  Niedawno  komisja przygotowała  także  poprawki  do   uchwały z września 2012 roku. O ich przedstawienie poproszony został radny Władysław Stępień (na zdjęciu w środku na wałach Łęgu w 2011 r.).

 – Byłem przekonany, że na koniec tej kadencji będziemy na prawym wale Wisły, lewym wale Sanu, że będziemy kończyć stary i nowy Breń, będzie  skończona  Trześniówka  i  Łęg,  i  wiele innych zadań. Niestety, te roboty wciąż trwają, a niektóre, te główne, jeszcze się nie rozpoczęły – mówił W. Stępień. – Należałoby uzyskać od pełnomocnika programu „górna Wisła” informacje, czy wszystkie nasze inwestycje zapisane w uchwale z 2012 roku są dalej aktualne, czy przechodzą one do masterplanów. Żeby po drodze nie zgubiono czegoś z naszych spraw. (…)

Rafał Nieckarz

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.