Nie chciałbym być nauczycielem… – wstępniak do najnowszego wydania TN

3

Nie chciałbym być nauczycielem. Nie, że w ogóle, bo tak naprawdę to nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Ale teraz. Dziś. I nie dlatego, że nauczyciele źle zarabiają. Wiem, wiem – pewnie część z osób czytających te słowa zaraz parsknie szyderczo śmiechem: „Źle? Za 18 godzin pracy? Wolne wakacje, ferie. Wolne żarty…” Ale ja nie o tym. Nie teraz. Teraz chciałbym skupić się na czymś innym. No więc nie chciałbym dziś być nauczycielem, bo pewnie nie mógłbym spać po nocach. Dręczyłyby mnie myśli, że chociaż to rząd nie chce mnie słuchać, chociaż to on jest adresatem moich pretensji i oczekiwań, to strajkując nie robię na złość jemu, a Bogu ducha winnym rodzicom. Myślałbym pewnie: Może więc nie strajkować? Ale jak to? Dać przyzwolenie na to, żeby dalej nas tak traktowali? Nie solidaryzować się z kolegami i koleżankami? Z całym środowiskiem? No też źle. Też głupio. Też nie wypada…

Przeciętny Polak nie rozumie postulatów nauczycieli. I raczej nie ma co liczyć na to, że zrozumie. Jak to było? „18 godzin pracy tygodniowo? Wolne dwa miesiące wakacji, dwa tygodnie ferii, dni przed świętami i po świętach? Darmowe wyjazdy na wycieczki? I do tego 1000 złotych podwyżki? Któż by nie chciał!” Nauczyciele co prawda mówią, że łatwo się rzuca liczbami nie znając specyfiki tego zawodu. Że nie pracują 18 godzin, a co najmniej dwa razy więcej. Że to tylko czas lekcji, a nikt nie wlicza tego, który muszą poświęcać na przygotowywanie się do zajęć czy sprawdzanie kartkówek. Czy, w końcu, że tutaj chodzi o naprawę systemu, bo inwestycja w ich pensje, to inwestycja w dzieci i młodzież. Bo od dobrze czy choćby przyzwoicie wynagradzanego nauczyciela można wymagać więcej. I mają rację. Z tym że to już dyskusja o ideach…

Poprzeć strajk w głosowaniu to jedno. W końcu referendum to straszak. Ale rzeczywiście strajkować – powiedzieć rodzicom: „przepraszamy od jutra nie przyjmujemy, radźcie sobie sami”? To już zupełnie inna bajka. Nie oszukujmy się – nawet jeśli nauczycielom uda się wywalczyć to, czego oczekują, to wyjdą z tego mocno pokiereszowani wizerunkowo. Wystarczy zresztą po południu pójść na pierwszy lepszy plac zabaw, żeby posłuchać co „ulica” myśli o szkolnym strajku. Można oczywiście zakłamywać rzeczywistość i karmić się opiniami tych, którym z różnych powodów blisko do środowiska nauczycielskiego czy wyjątkowo daleko od obecnie rządzących Polską, ale nie zmieni to faktu, że ten strajk uderzył w zwykłych Polaków, jak żaden inny. Rodzice nie rozumieją dlaczego nagle muszą brać wolne w pracy czy kombinować, żeby zapewnić dzieciom opiekę kogoś innego. Na dzień, dwa, a może na tydzień? Żeby chociaż to było z góry wiadome! Ale nie jest. Nie rozumieją dlaczego ktoś rozwala im życie, zmusza do zmiany planów – tym bardziej że nie mogą zrobić nic co mogłoby to zmienić. Nie rozumieją, że ktoś ot tak mógł zamknąć instytucję powołaną do tego, aby tę opiekę zapewniać. A przynajmniej tak przez lata im wmawiano…

Im dłużej będzie trwał stan zawieszenia, tym gorzej dla nauczycieli, bo tym więcej problemów będą mieć rodzice ich podopiecznych. Kogo będą za to obwiniać? Raczej nie MEN czy ZNP, bo te są „za daleko” i zbyt obce dla przeciętnego zjadacza chleba. Winnych będą szukać bliżej.

Z drugiej strony – jeśli się ugną i odpuszczą, jeśli kolejni nauczyciele zaczną wyłamywać się ze strajku i wracać do pracy, aż w końcu zostanie on zerwany, to po co było to wszystko? Kto w przyszłości będzie traktować ich głos poważnie? Nie chciałbym być nauczycielem…

redaktor naczelny

RAFAŁ NIECKARZ

Więcej (nie tylko) o strajku nauczycieli w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

KUP e-TN:

Podziel się:

3 komentarze

  1. Największą krzywdę rodzicom robią nie nauczyciele a rządzący, którzy lekką reką rozdają pieniądze na kościł katolicki i inne głupoty a skąpią na publiczną edukację. Rządzący są w 5% najwięcej zarabiających, więc stać ich aby z poselskiej czy ministerialnej pensji kupić miejsce w drogiej prywatnej szkole i nie przejmować się problemami szkół publicznych.

    To samo ze służbą zdrowia. Widział też ktoś posła czekającego wiele godzin w kolejce na SORze? Nie bo ci ludzie żyją zupełnie poza systemem w jakim żyją zwykli ludzi.

    • Pewnie, ale w większości takich tekstów brakuje najbardziej tego by przeciętni zrozumieli gdzie w tej sprawie jest postawiona granica między my a oni. Bo my to nauczyciele i rodzice a oni to rządzący, którzy robią wszystko aby rodzice i nauczyciele uważali że są po przeciwnych stronach.

Zostaw odpowiedź