.

Utrzeć nosa… ministrowi

0

zaleszany (Medium)Utrzeć nosa, i jeszcze oszczędzić niezłą kasę z gminnego budżetu. Taka sztuka udała się wójto­wi gminy Zaleszany ANDRZEJOWI KARASIOWI, który udowodnił, że jeśli się jest pewnym swoich racji, należy o nie walczyć „do ostatniego naboju”.

Tu wcale nie chodzi o moje osobiste ambicje, ale o zasady oraz o interes gminy – mówi wójt. – Sprawa zaczęła się jeszcze w poprzedniej kadencji i dotyczyła działania mojego poprzed­nika, który wydał jakoby z 12-dniowym opóźnieniem decyzję o ustaleniu inwestycji celu publicznego, o co jeszcze 3 września 2010 roku zwróciła się do niego z wnioskiem Karpacka Spółka Gazownictwa w Tarnowie. Zaplanowała ona budowę gazo­ciągu na terenie Agatówki. Mój poprzednik po kilku dniach, dokładnie 8 września, zwrócił się do wnioskodawcy o uzu­pełnienie braków formalnych we wniosku, i tenże uzupełnił wniosek. Pismo wysłał 11 września, ale do gminy trafiło ono 15 września. Dopiero od tego momentu rozpoczęło się w gminie procedowanie, które zakończyło się już pod moją „batutą”, 16 grudnia 2010 roku. Oczywiście, była do pozytywna opinia.

Zapomniał już wójt o tej sprawie, kiedy zaskoczony został pismem wojewody podkarpackiego z 13 lipca 2011 roku, w którym zawarta została informacja, iż wymierzono mu karę w wysokości 3500 zł za 7-dniową zwłokę w termi­nie wydania gazownikom decyzji. Po pięć stów za każdy dzień. Wójt odwołał się do ministra infrastruktury, podno­sząc argument, iż – w jego ocenie – administracyjny bieg sprawy rozpoczął się dopiero od momentu złożenia przez wnioskodawcę kompletnej dokumentacji wniosku. Oraz, że dla wydania warunków lokalizacyjnych niezbędne było przeprowadzenie stosownego postępowania w odniesieniu do Zarządu Dróg Powiatowych, jako że trasa planowanego gazociągu w pewnym stopniu wymagała wyjaśnienia ewen­tualnych kolizji z należącą do powiatu drogą.

Ministerstwo, powołując się na wcześniejsze wyroki sądów administracyjnych, uznało, iż jednak określony na 65 dni bieg sprawy liczony powinien być od daty złożenia wniosku, i że nie ma przy tym najmniejszego znaczenia, czy wniosek jest kompletny, czy nie. Idąc tym tropem, należałoby zacząć procedować nawet wówczas, gdy wniosek nie zawierałby żadnych argumentów poza zdaniem „Wnoszę o wydanie decyzji takiej to a takiej”… Co ciekawe, MI uznało, że bieg sprawy rozpoczęty 4 września (dzień po złożeniu wniosku) został wstrzymany w okresie od 9 (wysłanie wniosku o usu­nięcie braków formalnych) do 16 (data uzupełnienia wnio­sku) września. Wstrzymany też on został na czas uzgodnień, jakie w interesie inwestora i czystości postępowania wójt poczynić musiał z powiatowymi drogowcami, którzy też dość lekceważąco podeszli do wiążących ich terminów.

Pomijamy inne bardzo skomplikowane wywody, obliczenia i argumenty natury prawnej, przytoczone przez ministerstwo, które w międzyczasie samo stało się ministerstwem transpor­tu, gospodarki morskiej i czegoś tam jeszcze. Przytaczamy tylko te najważniejsze wątki. One mogą się przydać innym sa­morządowcom, którzy znajdą się w podobnej sytuacji, i mogą mieć problem z interpretacją pokręconych przepisów. To ministerstwo w końcu wyliczyło skrupulatnie, że wójt zamiast w terminie 65 dni wydał warunki lokalizacji po upływie… 104 dni. Uznało, że decyzja wojewody w sprawie wysokości kary „rażąco narusza prawo”, tak jak narusza je postępowanie wójta doprowadzającego do zwłoki w postępowaniu. I posta­nowiło raz dwa przeliczyć to na pieniąchy. Uchyliło nałożoną przez wojewodę karę 3 500 zł i dowaliło wójtowi… 6000 zł.

Boleśnie ugodziło to w wójtowską prawniczą ambicję oraz przypisywany mu, być może nie bez powodu, wrodzo­ny chłopski upór. Przekonsultował to wszystko raz jeszcze ze współpracownikami i prawnikami, po czym „odstrzelił się” do sądu administracyjnego, skarżąc decyzję ministra.

Darujemy Czytelnikom i sobie wgłębianie się w praw­nicze zawiłości, które składają się z mnóstwa przywo­ływanych przepisów przede wszystkim. Faktem jest, że 17 stycznia 2013 roku Wojewódzki Sąd Administracyj­ny w Warszawie, właściwy dla rozstrzygnięcia tej kwestii, skargę wójta uwzględnił i ministerialną decyzję w całości uchylił. (…)

Jerzy Reszczyński

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.