Wpadł jak pod gilotynę [W najnowszym TN]

0

15-letni Dominik, uczeń gimnazjum w Przecławiu, to waleczny młody człowiek. Taki był na boisku, gdy uprawiał ukochaną piłkę nożną, taki jest i teraz, gdy toczy o wiele ważniejszą bitwę – o to, by mówić i móc normalnie żyć. Chłopiec niedawno padł ofiarą makabrycznego wypadku – stalowa linka niemal odcięła mu głowę, przecinając gardło, rozszarpując ścięgna i struny głosowe. Dziś dochodzi do zdrowia, a śledztwo w sprawie dramatu, którego stał się ofiarą, prowadzi Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu.

11 kwietnia wieczorem trójka nastolatków wybrała się na przejażdżkę skuterami w okolice Tuszymy pod Mielcem. Dominik wiózł jednego kolegę jako pasażera, drugi jechał własnym jednośladem. Po godzinie 19 do Dominika zadzwoniła mama. Poprosiła, żeby wrócił wcześniej do domu, więc chłopcy postanowili skrócić sobie drogę. Wybrali wąski, polny trakt pomiędzy Białym Borem a Tuszymą. Nie wiedzieli, że czyha tam śmiertelna pułapka.

Droga, którą pojechali nastolatkowie biegnie przez teren prywatny, można nią dojechać na pole należące do jednego z gospodarzy z Białego Boru. 41-letniego mężczyznę irytowali rowerzyści i motocykliści, którzy urządzili sobie skrót przez jego własność. Zamiast jednak postawić tabliczkę „teren prywatny”, rozwiesił pomiędzy dwoma słupkami stojącymi z obu stron drogi cienką, stalową linkę. Miejscowi wiedzieli o pułapce, chłopcy byli jednak obcy… (wel)

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.