Dworować każdy może…

0

KW 1 (Medium)Takiej mobilizacji społecznej, jak przy tej inicjatywie, społeczność Kotowej Woli chyba dotychczas nie doświadczyła. To jest fenomenalne. Podobnie jak fenomenalne, ale już w innym znaczeniu, jest to, iż ten, kto tę mobilizację wywołał, tłumaczy się teraz gęsto w prokuraturze.

– Nie wiem, może siedzieć pójdę… – mówi z  lekka strapiony Edward Paterek, sołtys Kotowej Woli. To on poprzedniemu wójtowi gminy Zaleszany postawił się hardo, gdy ten usiłował cichcem opchnąć prywatnemu nabywcy 20 arów przyszkolnego terenu. Na odchodnym, przed swą nieuchronną porażką w wyborach samorządowych w 2010 r., chciał najwyraźniej zrobić dobrze komuś, komu się ten grunt zamarzył pod budowę rezydencji. Paterek się wkurzył, postawił się ostro, przy nim stanął ksiądz, a  przy nich – murem – miejscowa społeczność. Wójt wycofał się ze swojego durnego pomysłu, plac został przy szkole.

Jego następca Andrzej Karaś, który powrócił na urząd po jednej kadencji przerwy, doprowadził do tego, że właśnie przy tej ocalonej przed „parcelacją” szkole w Kotowej Woli stanął nie tylko kolorowy plac zabaw dla dzieci, ale i pierwszy w gminie „Orlik”. Tak jak nic pewnego w  sprawie dalszych losów sąsiadującego ze szkołą dawnego dworku Horodyńskich. Bo w tej wsi, gdzie interesy i  zależności między ludźmi są proste jak sznurek w kieszeni, pewne jest tylko to, że, na przykład, nikt nie znajdzie tajemniczych drwali, którzy na oczach całej wsi przez dwa dni rżnęli pracowicie, acz nielegalnie, zabytkowy starodrzew otaczający szkołę. Stanowił on część parku przy dworku właśnie, tworzył jego otulinę i nadawał temu miejscu klimat. Skasowano wtedy bezprawnie m.in. oznaczony jako pomnik przyrody dąb szypułkowy. Nikomu włos z głowy nie spadł… (…)

Jerzy Reszczyński

Więcej w papierowym wydaniu “TN”.

KW 2 (Medium)

Share.

Comments are closed.