.

Zaklinacz czasu [W najnowszym TN]

0

Janusz Błachowicz z Tarnobrzega z ocalania dawnych tradycji, zapomnianych rzemiosł, przedmiotów i książek uczynił misję życia. Remontuje zaniedbane kapliczki, gromadzi przedmioty, których przeznaczenie mało kto już pamięta, reaktywuje zapomniane zwyczaje. Jak mówi, choć historia towarzyszyła mu od dziecka, do tego, co robi, musiał dojrzeć. Teraz ma 71 lat i nie zamierza spoczywać na laurach.

Dom Janusza Błachowicza przy ul. Jasińskiego rzuca się w oczy. Drewniany, zdobiony różnymi elementami, otoczony starannie utrzymanym ogrodem. Piwniczka pod nim mieści warsztat, ale też skład najróżniejszych przedmiotów będących prawdziwym świadectwem historii.

– Córka była zakochana w koniach, nawet kierunek studiów wybrała pod tym kątem. Pomagając ludziom jako „złota rączka”, odnajdywałem na strychach i w starych budynkach najróżniejsze przedmioty. Zacząłem, właśnie pod jej zainteresowania, zbierać elementy uprzęży, chomąta itp. Ale na tym się nie skończyło, żal mi było tych przeznaczonych na zatratę przedmiotów. One może nie mają wartości materialnej, ale są świadectwem naszej historii, tego jak kiedyś się żyło i pracowało – mówi Janusz Błachowicz. – Na przykład kiedyś kosiło się kosą. Czasami trzeba było ją wyklepać, ale jak to zrobić na polu? Więc noszono ze sobą taki specjalny kołek. Z kolei osełkę do ostrzenia kosy trzymało się w „kubku”. Za moich czasów najczęściej metalowym, ale wcześniej używano drewnianych. Używano też sierpów, mam ich kilka, każdy do innych zadań. Ten jest do zboża, tamten do wikliny. A ten, nie mam pojęcia jak trafił w nasze strony, bo to sierp do ścinania trzciny cukrowej – opowiada pokazując kolejne zabytki ze swojej kolekcji… (wel)

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.