Życie jak Franka Dolasa [W najnowszym TN]

0

Przygodami, jakie w życiu spotkały 90-letniego dziś Włodzimierza Papiernika z Tarnobrzega, można by obdzielić co najmniej kilka osób. Są wręcz niewiarygodne. Porównanie z bohaterem słynnego cyklu „Jak rozpętałem II wojnę światową” nasuwa się samo. Ale Franciszek Dolas to postać fikcyjna. Bohater naszej opowieści to człowiek z krwi i kości.

Jego historia jest niesamowita: Piłsudski, Szare Szeregi, powstanie warszawskie, powojenna konspiracja, aresztowanie, zsyłka na Sybir. Aż trudno uwierzyć, że to życiorys jednej osoby. – A jednak tak się to życie ułożyło – mówi z uśmiechem się 90-letni dziś weteran.

W LEGIONOWYM KRĘGU

– Moja rodzina była zawsze bardzo patriotyczna. Ojciec, Bolesław Papiernik, wstąpił 3 października 1914 r. ochotniczo do I Brygady Legionów Polskich. Musiał używać fałszywego nazwiska, bo był poddanym cara. Przeszedł cały szlak legionowy, w walkach w rejonie Rarańczy na własnych plecach wyniósł spod ognia rannego pułkownika Edwarda Rydza-Śmigłego. Za Legiony i wojnę polsko-bolszewicką dostał czterokrotnie Krzyż Walecznych, uhonorowano go także Krzyżem Niepodległości. Po zakończeniu walk został w wojsku, był zawodowym podoficerem. Najpierw w 34 Pułku Piechoty, a potem, w Warszawie, w 21 pułku prowadził Kancelarię Tajną. Mieszkaliśmy na Żoliborzu, w blokach wojskowych. Od dziecka wychowywali mnie legioniści, często jeździłem z ojcem na zjazdy. Tam zacierały się różnice, stopnie nie miały znaczenia. Szeregowiec był po imieniu z generałem, łączyła ich legionowa przeszłość. W Druskiennikach, na takim rodzinnym zjeździe, ja i kilku innych synów legionistów mieliśmy zaszczyt poznać marszałka Józefa Piłsudskiego. Lubił siadywać na ławeczce, na klifie nad Niemnem, pod dębem. Zaproszono nas do niego, podał nam rękę i powiedział do ojców „to są wasi synowie bohaterowie”. Gdy umarł, na spotkaniu legionistów na Zamku w Warszawie recytowałem wiersz żałobny – wspomina… (wel)

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.