Wyciskanie kasy z… deszczu

0

Po raz kolejny na forum stalowowolskiego samorządu powróciła sprawa „podatku od deszczu”. Wszystko wskazuje na to, że niebawem skończy się to nałożeniem tej daniny na tych, którzy odprowadzają do miejskiej sieci kanalizacyjnej znaczne ilości wód opadowych.

Będzie to najprawdopodobniej bardzo spektakularny dowód na to, że w relacjach samorządu miasta z biznesem kończy się definitywnie czas „zalotów i wdzięczenia się do kapitału” oraz manifestowania woli stwarzania jak najmniej dolegliwych warunków do prowadzenia biznesu, poprzez minimalizowanie obciążających go podatków. Choć z możliwości wprowadzenia „podatku od deszczu” wiele miast Polski korzysta już od wielu lat, łatając swoje dochody budżetowe, w poprzedniej kadencji konsekwentnie wstrzymywano się z uruchomieniem tego mechanizmu w Stalowej Woli.

Jakiego rzędu mogłyby to być wpływy? Doświadczenia takich miast jak m.in. Poznań, Koszalin, Bytom czy Wrocław mówią, że od „drobnych” stawek w wysokości 6-8 gr miesięcznie od każdego metra sześciennego, stawki te mogą sięgać nawet kilkudziesięciu groszy. Np. w Bielsku-Białej opłata za wody opadowe i roztopowe, nota bene pobierana już od 1995 roku(!), wynosi tyle samo co za ścieki, czyli ponad 4 zł za metr sześcienny. Dla 120-metrowego domku z betonowym podjazdem już parę lat temu była to kwota ok. 500 zł rocznie… (r)

WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU ”TYGODNIKA NADWIŚLAŃSKIEGO” LUB eTN.

jedynka

Może zainteresują Cię również wpisy oznaczone podobnymi tagami:

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.