Iwona Szczur – Sportowiec 2019 Roku w powiecie tarnobrzeskim

1

W poniedziałek o północy zakończył się IV Sportowy Plebiscyt “Tygodnika Nadwiślańskiego”. Waszymi głosami w kategorii Sportowiec 2019 Roku w powiecie tarnobrzeskim zwyciężyła Iwona Szczur. Niedawno na łamach “TN” pisaliśmy o niej, jej mężu i dyscyplinie, którą uprawiają. Zapraszamy do przeczytania tego reportażu.

MISTRZOWIE W BIEGACH I ORIENTACJI

100, 200, 400 metrów. Półmaraton, maraton. Górskie, na nartach. Odmian biegania jest bez liku. Jednak małżeństwo Iwona i Wiesław Szczurowie z Nowej Dęby postanowili jeszcze bardziej urozmaicić swoją pasję. Zaprosili do treningów niezwykłych kompanów, Azę i Yawę, zabrali kompas i mapę. Zaczęli uprawiać raczkującą w tej części Polski dyscyplinę i szybko znaleźli się w krajowej czołówce.

Dogtrekking, bo o nim mowa, łączy w sobie bieganie z psem oraz turystykę, bo żeby go uprawiać, trzeba sprawnie poruszać się w terenie. Choć jest to w zasadzie sport dla każdego, kto ma psa i lubi się ruszać, Iwona i Wiesław Szczurowie traktują go bardzo poważnie. Pomocne w uprawianiu tej dyscypliny są ich wykształcenie i wykonywane zawody, za sprawą których doskonale się uzupełniają.

SPORT I LOGIKA

Oboje są nauczycielami w Szkole Podstawowej nr 3 w Nowej Dębie. Pani Iwona jest absolwentką matematyki oraz fizyki na Uniwersytecie Rzeszowskim. Kocha gry logiczne i rozwiązywanie zadań. Oprócz nauk ścisłych pasjonuje się również sportem. – Żona bardzo dobrze gra w tenisa ziemnego, chodziła też na zajęcia z fitnessu. Aktywność ruchowa jest w naszym życiu cały czas obecna – mówi Wiesław Szczur. Dla niego sport to drugie „ja”. Sam studiował na warszawskim AWF-ie. Iwona i Wiesław, małżeństwo z 22-letnim stażem, od dawna są z bieganiem za pan brat. Startują między innymi w maratonach. Podczas jednego z nich zrodził się pomysł, by spróbować dogtrekingu. – Czasami na takich biegach można spotkać kogoś, kto rekreacyjnie biegnie z pieskiem. Zainteresowało nas to, poczytaliśmy trochę w internecie i tak poznaliśmy dogtrekking – wspomina Iwona Szczur. – Zawsze lubiłam biegi psich zaprzęgów. Ciągnęło mnie do tego, żeby biec z czworonożnym towarzyszem, który mi pomaga.

Długo się nie zastanawiali. Wybrali psy najinteligentniejszej rasy – border. Oba wywodzą się z linii sportowej. Yawa oraz Aza, bo tak się wabią, są nie tylko kompanami na trasach, ale i pełnoprawnymi domownikami. Mogłem się o tym osobiście przekonać. Podczas wizyty u państwa Szczurów czworonogi towarzyszyły nam w trakcie rozmowy. Cały czas się do mnie garnęły. Były do tego stopnia „aktywne”, że pan Wiesław postanowił wyprowadzić je na zewnątrz, inaczej sympatyczne psiaki skradłyby show i nie byłoby mowy o skupieniu uwagi na niczym innym.

Wracamy do początków. Zawody w dogtrekkingu organizowane są głównie na zachodzie kraju, toteż gdy jedne z nielicznych – mistrzostwa Polski – odbywały się w Sanoku, małżonkowie postanowili się sprawdzić. Nie ukrywają, że do debiutu nie byli zbyt dobrze przygotowani. – Nie mieliśmy ze sobą kompasu. Wydawało nam się, że nie jest potrzebny. Dopiero po tych pierwszych zawodach zrozumieliśmy, że to był błąd, i zaczęliśmy się uczyć, jak z nim biegać – opowiada nauczycielka. Mogła, jak jej uczniowie, zgłosić nieprzygotowanie. Całe szczęście, że tego nie zrobiła, ponieważ… wygrała te zawody! Rywalizacja odbywała się na szlakach, więc pewne niedociągnięcia udało się ukryć. Od tego momentu dogtrekking na stałe zagościł w ich życiu.

NIE TYLKO BIEGANIE Z PSEM

Choć sama nazwa mogłaby na to wskazywać, dogtrekking nie jest jedynie bieganiem z psem. Oprócz tego zawodnicy muszą wykazać się sprawnością umysłu i orientacją w terenie. Każdy z nich na starcie otrzymuje mapę, na której zaznaczone są punkty kontrolne. W miejscach tych umieszczone są tzw. perforatory, urządzenia wyposażone w specjalne znaczniki. Przy ich pomocy potwierdza się osiągnięcie danego celu. Gdzieniegdzie trzeba także spisać hasło, ukryte np. na tablicach informacyjnych. Dotarcie na metę jako pierwszy nie oznacza automatycznego zwycięstwa. Sędziowie weryfikują, czy zawodnik odpowiednio poradził sobie z zadaniami, a za ich niewykonanie naliczane są punkty karne.

Państwo Szczurowie podchodzą do swojej pasji bardzo serio. Mają profesjonalne wyposażenie. W jego skład wchodzi kamizelka, w której trzymane są tzw. żele i woda. Oczywiście nie można zapomnieć o pupilach. W jednej z kieszeni kamizelki znajduje się rozkładana miska. Zawodnik biegnie z wodą dla siebie i dla swojego zwierzaka. Pies jest połączony ze swoim panem za pomocą specjalnego amortyzatora, przypiętego do pasa biodrowego – Ważne jest, by amortyzator był cały czas w napięciu, nie zwisał. Wtedy pies jest świadomy, że ma pomagać. Są różne długości i sprężystości amortyzatorów, każdy zawodnik dobiera je pod kątem siebie oraz psa – zdradza pan Wiesław.

Dbanie o zwierzęta to podstawa także dla organizatorów. Na trasie znajduje się strefa bufetowa, gdzie można się napić i chwilę odpocząć. Psy są tam badane przez lekarzy.

SPRAWDZIAN DLA CIAŁA I UMYSŁU

Jak podkreślają moi rozmówcy, dogtrekking jest wyczerpującym sportem, ponieważ składa się na niego zarówno wysiłek fizyczny, jak i psychiczny. Przekonał się o tym pan Wiesław. – Na jednych zawodach, w trakcie rywalizacji, zgubiłem żele. Musiały wypaść mi z kieszeni. W pewnym momencie poczułem, że coś jest ze mną nie tak – opowiada. – Zatrzymałem się i czekałem na Iwonę, która była około pół godziny za mną. Tu historię kontynuuje małżonka: – Spotkałam na trasie Wieśka. Zataczał się, seplenił, nie był w stanie wypowiedzieć słowa. Zrozumiałam, że musi mieć niedobór cukru, dlatego od razu dałam mu swoje żele. Ten sport wyczerpuje podwójnie, tak fizycznie, jak i umysłowo. Dlatego koniecznie trzeba dbać o właściwy poziom glukozy – tłumaczy Pani Iwona.

Wyposażenie to jedynie uzupełnienie całości. Najważniejsze są oczywiście treningi, zarówno człowieka, jak i zwierzęcia – Na początku uczyliśmy nasze psy komend „w prawo”, „w lewo”. Aza i Yawa mają wrodzoną umiejętność „podciągania”, pomagają nam w biegu. Więc kolejno, po ćwiczeniach z komunikacji, musiały wybiegać swoje odległości, by podczas zawodów mogły przebiec te 40 kilometrów. My również biegamy i ćwiczymy – mówi Pani Iwona.

Jak oboje podkreślają, dobre warunki do takich ćwiczeń są w kolbuszowskich lasach. Tam znajdują się „zielone punkty kontrolne”. Pobiera się aplikację na telefon, drukuje mapkę i odnajduje kołki z numerkami. W Nowej Dębie są podobne atrakcje. Mirosław Marek z urzędu gminy stworzył aplikację, w której na terenie miasta także rozmieszczone są punkty kontrolne, w tym przypadku wirtualne. Gdy ktoś dotrze do jednego z nich, telefon daje sygnał, że kolejny cel został osiągnięty. Czyli trochę jak słynne jeszcze nie tak dawno zbieranie pokemonów.

Małżonkowie trenują pod okiem fachowca. Jest nim wywodzący się z Nowej Dęby chodziarz Grzegorz Sudoł, brązowy medalista Mistrzostw Świata w Berlinie (2009 rok) na 50 km oraz Wicemistrz Europy na tym samym dystansie z Barcelony (2010 rok), trzykrotny olimpijczyk. Trener otrzymuje dane z treningów pani Iwony oraz pana Wiesława i na ich podstawie dobiera kolejne elementy. Yawa i Aza na sam dźwięk podnoszonej smyczy dostają szału radości. Wiedzą, że będzie trening i rwą się do biegu.

SUKCESÓW NIE BRAKUJE

Dla każdego sportowca podstawę motywacji stanowią wyniki. Nie inaczej jest w przypadku Państwa Szczurów. Wspomniane zwycięstwo pani Iwony w Sanoku na dystansie 25 km było początkiem pasma sukcesów. W latach 2018 oraz 2019 powtórzyła ten wyczyn, tylko na dłuższym, 40-kilometrowym dystansie. Dwa lata z rzędu zdobywała Puchar Polski, na który składa się cykl 6 zawodów.

Pan Wiesław kroczy dzielnie tuż za swoją żoną. Na koncie ma 3. miejsce w Mistrzostwach Polski 2018 i 4. miejsce w ubiegłorocznych zmaganiach. W całym pucharze był odpowiednio 4. i 5. Jak podkreśla, jest jednym z najstarszych zawodników w ścisłej czołówce – Ja jestem tam dziadkiem – śmieje się.

Na zawodach prowadzone są także klasyfikacje zespołowe. Małżonkowie występują w nich jako team „Yawaza Alfakadr”. Drugiego takiego zespołu w naszym regionie nie znajdziecie! Dzięki niemu państwo Szczurowie są jeszcze bardziej rozpoznawalni. Pani Iwona wystąpiła na przykład w reklamach Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju.

Iwona Szczur zaznacza, że w swoich zamiłowaniach człowiek nie powinien zwracać uwagi na innych – Bardzo nie lubię określenia „co ludzie powiedzą”. Jesteśmy społeczeństwem, które określa, co wypada w jakimś wieku, a co nie. My udowadniamy, że uprawianie sportu jest dla każdego i w każdym wieku. Zresztą jak widać na chodnikach jest coraz więcej biegaczy, osób uprawiających nordic walking itd. 10-15 lat temu było to nie do pomyślenia, właśnie przez te komentarze. Ludzie zaczynają rozumieć, co jest ważniejsze i dbają o zdrowie – mówi I. Szczur.

To na pewno jeden z powodów zamiłowania państwa Szczurów do sportu. Na dodatek udało im się znaleźć dyscyplinę, w której odnoszą sukcesy. A wypicie szampana na podium jest nagrodą za włożony wysiłek. Niech piją go zatem jak najczęściej!

Share.

1 komentarz

  1. Dla pasjonatów biegania z psem stworzyliśmy kalendarz biegów. Można w nim znaleźć nie tylko informacje o dogtrekkingach odbywających się w całej Polsce ale również o biegach canicross i biegach masowych na które można zabrać psa. Serdecznie gratulujemy Pani Iwonie! Tak trzymać!