reklama
Niżańska hydrozagadka - Tygodnik Nadwiślański
poniedziałek, 3 października
reklama

Niżańska hydrozagadka

0

Burmistrz ma do prezesa niżańskiego MZK osobliwą słabość. Trochę taką, jaką mają ojcowie wobec niesfornych, ale mocno kochanych przez siebie dzieci. Owszem, karcą je, ale zaraz osładzają im życie jakąś fajną nagrodą.

Prezes MZK Nisko Zbigniew Kuziora, częsty bohater naszych publikacji, trochę przypomina charakterem jedną z postaci kultowego „Misia” Stanisława Barei. Pamiętają, państwo, pracownika kotłowni, który ze swadą tłumaczył przełożonej, dlaczego w mieszkaniach są zimne kaloryfery? „W zimie jest zimno, pani kierowniczko. To odwieczne prawo natury” – mówił niespeszony jej uwagami. I właśnie słuchając prezesa MZK, objaśniającego zawiłości przepływu wody w rurach, słuchacz może nabrać przekonania, że gigantyczne straty w niżańskim wodociągu nie znikną, bo po
prostu – cytuję – „problem był, jest i bę-dzie”. Takie odwieczne prawo natury… Ciekawe jest również to, że ciężkie gromy ze strony radnych, lecące w stronę prezesa podczas każdej sesji Rady Miejskiej poświęconej wodzie, nie są w stanie zepsuć mu dobrego humoru. Wie swoje, i nawet na moment nie traci rezonu. Czyżby był przekonany, że mentor z magistratu nie da mu zrobić krzywdy?

BEZ WYMIANY ANI RUSZ

W maju zastępca burmistrza Teresa Sułkowska po długich bojach obiecała radnym, że dopilnuje, by prezes Kuziora w końcu przedstawił Radzie Miejskiej jakiś spójny plan walki z mocno nieszczelną siecią wodociągową. Pisaliśmy wówczas o tym z detalami, dlatego dzisiaj nie będziemy przypominać wszystkich niepokojących statystyk. W każdym razie straty wody podanej do sieci sięgają 26 proc. i – co równie zagadkowe – mimo kolejnych setek nowych przyłączy do gminnego wodociągu, w Nisku spada zużycie wody.I właśnie próbę wyjaśnienia tej wodnej zagadki wraz z programem naprawczym w końcu czerwca przesłał radnym prezes Kuziora. Na piętnastu stronach firmowego papieru MZK zawarł wiele ciekawych dla laika informacji, m.in. opisał wprowadzony w 1957 roku niezwykle istotny podział strat wody na rzeczywiste i pozorne. Póź-niej przywołując „Tuza i Królikowskiego [2005]” dał praktyczne przykłady ingerencji w sieć, np. przez „cofanie wodomierza poprzez zdjęcie obejmy plastikowej łączącej mosiężny korpus z plastikową osłoną liczydła wodomierza”. W końcu stwierdził, że nie istnieją żadne normy określające dopuszczalne wielkości poziomu strat i „w wielu wodociągach w Polsce i na świecie są duże i wahają się w bardzo szerokim zakresie” – np. we Francji wynoszą 30 proc., w Chorwacji są w przedziale 30-60 proc., a w Albanii sięgają nawet 75 proc.

więcej w papierowym wydaniu TN, lub elektronicznym wydaniu eTN

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.