Czy są gdzieś granice manipulacji?

0

Z Mielca docierają wieści budzące grozę. Z należących do Amerykanów PZL Mielec ma zostać zwolnionych prawie 500 osób. Na początku lipca mieleccy związkowcy zaraportowali, że już na tydzień przed zamknięciem PDO (Program Dobrowolnych Odejść) skorzystało z niego 280 osób. Oprócz odpraw otrzymają one także dodatki wynoszące od 9 do nawet ponad 45 tys. zł (dla tych, którzy w PZL przepracowali co najmniej… 15 lat!).

Sam szef „Solidarności” w PZL przyznaje, że z PDO w pierwszej kolejności korzystają ci, co już mają zapewnioną inną pracę, co oznacza, że krzywda się im nie stanie. Dostaną na otarcie łez tyle, aby sobie kupić auto na dojazdy do pracy, którą już mają załatwioną. Niezależnie od PDO zarząd spółki wynajął specjalną fi rmę, która ma przedstawić zwalnianym 200 ofert pracy w innych firmach Doliny Lotniczej. Ponadto w gotowości, z „bronią u nogi”, jest mielecki PUP. Oferty pracy do zagro-żonych redukcją pracowników PZL skierowały Zakłady Mechaniczne Tarnów, ważna i będąca w dobrej kondycji ekonomicznej polska spółka zbrojeniowa.

ZBROJENIOWE BATALIE

Powodem redukcji zatrudnienia, jak głoszą od wielu tygodni związkowcy, i co powtarzają bezkrytycznie żurnaliści rozmaici, ma być przegrana zakładów w przetargu na wybór śmigłowców dla polskiego wojska. Więc związki niezależnie od wszystkiego (czyli od wytargowanych przywilejów „na do widzenia”) i tak będą żądać unieważnienia przetargu. Nikt się jednak nawet nie zająknie o tym, że prawdziwą przyczyną redukcji zatrudnienia w całej firmie Sikorsky Aircraft Corporation jest zmiana strategii fi rmy UTC, właściciela Sikorsky`ego, który od kilku lat przygotowuje plany wyjścia z branży śmigłowcowej. Zgodnie z najnowszymi informacjami, właściciel SAC, United Technologies Corporation, rozważa obecnie oferty odkup u Sikorsky`ego przez koncern Lockheed Martin Corp. oraz konglomerat Textron Inc., które złożyły w tej sprawie oferty. Wynik polskiego przetargu nie ma do tych planów prawie nic. O faktycznych intencjach amerykańskiej firmy mówi też wiele to, że zwalnia ludzi, nie usiłując nawet udawać, że powalczy w kolejnym, jeszcze bardziej lukratywnym przetargu polskiego MON. Zamierza ono w ramach programu „Kruk” zakupić 32 śmigłowce szturmowe, i ten kontrakt będzie wart też kilkanaście miliardów złotych. Sikorsky macha na to ręką, a lobbujący w nie swoim interesie związkowcy z PZL Mielec obwiniają o to polski rząd. Równolegle z batalią Mielca i podobną do niej batalią Świdnika trwa inna, dotyczą-ca HSW. Tej nie towarzyszy taki megazamęt w mediach, choć powinien. Nie tylko dlatego, że skala konsekwencji ekonomicznych, które mogą uderzyć w stalowowolską firmę, jest porównywalna do wartego 12-13 miliardów złotych kontraktu śmigłowcowego.

KOREAŃSKI MARIAŻ

Od 25 czerwca w drodze z Korei do Stalowej Woli jest prototyp nowego podwozia dla armatohaubicy „Krab”. W HSW bę-dzie około 16 sierpnia, aby – po zintegrowaniu go z czekającą już w HSW gotową, uzbrojoną wieżą – mieć swą premierę 1 września na MSPO w Kielcach. Stalowowolscy i koreańscy konstruktorzy dokonali gigantycznego wysiłku, aby o kilka miesięcy skrócić czas, w jakim koreańskie podwozie działa samobieżnego K9 „Thunder” miało zostać dostosowane do gotowej, polskiej wieży. Udało się: podwozie z modelem wie-ży przeszło w Korei część badań, pozostałe zacznie przechodzić w Polsce od września. Po niespełna roku powinna zapaść decyzja o seryjnej produkcji „Krabów”. Wojsko ma ich otrzymać docelowo co najmniej 120 (oprócz pięciu 24-działowych dywizjonów potrzebna będzie co najmniej jeszcze jedna bateria „Krabów” do celów szkoleniowych). Każdy z nich będzie kosztować, uwaga!, około 32 milionów złotych. W dywizjonie
ma się znaleźć ponadto grupa wozów logistycznych, dowodzenia, amunicyjnych, zwiadu itp. To oznacza, że każdy z takich dywizjonów będzie wart mniej więcej tyle, co 5-letni budżet miasta wielkości Tarnobrzega. Lub (raczej…) więcej. To najlepszy dowód i powód determinacji HSW w ratowaniu zagrożonego po raz kolejny programu, równie ważnego dla polskiej armii jak kosztowny program śmigłowcowy. Program zagrożony został dlatego, że po 15 latach bezpłodnej szarpaniny ostatecznie padł program, którym zajmował się BUMAR Łabędy w Gliwicach, a który miał dostarczyć „Krabowi” polskie podwozie. Nie dostarczył, i stąd się wzięła dramatyczna decyzja o podpisaniu w grudniu 2014 r. umowy z koreańskim koncernem Samsung Techwin. Za 320 milionów dolarów, a więc grubo ponad miliard złotych, Polska kupi od Koreańczyków 36 gotowych podwozi i licencję na produkcję w Polsce pozostałych 84 potrzebnych do skompletowania „Krabów” oraz dowolną liczbą różnych odmian do innych zastosowań. Także na eksport, którego kierunków ani skali licencjodawca nie ogranicza. Alternatywą dla tej opcji jest zamknięcie opóźnionego o dwa lata programu, w który rząd zainwestował już setki milionów złotych. Efekt: Polska nie tylko nie stanie się eksporterem haubic 155 mm, ale ich… importerem, bo taka broń jest armii niezbędna, co wykazał konfl ikt na wschodzie Ukrainy. Przez zawinione przez BUMAR opóźnienie HSW już straciła szanse na kontrakty eksportowe. Uciekł jej sprzed nosa przetarg duński, a Chorwacja oraz Litwa, które usilnie poszukiwały możliwości nabycia samobieżnych dział tej klasy, zakupiły w Niemczech używane PzH2000. Polsce przeszły koło nosa duże pieniądze, o które można było przynajmniej powalczyć. Ale w takich przetargach można walczyć, mając na uzbrojeniu własnej armii sprzęt, który chce się sprzedać innym. Inaczej szans na eksport, i zyski z niego, nie ma. M.in. dlatego „Kraba” nie kupiły Indie, choć chciały.

więcej w papierowym wydaniu TN, lub elektronicznym wydaniu eTN

Share.

Comments are closed.