.

Ziemiańskie dzieje Jachimowic cz. II [W najnowszym TN]

0

Wracamy do rozpoczętej na początku sierpnia opowieści opartej na korespondencji autora tekstu ze zmarłą niedawno córką ostatnich właścicieli majątku Jachimowice w gminie Samborzec, Krystyną Radlińską z domu Oppeln-Bronikowską.

WOJENNE DNI

Żona właściciela jachimowickiego majątku zajmowała się kompletowaniem apteki na potrzeby partyzantki. Nie było to proste zadanie. Brakowało przecież wszystkiego. Mimo to jakoś próbowano temu zaradzić. Bandaże sporządzało się np. z kupowanej na metry gazy, którą potem całymi dniami cięło się na odpowiedniej szerokości pasy i zwijało w rolki. Mieszkanki dworu robiły nawet prowizoryczne maski przeciwgazowe, a także brały udział w kursach udzielania pierwszej pomocy.

W 1942 roku, z polecenia Tadeusza Pytlakowskiego „Tarniny”, komendanta podobwodu AK Klimontów, młodziutka Krysia Bronikowska objęła funkcję łączniczki. Od tej pory znajdowała się u niej skrzynka kontaktowa, w której na podane hasło odbierała pocztę, broń, meldunki i prasę. Następnie doręczała to wszystko Marii Kuksz z majątku w Jurkowicach, a później Wacławowi Pac-Pomaranckiemu, który formalnie kierował tartakiem w Górkach Klimontowskich, a nieformalnie wywiadem miejscowej placówki Armii Krajowej. Był zaangażowany m.in. w likwidację szefa żandarmerii niemieckiej w Klimontowie, okrytego wyjątkowo złą sławą komendanta Karla Loschnera. Partyzanci zastrzelili go w dzień targowy na Rynku. Akcją likwidacyjną kierował Józef Bojanowski „Walter”, szef sekcji specjalnej kedywu. Krystyna Bronikowska była naocznym świadkiem całego zdarzenia. Chwilę przed tym, jak padły strzały, Wacław Pac-Pomarancki wypatrzył ją wśród tłumu przybyłych na jarmark ludzi i zaciągnął do mieszkania rodziny Hauserów, które znajdowało się na pierwszym piętrze jednej z kamienic przy Rynku. Gdy się w nim znaleźli, kazał patrzeć przez okno. W pewnym momencie łączniczka usłyszała głośny huk. Ulice opustoszały w mgnieniu oka, a na środku targowego placu pozostało jedynie ciało zabitego zbrodniarza.

Latem 1942 roku z gazonu przed dworem w Jachimowicach jego mieszkańcy oglądali jeden z najbardziej wstrząsających obrazów, jaki zdarzyło im się widzieć w czasie okupacji. Drogą obok domu Bronikowskich Niemcy pędzili Żydów wysiedlonych z klimontowskiego getta. Kilka tysięcy ludzi gnano tędy na stację kolejową w Sandomierzu, skąd ściśnięci w bydlęcych wagonach mieli wyruszyć w swoją ostatnią podróż – do obozu zagłady. Tych, którzy nie mieli sił iść dalej, hitlerowcy zabijali na miejscu. „Byli to starcy, były dzieci i niemowlęta na rękach matek. Droga usłana była trupami” – wspominała Krystyna Bronikowska… (rs)

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

KUP e-TN (kliknij w obrazek poniżej)

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.