Wunderwaffe pod Staszowem [Reportaż]

0

Dowódco, czołgi idą!

– Ile?

– Jeden, dwa, trzy… pięć, siedem… dwanaście…!, a za nimi piechota… Dużo ich… I jakieś dziwne te czołgi, wielkie, nie wiem co to za typ…

– Nieważne, my gwardziści! Ładuj przeciwpancernym i ognia! Radziecki T-34 zaczyna strzelać w stronę nadciągających niemieckich kolosów. Po chwili kilka z nich płonie, a reszta w panice próbuje dojechać do pobliskiego lasku i skryć się między drzewami. T-34 rusza w pościg…

Nie, to nie jest fragment scenariusza serialu „Czterej pancerni i pies”. To relacja z prawdziwych wydarzeń, które rozegrały się w sierpniu 1944 w okolicy Staszowa. Niemcy po raz pierwszy w historii użyli tam swojej wunderwaffe, cudownej broni – supercieżkich czołgów Tygrys Królewski. Dzięki temu Staszów i pobliska wieś Oględów są dziś wymieniane w każdej liczącej się światowej publikacji z dziedziny historii uzbrojenia.

WOJNA CZOŁGÓW

Czołgi były jedną z głównych broni II wojny światowej. Prym w rozwoju broni pancernej wiodły hitlerowskie Niemcy i ZSRR. Rosjanie mieli swój znakomity czołg średni T-34, Niemcy w trakcie wojny odpowiedzieli ciężkimi konstrukcjami Panther i Tiger. Losy wojny na froncie wschodnim nieubłaganie jednak wskazywały na porażkę Niemców. Wówczas hi
tlerowscy planiści wymyślili superczołg. Miał on w założeniu niszczyć przeciwnika z wielkiej odległości, samemu pozostając niezniszczalnym. Cudowną broń nazwano Panzerkampfwagen VI B Königstiger– Tygrys Królewski. Był to najpotężniejszy czołg II wojny światowej.

Prace nad nim prowadzono w największej tajemnicy. Wyposażono go w potężny pancerz, uzbrojono w najnowszą armatę czołgową kalibru 88 mm. Wyniki uzyskiwane na poligonie wróżyły zagładę przeciwnikom. Nowy czołg potrafił zniszczyć cel imitujący radziecki czołg T-34 z odległości 3,5 km! Do tego dzięki nowej armacie był w stanie w ciągu minuty oddać od 6 do 10 strzałów. Biorąc pod uwagę, że aby przebić pancerz nowego Tygrysa, radzieckie czołgi musiałyby się zbliżyć na mniej niż 1000 m i liczyć na strzał w bok, wydawało się, że Niemcy zdobędą olbrzymią przewagę nad przeciwnikiem.

W euforii nie przejmowano się tym, że nowa konstrukcja jest olbrzymia – 10,3 m długości, ponad 3 m wysokości, blisko 4 m szerokości, lufa działa długości 6,5 metra, a do tego waży 70 ton i spala gigantyczne ilości paliwa – 750 l na 100 km (dla porównania – T-34 miał 6,6 metra długości, był węższy i niższy, a ważył niespełna połowę tego co Tygrys Królewski.

Z tygrysów sformowano na początek 3 bataliony, liczące po 45 czołgów każdy. Jako pierwszy, w nową konstrukcję wyposażono 501 Batalion Ciężkich Czołgów. Była to jedna z najlepszych niemieckich jednostek pancernych. Wcześniej walczyła w Tunezji i na froncie wschodnim, skąd wycofano ją do Niemiec na „przezbrojenie”. Miała być użyta w najbardziej newralgicznym miejscu frontu.

PRZYCZÓŁEK

Radziecka ofensywa, zwana operacją lwowsko-sandomierską, zaczęła się 13 lipca 1944 r. Wojska sowieckie rozbiły niemiecką obronę i w błyskawicznym tempie posuwały się na zachód. Padł Lwów, Brody, 22 lipca wyzwolono Lublin, 27 lipca Przemyśl, a 29 lipca pierwsze jednostki Armii Czerwonej dotarły do Wisły w rejonie Baranowa Sandomierskiego. Rosjanie z marszu zdobyli przyczółek na drugim brzegu rzeki, w czym wydatnie pomogli im Polacy.

„Wielką pomoc nasze wojsko miało od polskiej ludności. Mieszkańcy dostarczali deski, kłody, wszystko, co nadawało się do budowy przepraw. Znalazły się nawet łodzie ukryte uprzednio przed nazistami. Niektórzy ze starszych ludzi pokazywali zwiadowcom miejsca, gdzie w czasie I wojny światowej wojska rosyjskie forsowały Wisłę i gdzie były dobre podejścia do rzeki.

To znacznie ułatwiło sprawę” – wspominał po latach generał Pawieł Rybałko, dowódca 3 Gwardyjskiej Armii Pancernej. Walki toczyły się na szerokim odcinku. Rosjanie powiększali przyczółek, Niemcy próbowali go zlikwidować. Pierwszą próbę podjęli już 1 sierpnia 1944 r., atakując z rejonu Tarnobrzega i Mielca. Zostali jednak odparci, zaś Armia Czerwona 3 sierpnia dotarła do Staszowa.

Walki toczyły się i na drugim brzegu Wisły, 5 sierpnia wyzwolono Tarnobrzeg. Kolejne ataki niemieckich oddziałów zostały odparte. Pomiędzy Tarnobrzegiem a Baranowem Sandomierskim zbudowano 13 mostów, przez które przeprawiały się oddziały I Frontu Ukraińskiego.

NADCIĄGA ZAGŁADA

Dowództwo niemieckie postanowiło zlikwidować przyczółek potężnym uderzeniem w rejonie Staszowa. Ściągnięto nowe jednostki, w tym 501 Batalion Ciężkich Czołgów. Bo to właśnie Tygrysy Królewskie miały stanowić pancerną pięść, która zmiecie wroga z powierzchni ziemi. Doskonałych nastrojów niemieckich czołgistów nie zmieniło nawet to, że 15 nowych Tygrysów zepsuło się jeszcze w Niemczech.

Batalion dotarł w rejon walk koleją. Po wyładowaniu czołgi wyruszyły na linię frontu. Wtedy wyszły na jaw wszystkie mankamenty pancernych potworów. Żeby mogły przejechać kilka kilometrów, trzeba było przydzielać im specjalny oddział saperów, wzmacniający po drodze mosty. Do tego aż 10 maszyn po prostu się zepsuło. Mimo tego w nocy Tygrysy Królewskie zaatakowały pozycje radzieckiej piechoty. Lekkie działka przeciwpancerne piechurów były wobec nowych niemieckich czołgów bezradne, równie dobrze Rosjanie mogliby obrzucać czołgi kamieniami. Piechota radziecka wycofała się. Gdy nadszedł świt, Niemcy uderzyli w rejonie wsi Oględów.

Nocne starcia z piechotą utwierdziły niemieckich pancerniaków w przeświadczeniu o niezniszczalności nowych Tygrysów. Dowodzący 501 batalionem major Erhard von Legat tryumfalnie zakomunikował swoim podkomendnym „Panowie, to nie będzie atak, tylko polowanie na Iwana”. 501 batalion ruszył do boju. Tyle tylko, że tym razem nie przyszło mu walczyć z piechurami.

Informacje o nowych czołgach szybko trafiły do radzieckiego dowództwa. 12 sierpnia 1944 r. na drodze Niemców stanęła 53 Gwardyjska Brygada Pancerna uzbrojona w czołgi T-34, zaś ze Staszowa ściągnięto 71 Samodzielny Batalion Ciężkich Czołgów Gwardii. Co prawda obie jednostki były mocno poszczerbione toczonymi od połowy lipca walkami, jednak były to formacje wyborowe. Do tego Rosjanie doskonale wykorzystali ukształtowanie terenu, szykując zasadzki. Oni też zamierzali zapolować.

KLĘSKA „KOTÓW”

Radzieccy czołgiści dobrze przewidzieli, którędy zaatakują Niemcy – doliną z drogą na Staszów. Ustawili tam kilka czołgów. Najbliżej wyjścia z dolinki stał T34/85 dowodzony przez lejtnanta Aleksandra Oskina. Zamaskowany słomą i sianem wyglądał jak zwykły stóg. Ponieważ zachowały się relacje uczestników bitwy, oddajmy im głos.

„Ogromny czołg pełzł przez dolinę. Wspinał się zrywami i buksował na piasku. Z lewego skrzydła major Korbow meldował: nadchodzą! Odpowiedziałem: bądź cierpliwy, otwórz ogień z 400 metrów. Za pierwszym czołgiem druga bestia wyszła z doliny, wkrótce pojawił się trzeci czołg” – opisał początek bitwy pułkownik Wasyl Archipow, dowódca 53 Brygady Pancernej. Porucznik Oskin podpuścił Niemców na 200 metrów i gdy ustawili mu się jak na strzelnicy, otworzył ogień. Zanim z jego czołgu opadł słomiany kamuflaż, dwa „niezniszczalne” Tygrysy płonęły. „Przez lornetkę mogłem zobaczyć czarne dziury w bokach niemieckich czołgów. Najpierw zobaczyłem tylko dym, potem pojawiły się płomienie. Trzeci czołg skręcił na Oskina, ale został unieruchomiony strzałem w gąsienicę i po chwili znów trafiony, tym razem na dobre” – opisał wyczyn swojego podkomendnego Archipow. Oskin uszkodził jeszcze czwarty czołg, po czym pozostałe Tygrysy uciekły, nie podej
mując walki. Ponoć w jednym z nich znajdował się słynny konstruktor Ferdynand Porsche (twórca m.in volkswagena garbusa), który obserwował debiut nowych czołgów. Kolejny atak ruszył od strony Szydłowa. Trafił jednak na radzieckie ciężkie czołgi IS-2. Były one uzbrojone w potężne armaty 122 mm.

„Siedem Królewskich Tygrysów zaatakowało radzieckie pozycje. Porucznik Udałow, czekając w zasadzce blisko miejscowości Mokre, pozwolił Niemcom podejść na odległość 700-800 metrów i zaczął strzelać. Po kilku trafieniach pierwszy czołg stanął w ogniu, a drugi został obezwładniony. Niemcy zaczęli się cofać. Udałow popędził za nieprzyjacielem i strzelił znowu. Zapalił kolejnego Tygrysa” – raportowali po bitwie radzieccy czołgiści. Atak wunderwaffe został odparty na całej linii.

Żeby dopełnić obrazu debiutu niemieckiej „cudownej broni”, trzeba dodać, że 13 sierpnia 1944 r. kontratakujący czołgiści radzieccy zajęli Oględów (pierwszy do wsi wjechał lejtnant A. Oskin) i zdobyli w nim… trzy nieuszkodzone Tygrysy Królewskie. Ich załogi po prostu je porzuciły. Jeden ze zdobytych wówczas czołgów do dziś można podziwiać w Muzeum Broni Pancernej w Kubince koło Moskwy.

Łącznie w dniach 12-14 sierpnia 1944 r. Niemcy pod Staszowem stracili 12 Tygrysów Królewskich i wiele innych czołgów. Plany kontrofensywy legły w gruzach. Pogromca Tygrysów Aleksander Oskin za swój wyczyn został odznaczony Złotą Gwiazdą Bohatera Związku Radzieckiego.

Klęska pod Staszowem nie zniechęciła Niemców do Królewskich Tygrysów. Choć czołgi okazały się wolne, bardzo awaryjne i dramatycznie mało zwrotne, produkowano je nadal. Do końca wojny powstało ich niespełna 500, a stanowiły m.in. trzon uderzenia ostatniej ofensywy Hitlera – w Ardenach. Większość maszyn została tam porzucona przez załogi, bo po prostu zabrakło im paliwa. Gigantomania Niemców nie skończyła się na Tygrysach Królewskich. W końcówce wojny zbudowali czołg Maus ważący 188 ton, zaś w planach mieli kolejne konstrukcję, ważące… 1000, a nawet 1500 ton.

PIOTR WELANYK

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Zostaw odpowiedź