Poruszająca historia psa Miśka z "Siarkopolu" - Tygodnik Nadwiślański
niedziela, 27 listopada
reklama

Poruszająca historia psa Miśka z „Siarkopolu”

1

Wabi się Misiek, ale niektórzy nazywają go Azotkiem. Ma swoją budę obok głównego wejścia do biurowca Grupy Azoty „Siarkopol” w Grzybowie. Trzy lata temu pracownicy spółki zaopiekowali się nim, po tym gdy został wyrzucony na drogę z jadącego auta.

Był rok 2019 rok, wrześniowe popołudnie. Większość pracowników biurowca Grupy Azoty „Siarkopol” w Grzybowie zdążyła już, po zakończonej pracy, pojechać do domu. Ci, którzy opuszczali zakład na samym końcu, nie przypuszczali, że będą świadkami drastycznego zdarzenia. Jedno z aut jadących w stronę Staszowa nagle zatrzymało się na drodze przy siedzibie firmy, a z jego wnętrza wprost na jezdnię został wyrzucony pies. Zwierzakowi na szczęście nic się nie stało. Był zdezorientowany tym, co się wydarzyło. Po chwili próbował gonić odjeżdżający samochód, ale ten oddalił się bardzo szybko.

Pies znalazł sobie kryjówkę pod drzewami, nieopodal biurowca. Przez kilka dni nie opuszczał swojego legowiska. Wiadomość o smutnym losie psa szybko obiegła całą firmę. Pracownicy „Siarkopolu” zaczęli go dokarmiać, a że jesień dawała się już we znaki i robiło się już dość chłodno, szybko zbudowano mu budę pod jedną z choinek przy biurowcu. Pracownicy przynieśli nawet miękkie legowisko i psie zabawki. Misiek – bo tak „ochrzczono” psiaka początkowo był bardzo nieufny. Zaczęto mu szukać domu. Bez efektu. Nikt nie miał również serca, by odwieźć go do schroniska. Pies został w Grzybowie. Szybko zrobiono mu nową, elegancką budę, pod schodami przy wejściu do biurowca. Trafił też pod opiekę weterynarza.

Po jakimś czasie zrobił się radośniejszy, pozwolił się głaskać i chętnie wcinał smakołyki przynoszone przez pracowników – mówi Magdalena Porwet, dyrektor marketingu i komunikacji Grupy Azoty „Siarkopol”. – Pies jest wielkim wsparciem dla pracowników firmy ochroniarskiej. Jego pomoc jest nieoceniona, zwłaszcza podczas popołudniowych i nocnych zmian, gdy w budynku nie ma już nikogo. Wciela się wtedy w prawdziwego wartownika i nie ma możliwości, by ktoś niepowołany zbliżył się do biurowca, ponieważ „Misiek” głośno daje sygnał do sprawdzenia każdej takiej sytuacji. Serdeczność, jaką każdego dnia okazuje naszym pracownikom jest swego rodzaju podziękowaniem za to, że nie został pozostawiony na pastwę losu, w najgorszym momencie swego życia, gdy zawiódł go inny człowiek, który zapewne był dla niego wtedy całym światem.

Fot. arch.

Jeden komentarz