Kandyduję bo mogę coś zmienić – rozmowa z Andrzejem Swajdą

0

Rozmowa z Andrzejem Swajdą, kandydatem do Sejmu RP z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego Koalicji Polskiej.

– Jest Pan samorządowcem z wieloletnim doświadczeniem. Był Pan zastępcą wójta Łoniowa, a później pełnił funkcję sekretarza tej gminy. Był Pan również radnym powiatowym, a obecnie jest radnym wojewódzkim. Piastuje Pan także stanowisko sekretarza powiatu sandomierskiego. Z tego wynika, że doskonale sprawdza się Pan w pracy samorządowej. Skąd zatem pomysł, aby powalczyć o mandat posła?

– Faktycznie, doświadczenie w pracy samorządowej mam bardzo duże, a przypomnę, że moja zawodowa droga to także praca nauczyciela i funkcja dyrektora szkoły. Od lat udzielam się też społecznie. Mam ogromną satysfakcję, że to zostało zauważone i otrzymałem propozycje startu w wyborach parlamentarnych. Oczywiście decyzja o kandydowaniu nie była łatwa, chociażby ze względu na to, jaką mamy obecnie atmosferę w kraju. Społeczeństwo jest podzielone jak nigdy, nawet w rodzinach dochodzi do waśni ze względów politycznych. Czas najwyższy to przerwać i przynajmniej spróbować coś zrobić, aby brat z bratem czy sąsiad z sąsiadem nie byli wrogami. Ja postanowiłem spróbować i dlatego w najbliższych wyborach będę ubiegał się o poselski mandat. Warto przypomnieć, że partia, która obecnie sprawuje władzę w naszym kraju, szła do wyborów z hasłem: „Praca, pokora, umiar”. I co z tego zostało? Zamiast pracy mamy toporną propagandę sukcesu, wylewającą się z tak zwanych publicznych mediów; zamiast pokory Polacy są dzieleni na lepszy i gorszy sort; a zamiast umiaru mamy nagrody w kwotach, o których zwykli mieszkańcy mogą tylko pomarzyć, i odloty marszałka Kuchcińskiego oraz innych przedstawicieli władzy. Z tym trzeba wreszcie skończyć.

– Na ile doświadczenie w pracy samorządowej pozwoli Panu odnaleźć się w roli parlamentarzysty?

– Przez lata pracy w samorządach różnego szczebla zdobyłem cenne rozeznanie w aktualnym stanie prawnym, jeśli chodzi na przykład o oświatę, służbę zdrowia czy pomoc społeczną. W swojej obecnej pracy dotykam różnych problemów, z którymi mierzą się mieszkańcy. Nie jestem oderwany od rzeczywistości jak niektórzy politycy, bo jestem samorządowcem, pracuję dla ludzi, jestem blisko ich spraw i problemów. Ja nie kandyduję przeciwko komuś, kandyduję dlatego, że mogę i chcę coś zmienić.

– Startuje Pan z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego, utożsamia się Pan z tym ugrupowaniem i podpisuje pod programem wyborczym tej partii. Co zatem znaczy sformułowanie „dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców”? Przedsiębiorcy będą mogli unikać odprowadzania składek do ZUS-u?

– Nie unikać, absolutnie o tym nie ma mowy w naszym programie. Płacenie podatków jest powinnością obywatela, bo inaczej państwo by nie funkcjonowało. Nam chodzi o to, żeby ci drobni przedsiębiorcy, przede wszystkim osoby samozatrudnione, gdy przyjdzie trudniejszy okres i spadną obroty firmy, nie stawali przed perspektywą jej zamknięcia, bo nie wystarczy im na opłacenie ZUS-u. My proponujemy dla takich mikroprzedsiębiorstw swoiste wakacje zusowskie. Jak staną na nogi, będą nadal odprowadzać składki. Chodzi o to, aby takie firmy przy gorszej koniunkturze nie wypadały z rynku. A pamiętajmy, że małe i średnie przedsiębiorstwa wyrabiają połowę polskiego PKB. Oczywiście takie rozwiązanie musi być obwarowane szczegółowymi regulacjami, ale Państwo powinno pomagać małym firmom, a nie traktować je jedynie jak źródło przychodu i ciągle straszyć kontrolami.

– Podpisuje się Pan również pod postulatem ludowców aby nie opodatkowywać rent i emerytur. Co to w praktyce oznacza?

– Tu wiele nie trzeba wyjaśniać, po prostu emerytura powinna być bez podatku, co da każdemu emerytowi dodatkowe około 300, 400 zł miesięcznie. Od wielu miesięcy chcemy zrealizować ten pomysł. PSL zebrał nawet podpisy w tej sprawie, zgłosił w Sejmie stosowny projekt ustawy, ale cóż z tego, jak wszystko poszło do kosza. Każde wynagrodzenie pracownika jest opodatkowane. Dlaczego więc obywatele mają płacić drugi raz, kiedy już przejdą na i tak za niskie emerytury czy renty. Państwo ich łupi podwójnie. My nie wymyślamy niestworzonychkich, podczas gdy w praktyce na porady specjalistów i zabiegi trzeba często czekać miesiącami, a nawet latami. Wprowadzona przez obecny rząd sieć szpitali miała być lekarstwem na chorobę toczącą służbę zdrowia, a okazało się, że szczególnie te mniejsze szpitale popadają w coraz większe długi. Sandomierski szpital, mimo że uzyskał w sieci najwyższy, bo trzeci stopień referencyjności, po raz pierwszy wykazał stratę w wysokości 800 tys. zł za ubiegły rok, którą będzie musiał pokryć organ prowadzący, czyli powiat. A nikogo nie interesuje, skąd weźmie na to pieniądze. Dlatego nasz postulat jest jednoznaczny: należy zwiększyć nakłady na służbę zdrowia z obecnych 4,9 procent PKB do 6,8 procent. Ktoś zapyta, skąd na to wziąć pieniądze? Rozwiązaniem są między innymi przesunięcia środków ze składki rentowej, jednak w taki sposób, aby obciążenia podatników z tytułu składki zdrowotnej nie wzrosły. Wiemy jak to zrobić.

– W swoim programie wyborczym umieścił Pan również hasło: „Tani prąd, czyste powietrze”. Jak to rozumieć?

– Chodzi o szereg działań proekologicznych, których nie da się zrealizować z dnia na dzień, ale trzeba wreszcie podjąć konkretne i zdecydowane działania, aby w Polsce, w której jakość powietrza jest jedną z najgorszych w Europie, można była odetchnąć pełną piersią. Bez obawy, że wdychamy smog. Polska gospodarka jest oparta na węglu, który w zastraszających ilościach sprowadzamy już nie tylko z Rosji, ale i z krajów afrykańskich. W związku z tym płacimy jako kraj ogromne kary za emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Zatruwamy powietrze, a na dodatek rosną koszty energii, które teraz są sztucznie zaniżane, ale podejrzewam, że po wyborach, jeśli obecna ekipa utrzyma się u władzy, zostaną uwolnione i wszyscy dostaniemy po kieszeni. I to bardzo. Dlatego rozwiązaniem jest stawianie na energię odnawialną. Państwo powinno w jak najszerszym zakresie wspierać i dotować inicjatywy, które będą stawiać na wytwarzanie zielonej energii. To jest nasza powinność wobec przyszłych pokoleń. Przed tym nie uciekniemy.

– W Pana programie nie mogło też zabraknąć zagadnień związanych z rolnictwem. Co ma Pan do zaproponowania rolnikom?

– Od zawsze stawiamy na zdrową i tradycyjną żywność. W natłoku tak zwanego śmieciowego jedzenia, ekologiczna żywność staje się niemal rarytasem. A wcale tak nie musi być. Polskie rolnictwo, mimo że jest już bardzo zaawansowane, to wciąż w dużym stopniu opiera się na naturalnych i ekologicznych uprawach. Proponujemy pakiet mający zachęcić do stawiania na nasze rodzime produkty, chociażby zerową stawkę VAT na zdrową, tradycyjną żywność. Uważam również, że należy przekonywać rolników do zrzeszania się tak, aby przetwórnie czy sieci handlowe nie dyktowały im warunków skupu owoców i warzyw. Jak wiadomo, w kupie siła, dlatego należy stworzyć takie prawo i system jego wdrażania, aby rolnicy chcieli sie zrzeszać i wchodzić w przetwórstwo płodów rolnych. Tak jak ma to miejsce na zachodzie Europy. Doskonałym przykładem organizowania się sadowników są grupy producenckie, które w większości radzą sobie na tym trudnym rynku. Boli mnie to, że rząd zamiast pomóc grupom, które z różnych względów wpadły w kłopoty, „docisnął im śrubę” poprzez ciągłe kontrole czy wręcz nękanie.

PiS przed poprzednimi wyborami wiele obiecywał rolnikom, między innymi podwojenie dopłat czy ceny gwarantowane. Jednak nie zrobiono nic w celu stabilizacji dochodów i sytuacji w rolnictwie. Co prawda po czterech latach, na trzy miesiące przed wyborami, powstał projekt ustawy o cenach referencyjnych, ale reguluje on tylko relacje sadownik – pierwszy odbiorca. Konieczne jest uregulowanie całego rynku, na który składają się producenci, pośrednicy, przetwórcy różnych szczebli, sieci handlowe i szeroko pojęci konsumenci. W wielu dziedzinach rolnictwa mamy nadprodukcję, dlatego dla dalszego rozwoju konieczne są zagraniczne rynki zbytu, w tym rynek rosyjski. Dla przykładu, przed wprowadzeniem embarga eksportowaliśmy 1,2 miliona ton jabłek rocznie, obecnie jest to 800 tysięcy ton. Nie widać po stronie rządzących aktywności w budowaniu relacji handlowych, a wręcz odwrotnie, nawet mały ruch graniczny został zlikwidowany.

– Porozmawiajmy jeszcze o Pańskich priorytetach. Czym chce się Pan zająć w pierwszej kolejności, tuż po wyborach?

– Oczywiście najważniejsze dla mnie będą sprawy mojego regionu, mojej małej ojczyzny, czyli przede wszystkim powiatu sandomierskiego i szerzej – województwa świętokrzyskiego. Niezależnie od tego, kto będzie u władzy po wyborach, ja i tak będę zabiegał o przeprowadzenie w końcu remontu starego mostu w Sandomierzu i budowę tak zwanej Lwowskiej bis. Do tej pory, mimo licznych zapowiedzi, niewiele się w tej sprawie dzieje. Kolejną pilną sprawą jest uregulowanie sprawy wyrobiska posiarkowego w Piasecznie. Uważam, że ten teren powinien przejąć skarb państwa, bo to państwo przez lata czerpało zyski z wydobycia siarki. Być może potrzebna jest jakaś specustawa tylko dla Piaseczna, aby wreszcie zakończyć rekultywację i zabezpieczyć okoliczne gminy przed widmem podtopień, jeśli sztuczne utrzymywanie poziomu wody w wyrobisku zostałoby zakończone. Bardzo ważna dla powiatu sandomierskiego i całego województwa jest szybka budowa drogi S74. Będę zabiegał o rządowe wsparcie na drogi lokalne, w tym wojewódzkie i budowę obwodnic, gdzie priorytetem jest obwodnica Klimontowa. Jestem radnym wojewódzkim i sprawy całego regionu są dla mnie ważne, dlatego bardzo zaniepokoiła mnie ostatnia informacja, że województwo świętokrzyskie, spośród wszystkich województw w kraju, otrzymało najmniej pieniędzy ze środków centralnych na inwestycje. To tylko 3 mld zł, w okresie rządów obecnej ekipy, a chociażby sąsiednie Podkarpacie 9 mld zł, Lubelszczyzna 10 mld zł. Nie wiem skąd się wzięły te dysproporcje, a chcę przypomnieć, że w obecnej kadencji na 19 parlamentarzystów z województwa świętokrzyskiego aż 12 jest z PiS-u. I widać „efekty” ich pracy, a tyle było z ich strony zapowiedzi.

– Dziękuję za rozmowę.

Materiał sfinansowany przez KW Polskie Stronnictwo Ludowe

Share.

Comments are closed.