Chodzi o kasę czy bezpieczeństwo?

0

W Stalowej Woli, na obfitującym od wielu lat w wypadki i kolizje skrzyżowaniu ul. KEN z al. Jana Pawła II, od lata funkcjonuje jeden z dwóch na Podkarpaciu automatycznych systemów rejestrowania pojazdów wjeżdżających na skrzyżowanie „na czerwonym świetle”.


Efekt? Jeśli liczba nieszczęśliwych zdarzeń zmniejszyła się (a czy tak faktycznie jest, można będzie odpowiedzieć po analizie statystyk, czyli dopiero po dłuższym czasie), to głównie dlatego, że… kierowcy wielkim łukiem omijają skrzyżowanie obok „Patrioty”, jeżdżąc alternatywnymi drogami, np. ulicami Okulickiego, Wojska Polskiego, Chopina i Poniatowskiego, oraz ulicami wewnątrz osiedli, którymi ową pułapkę na kierowców da się ominąć. Tam ruch zagęszcza się do tego stopnia, że mieszkańcy zaczynają burzyć się i domagać… zamknięcia tych ulic, aby nie pełniły one funkcji „małych obwodnic”. Tak zrobiono wiele lat temu z Floriańską, którą można było pomykać skrótem od Okulickiego do KEN i al. Jana Pawła II. Zanim pojawił się obok „Patrioty” system automatycznych czujników sprzężonych z kamerami oraz automatem sterującym sygnalizatorami, podnoszona była niejeden raz inna idea: skoro przerasta możliwości inżynierów ruchu zorganizowanie „zielonej fali” na całej drodze krajowej w granicach miasta, to może dobrze byłoby na tym skrzyżowaniu, ale też na kolejnych na tej drodze, zainstalować liczniki odliczające czas do zmiany świateł na skrzyżowaniu. Pisaliśmy o tym także na łamach „TN”, przytaczając przykłady miast, w których systemy takie nie tylko działają, ale są cenionym instrumentem wpływania nie tylko na płynność ruchu, ale także na bezpieczeństwo… (r)

Więcej w papierowym wydaniu TN lub eTN.

Share.

Comments are closed.