reklama
Pierwszy krok to chcieć - Tygodnik Nadwiślański
sobota, 20 sierpnia
reklama

Pierwszy krok to chcieć

0

Wraz z nadchodzącą zimą pojawia się pytanie, jak pomóc ludziom pozbawionym dachu nad głową. Problem jest tym poważniejszy, że bez dobrej woli samych bezdomnych wszelkie działania są daremne.

W  okresie  przemian  ustrojowych w  Polsce  nasiliło  się  zjawisko  bezdomności.  To  wtedy  ks. Michał  Józefczyk,  proboszcz  parafii  MBNP w  Tarnobrzegu,  postanowił  założyć noclegownię na os. Serbinów. Większość podopiecznych  to ludzie  starsi,  ale  nie  jest  to  regułą.

 – Nasi  podopieczni  są  w  różnym wieku.  Głównie  to  ludzie  starsi,  ale są  też  tutaj  osoby  tuż  po  dwudziestce – mówi Urszula Lenart, pracownica  noclegowni.  Skąd  tacy  młodzi bezdomni? Przyczyny są różne. Sytuacja w domu, konflikt z prawem, w następstwie którego po odsiadce nie  ma  gdzie  wrócić.

Każda  osoba to inna historia. Nie jest tajemnicą, że  znaczna  część  spośród  nich ma problem  z  alkoholem.  Kiedy  wraz z czasem ubywa zdrowia i sił, noclegownia  pozostaje  jedyną  szansą  na normalną egzystencję. Tu mogą żyć w przyzwoitych warunkach, mogą się wyspać,  umyć,  zjeść  ciepły  posiłek, ale muszą przestrzegać reguł. Jedną z nich jest zakaz spożywania alkoholu. Nie każdemu to odpowiada. Część  to  tak  zwani  ulicznicy,  czyli ludzie  z  miasta.  Pędzą  koczowniczy tryb  życia,  przeszukując  śmietniki. Wielu  z  nich  miało  dom  i  rodzinę, niestety,  za  sprawą  nałogu  wszystko przegrali  i  ostatecznie  wylądowali na ulicy. Na Serbinowie bywają, kiedy  są  głodni  albo  wyczerpani.  Kiedy nabiorą sił i najedzą się – odchodzą.

Kolejną grupą są mieszkańcy z okolic Tarnobrzega. Najczęściej są samotni, w podeszłym wieku, nierzadko pijący. Posiadają domy, a raczej to, co z nich zostało.  Do  noclegowni  przychodzą spędzić jesień i zimę. Na wiosnę wracają do siebie. Z racji tego, że to jedyna  taka  placówka  w  Tarnobrzegu, często bywa, że nietrzeźwych i znalezionych w różnych miejscach przywozi policja i straż miejska.

W noclegowni oprócz  ciepłego  miejsca  do  spania i  posiłku  zapewnioną  mają  opiekę medyczną i niezbędne lekarstwa. Obecnie przebywa tu sześćdziesięciu pensjonariuszy, ale liczba ta ciągle się zmienia. W okresie zimowym zainteresowanie placówką wzrasta. Pomimo całkowitego zakazu spożywania alkoholu  i  regule  nieprzyjmowania osób nietrzeźwych, w zimie przyjmuje się również pijanych – w trosce o ich zdrowie i życie. – Lepiej niech przyjdzie tu pijany, niż ma zamarznąć – rozkłada ręce pani Urszula.

Praca  w  takim  miejscu  wymaga odpowiedniego podejścia i pewnych cech charakteru. – Trzeba kochać swoją  pracę –  mówi  pani  Urszula.  – Ja kocham to, co robię. Interesuję się tymi ludźmi. Nie tylko tutaj, jak spotkamy się w mieście, to się ich nie wstydzę, zawsze porozmawiamy. Przebywających w schronisku obowiązują też inne zasady: dbanie o porządek i punktualne przychodzenie  na  posiłki.  Dla  niektórych to jednak za dużo. Uciekają z tego, jak mówią, więzienia. (…)

Edward Siedlak

Więcej w papierowym wydaniu „TN”.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.