Tylko dla bogatych

2

Czy prawie 50 złotych za pojedynczą wizytę z łodzią nad Jeziorem Tarnobrzeskim to wygórowana cena? Pan ZBIGNIEW BRYDNIAK (na zdjęciu) z Baranowa Sandomierskiego twierdzi, że dla przeciętnego Kowalskiego to zdecydowanie za dużo, i pyta, dlaczego przy ustalaniu cennika nie pomyślano o wprowadzeniu zniżek dla emerytów.

Pan Zbigniew od roku jest na emeryturze. Gdy jeszcze pracował, planował, że wolny czas będzie spędzać z wnukami, między innymi żeglując na oddalonym od jego domu o zaledwie kilka kilometrów akwenie.

Kupiłem starą łódkę, odremontowałem ją własnymi rękami. Nabyłem też zdewastowaną przyczepę do jej przewozu i przywróciłem do stanu używalności. Wszystko zrobiłem sam, bo mam smykałkę do takich rzeczy. Mam czworo wnuków i chciałem im zrobić frajdę – mówi.

Szybko okazało się jednak, że nie stać go na korzystanie z  akwenu,  a  przynajmniej  na  to,  aby  żeglować  po  nim, kiedy zechce. – W ubiegłym roku pływałem po jeziorem dwa razypłaciło się dwadzieścia złotych za spuszczenie łodzi do wody. W tym roku płaci się czterdzieści złotych – dwadzieścia za spuszczenie łodzi i kolejne dwadzieścia za jej wyciągnięcie. Do tego trzeba zapłacić jeszcze sześć złotych za wjazd. Nie stać mnie na takie wydatki. Zresztą pewnie nie tylko mnie. To jest oferta dla bogaczy, nie dla zwykłych ludzi – tłumaczy nasz rozmówca.

Nie rozumiem, dlaczego nikt nie pomyślał o jakichś zniżkach dla emerytów? Skąd ludzie, tacy jak ja, mają brać pieniądze na takie rozrywki? A może lepiej, żeby siedzieli w domach? Czterdzieści dwa lata płaciłem podatki i coś mi się chyba na tej emeryturze należy. Jak  mówi,  od  dyrektora  Miejskiego  Ośrodka  Sportu i  Rekreacji Marka  Grąza,  który  zarządza  terenami  rekreacyjnymi wokół jeziora, usłyszał, że jak było go stać na zakup łódki, to powinno być go stać także na opłaty związane z jej użytkowaniem. M. Grąz nie zaprzecza i zapewnia, że jest to pierwszy tego typu sygnał, jaki do niego dotarł. Mówi też, że to nie kierowana przez niego instytucja ustala ceny za slipowanie łodzi, ale operator stanicy wodniackiej – Jacht Klub „Kotwica”.

Jego prezes Janusz Bobula także zapewnia, że do tej pory nie dotarły do niego głosy o tym, że żeglarze narzekają na ceny, ani też nie spotkał się z propozycją wprowadzenia zniżek dla emerytów. (…)

Rafał Nieckarz

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

2 komentarze

  1. Tarnobrzeżanin on

    Jeziorko jest dla Norbusia i jego elyty a nie dla szarego obywatela. Coraz mniej ludzi na tym „jęziorkiem”

  2. Masz pan rację,panie Zbigniewie..Nie każdego jest stać na pobyt nad tą „kałużą”..Nie nazywajcie proszę tego jeziorem,bo to nie ma nic wspólnego z jeziorem..Jest to zwykły zalew.Zalew i nic wiecej.Chyba,że w nazwie własnej, nazywa się „Jezioro Tarnobrzeskie”..Nawiązując do powyższego postu Tarnobrzeżanina–tak to prawda..Coraz mniej jest ludzi nad tą wodą..Da się to zauważyć..Juz sie niektórym przejadło,a może przepiło to „jezioro”..Więcej nad nim zakazów niż pozwoleń..Kolejna „kicha” w wydaniu pana Mastalerza..Wybieram Hańczę,jak by co..Tam przynajmniej pojadę pod namiot,upiekę kiełbasę na ognisku,kiedy mi pasuje i napiję się piwa-kiedy mi pasuje i ile mi pasuje.