Zniknął pod wodą. Już nie wypłynął…

0

Na Wiśle w okolicach Pieprzówek w minioną niedzielę doszło do zdarzenia, którego skutki okazały się tragiczne. Jak relacjonują świadkowie, 34-latek, który wspólnie z bratem i kolegą wybrał się na ryby, wszedł do wody, a chwilę później kompani stracili go z oczu.

Zgłoszenie dotyczące zaistniałej sytuacji dotarło do służb ratunkowych późnym wieczorem. – Otrzymaliśmy informację o tym, że na wysokości piątej tamy na Wiśle mężczyzna, który próbował pokonać dystans pomiędzy jedną tamą a drugą, w pewnej chwili zniknął pod wodą – mówi kpt. Andrzej Włodarczyk, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Sandomierzu.

W akcję ratunkową zaangażowano sześć zastępów straży oraz specjalistyczną grupę ratownictwa wodnego z Kielc. Poszukiwania trwały do późnej nocy. Nazajutrz zostały wznowione. Niestety, bez rezultatu.

Przeszukaliśmy obszar pomiędzy piątą a szóstą tamą. Sonar nic nie wskazał. Prawdopodobnie Wisła poniosła ciało dalej. Będziemy na łodziach patrolowali rzekę poniżej szóstej tamy. Być może ciało tam wypłynie – informował we wtorek około południa A. Włodarczyk. Policyjne przypuszczenia potwierdziły się jeszcze tego samego dnia wieczorem. Ciało mężczyzny zauważył wędkarz. Obecnie na miejscu pracują policjanci. Jest tam również prokurator.

Wiemy, że mężczyzna wraz z 42-letnim bratem i 43-letnim kolegą poszli nad Wisłę na ryby. W pewnej chwili 34-latek, pozostawiając ubranie na brzegu, wszedł do wody z zamiarem przepłynięcia dystansu pomiędzy dwiema tamami – informuje Paulina Mróz, oficer prasowa sandomierskiej policji. – Mężczyźni, którzy towarzyszyli zaginionemu, zostali przebadani na zawartość alkoholu w organizmie. 42-latek miał ponad trzy promile, 43-latek – blisko pół. (sc)

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.