Naprawdę ciężkie pieniądze - Tygodnik Nadwiślański
wtorek, 30 listopada
kondolencje
reklama

Naprawdę ciężkie pieniądze

0

skup (Medium)Podobno pieniądze leżą na ulicy – wystarczy tylko się schylić i je podnieść.  To poniekąd prawda. Są bowiem tacy, którzy zarabiają na tym, co inni wyrzucają, uznając za bezużyteczne i nic nie warte śmieci. Niektórzy zbieracze złomu próbują w ten  sposób zarabiać na życie. Skup odwiedzają  codziennie lub nawet kilka razy na dzień.  Są stałymi klientami, dobrze znanymi pracownikom szrotów.

– Zazwyczaj nie mają żadnej pracy. Chodzą po śmietnikach, zbierają, co mogą. Nie-którzy czasami też coś ukradną– mówi pracownik jednego z tarnobrzeskich punktów  skupu złomu i metali kolorowych. PUSZKI Najwięcej jest tych, którzy zbierają aluminiowe puszki po piwie i te mniejsze po  słodkich napojach. Na kilogram wchodzi ich  około 60. Zysk: 3,20 zł. Nie wszystkie puszki  opłaca się jednak zbierać – nie wszystkie są  bowiem aluminiowe. Tańsze piwa, głównie produkowane dla supermarketów w  okresie, w którym szybko znikają z półek,  a więc latem, rozlewane są w większości  do stalowych pojemników.

„Najlepsi” złomiarze dziennie na aluminiowych puszkach  potrafi ą zarobić 30, 40 złotych. A jak trafi  się jakiś „grubszy” złom, to nawet więcej.  Cena kilograma stalowego złomu waha  się od 65 do 80 groszy. Na porządną dniówkę trzeba więc znaleźć i sprzedać około stu  kilogramów. To dużo, ale ponoć są tacy,  którzy takie ilości dostarczają do skupów  w miarę regularnie.  – Czy da się z tego żyć?  To zależy, jakie kto ma  potrzeby. Zawsze kilkanaście złotych się zarobi. Raz  więcej, raz mniej. Czasem  też jakaś robota się trafi i  jakoś leci– mówi pan Andrzej, stały klient jednego ze skupów w centrum  Tarnobrzega. – Raczej nie ma takich,  którzy tylko z tego żyją.  Ktoś musiałby naprawdę  dużo czasu poświęcać na  szukanie złomu. To jest  ciężki kawałek chleba.  Szczególnie że teraz ludzie coraz częściej sami  przywożą różne rzeczy, zamiast je gdzieś tam  wyrzucać – komentuje pracownik innego z  tarnobrzeskich złomowisk.

– Ci, którzy w  miarę regularnie pojawiają się u nas, to w  większości drobne pijaczki. Zwykle przynoszą  puszki – po trzydzieści, czterdzieści sztuk –  żeby się nie nadźwigać, a zarobić parę groszy,  kiedy do wina brakuje. Bywa, że drzwi w punktach skupu złomu i  kolorowych metali niemal się nie zamykają.  Podczas naszej krótkiej, może piętnastominutowej wizyty w jednym z nich, odwiedziło  go trzech klientów – wszyscy sprzedawali  aluminiowe puszki – chociaż podobno nie  jest to środek „sezonu”. (…)

Rafał Nieckarz

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Udostępnij

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.