Nie wolno nienawidzić [W najnowszym TN]

0

Ta historia może być budującą opowieścią dla tych, którzy wciąż wierzą, że Polaków i Żydów mogą jeszcze łączyć więzy przyjaźni i zrozumienia. Że oba narody stać na wyplątanie się z sieci stereotypów i uprzedzeń, na odrzucenie niszczącego antypolonizmu i antysemityzmu. Bo ta historia wydarzyła się naprawdę i warto o niej mówić. Szczególnie dzisiaj.

W 1987 r. Teresa Kowalik-Gąska, pochodząca z Radomyśla nad Sanem i wciąż tam powracająca krewna znanego literata Jana Wiktora, również rodaka nadsańskiej ziemi, zwiedzała wraz z węgierskimi przyjaciółmi Szentendre, stare i, jak mówią, najpiękniejsze miasto na Węgrzech. Odpoczywając na murku przed kościołem św. Andrzeja zagadnęła rozmawiającą po polsku parę starszych wiekiem turystów, czy są z Polski. Zdumiona usłyszała bardzo napastliwe słowa: „Jesteśmy Żydami z Jerozolimy i nienawidzimy Polski i Polaków”.

Pani Teresa nie wytrzymała i, krzycząc, wyłożyła wtedy parze z Izraela swoją prawdę: o wieloletniej przyjaźni jej dziadków i rodziców z radomyskimi Żydami, o wypowiadanych z bólem przez jej rodzinę słowach o Holocauście, o krakowskim poecie, tłumaczu i nauczycielu – poloniście żydowskiego pochodzenia Juliuszu Feldhornie, który był autorem jej ulubionej książki „Dzieła i twórcy”, o wycieczkach na krakowski Kazimierz, na których przez lata opowiadała swoim uczniom o historii i kulturze Żydów. W końcu zaapelowała do pary turystów z Izraela o porzucenie antypolskich uczuć i zaprosiła ich do Krakowa, zapewniając dach nad głową i skromne wyżywienie. W tamtej chwili coś się przełamało w ich wzajemnej relacji, bo starszy pan nagle zmienił ton i w rewanżu zaprosił panią Teresę do Jerozolimy… (pen)

Więcej w papierowym i elektronicznym wydaniu „TN”.

KUP e-TN:

Share.

Comments are closed.