Sandomierska wojna domowa (II)

1

Przed dwoma tygodniami pisałem o „zbrojnym” wystąpieniu burmistrza Sandomierza przeciwko Polskiemu Towarzystwu Turystyczno-Krajoznawczemu. Okazuje się jednak, że druga strona stawia warunki, których przyjęcie ograniczałoby kompetencję władz miasta i tworzyłoby sytuację „państwa w państwie”.

Poprzedni tekst kończyłem opisem swoistego pata przypominającego znane powiedzenie o tym, jak to: „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. W sandomierskich realiach wygląda to tak, że każda ze stron konfliktu – tzn. samorząd i PTTK – zamykają sporne obiekty na własną kłódkę, pracownicy i członkowie PTTK oraz wynajęta przez miasto ochrona dniem i nocą czuwają, aby druga strona zabezpieczeń nie usunęła, a w dzień obiekty te udostępniane są turystom. Tyle tylko, że burmistrz polecił udostępniać je za darmo, a PTTK jednak pobiera opłaty.

W odwecie burmistrz polecił usunąć PTTK z listy podmiotów gospodarczych publikowanej na stronie internetowej miasta. Zniknęła także informacja o usługach petetekowskiego Domu Wycieczkowego, co jest o tyle śmieszne, że PTTK płaci miastu 20 tys. zł podatku od nieruchomości. Wygląda więc na to, że chcąc dopiec PTTK-owi, burmistrz przytrzasnął własny ogon. Sekretarz sandomierskiego Oddziału PTTK, Marzena Martyńska,  nie ma wątpliwości, że celem burmistrza jest maksymalne dokuczenie organizacji:

–  Decyzje władz miasta dyskryminują nas jako podmiot gospodarczy i godzą w nasze interesy.

Ale także w interesy miasta, bo skandal znany jest już w całej Polsce, co z pewnością wpływa na atrakcyjność Sandomierza. Co prawda na Rynku wciąż widać tłumy turystów, ale w większości są to wycieczki zakontraktowane przed wybuchem konfliktu. (…)

 Jan Adam Borzęcki

Więcej w papierowym wydaniu “TN”.

Podziel się:

1 komentarz