Kładka nadziei

1

Most na Łęgu, łączący Orliska z Gorzycami, budowano po to, by mieszkańcy, chcący przeprawić się przez rzekę, nie musieli już korzystać z wysłużonej metalowej kładki dla pieszych i rowerzystów (lub nadrabiać kilka kilometrów jadąc samochodem). Dziś wiele wskazuje na to, że kładkę czeka druga młodość…

O tym moście na Łęgu pisaliśmy już wielokrotnie. Przypomnijmy jednak, że prowadzącą do niego drogę (od strony Orlisk) poprowadzono po międzywału, przez co, co jakiś czas, jest zalewana wodą wstępującą z koryta rzeki. Włodarze gminy jeszcze przed oddaniem mostu do użytku przekonywały, że może być nieprzejezdny co najwyżej pięć dni w roku. Mylili się.

Historia o mieszkańcach małej podkarpackiej gminy, którzy idąc do pracy przez nowo wybudowany most muszą zakładać wodery, obiegła całą Polskę za sprawą telewizji Polsat i Super Expresu. Wydawało się, że „śmiesznie” w Gorzycach już było. Teraz jednak pojawił się pomysł, który znów może sprawić, że o tej gminie będzie głośno. Pomysł na zakończenie historii o woderach wydaje się zarazem wyjątkowo praktyczny, jak i komiczny.

Pomysł jest prosty i zarazem genialny. Chodzi o dostawianie powojennej kładki, która służyła mieszkańcom przez siedemdziesiąt lat. Trzeba przenieść ją w okolice mostu i jeden koniec dostawić do drogi przy wale, a drugi do drogi przy moście, tak aby przebiegała nad zalewaną często niecką. Dzięki temu będziemy w stanie utrzymać komunikację pomiędzy Gorzycami i Orliskami, niezależnie od poziomu rzeki. To ważne przede wszystkim dla młodzieży z Orlisk, która uczy się w Gorzycach i pracowników, którzy chodzą do tamtejszych zakładów – mówi przewodniczący rady powiatu tarnobrzeskiego Dariusz Bukowski (na zdjęciu). (…)

Rafał Nieckarz

Więcej w papierowym wydaniu “TN”.

Share.

1 komentarz

  1. Bardzo dobrze żę ktoś pisze o tym bublu drogowym ale szkoda jeszcze że nie ma informacji jak nasza kochana władza która niby ma nam pomagać uczyniła z niego kolejny sposób na łatanie dziury budżetowej. Na wiosnę droga została zalana a na niej postawiono znaki zakazu które mimo spadku wody nie zostały usunięte. Wiele osób zapędzając się na ten skrót po stwierdzeniu że woda już opadła nie nadrabia kilku kilometrów tylko przejeżdża co podobno skwapliwie wykorzystują nadgorliwi stróże prawa . Sam osobiście nie miałem szczęścia ich tam spotkać ale słyszałem że niejednego ten skrót drogo kosztował.