Tak kochali wielcy - Tygodnik Nadwiślański
wtorek, 30 listopada
kondolencje
reklama

Tak kochali wielcy

0

Z ziemią sandomierską związane są losy kilku kobiet, które rozkochały w sobie wybitnych literatów i artystów największego formatu. Ci nierzadko unieśmiertelnili je w swoich dziełach, czyniąc pierwowzorami znanych powszechnie bohaterek literackich.

„Nieboszczyk pan mój, Stolnik, pierwszy pan w powiecie, bogacz i familijant, miał jedyne dziecię, córkę piękną jak anioł…” – to rzecz jasna fragment jednego z najpopularniejszych ustępów „Pana Tadeusza”, w którym klucznik Gerwazy snuje opowieść o dziejach nieszczęśliwej miłości Jacka Soplicy i Ewy Horeszkówny. Ich uczuciu na przeszkodzie  stanął  sprzeciw  ojca  panny,  który,  jak  wszyscy pamiętają,  zginął  potem  z  rąk  ugoszczonego  czarną  polewką adoratora.

Cała ta historia to niemal dokumentalny zapis romansu Adama Mickiewicza z Ewą Henriettą Ankwicz, spokrewnioną z rodziną Sołtyków – dawnych właścicieli Kurozwęk. Mistrz  Adam  i  Ewa  Ankwiczówna  poznali  się  w  Rzymie, pod koniec lat dwudziestych XIX wieku. Mickiewicz był już wtedy poetą mogącym poszczycić się sporym dorobkiem.  Kilka  lat  wcześniej  ukazały  się  dwa  pierwsze tomy jego dzieł. Jeden zawierał m.in. słynne ballady: „Świteź”, Świtezianka”, „Pani Twardowska” czy „Powrót taty”. W drugim zamieszczona została „Grażyna” oraz I i II część „Dziadów”.

Do tego, w spisie literackich dokonań wieszcza figurowały już także „Konrad Wallenrod” i genialne „Sonety krymskie”, będące owocem podróży stęsknionego za ojczyzną wygnańca po dawnej ziemi chanów.

Ten bardzo twórczy w życiu poety okres, był jednocześnie czasem naznaczonym więzieniem za udział w tajnych młodzieżowych organizacjach, a potem kilkuletnią zsyłką  w  głąb  Rosji.

W  1829  roku  Mickiewicz,  dzięki wsparciu  rosyjskich  przyjaciół  opuścił  imperium  Romanowów i udał się najpierw do Niemiec, a potem do Włoch.  W  „Wiecznym  Mieście”  znalazł  sobie  młodą przewodniczkę,  która  zupełnie  go  oczarowała  wdziękiem, intelektem i erudycją. Ewa Henrietta (bo o niej mowa) miała wówczas 19 lat.  Pochodziła  z  bogatej  hrabiowskiej  rodziny,  mającej  znakomite  koligacje  i  stosunki.  Jej  ojcem  był  hrabia Stanisław Aleksander Ankwicz, matką Anna Zofia z Łempickich. Rodzony brat babki Ewy – targowiczanin Józef  Ankwicz,  został  powieszony  w  czasie  Insurekcji Kościuszkowskiej,  choć  przyznać  trzeba,  że  wcześniej jako dyplomata oddał Rzeczpospolitej znaczące zasługi.  Syn  Józefa  Andrzej  hrabia  Ankwicz  wyrósł  z  kolei na jedną z najświetniejszych postaci w dziejach familii. Był najpierw arcybiskupem metropolitą Lwowa, a pod koniec życia prymasem Czech.

Z  taką  to  arystokracją  nawiązał  w  Rzymie  znajomość mistrz Adam. W domu Ankwiczów przyjmowany był gościnnie i z wielką serdecznością. Trwało to jednak krótko. Niebawem jasne stało się, że między Mickiewiczem a hrabianką zaczyna „iskrzyć”. Ich związek musiał zabrnąć dość daleko, skoro poeta poważnie myślał o ślubie. Spotkał go jednak zawód, podobny do tego, którego doświadczył dziesięć lat wcześniej, gdy nieszczęśliwie zakochał się w Maryli Wereszczakównie.

Stanisławowi Ankwiczowi być może pochlebiała zażyłość z uznanym już bądź co bądź literatem, jednak jego wyobrażenia co do osoby przyszłego zięcia szybowały w zupełnie innym kierunku. Wielki Adam odprawiony został przez hrabiego z kwitkiem.

Ubodło go to zapewne dość mocno, bo zerwał zupełnie kontakty z całą rodziną. Nie odpowiadał nawet na listy Ewy. Chwilowe pocieszenie znalazł podobno w ramionach kuzynki Ankwiczówny Marceliny Łempickiej. Obie panie dzięki znajomości z wieszczem przeszły do historii literatury. Ich imiona pojawiają się w III części „Dziadów”. Ewa jest również bohaterką lub adresatką kilku innych głośnych utworów Mickiewicza. Wyliczanie ich zacząć wypada od wiersza „Do H***” (Henrietty). Jego pierwsze wersy brzmią: „Znasz-li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa, pomarańcz blask majowe złoci drzewa? Każda zwrotka kończy się tak samo: Tam był mi raj, pókiś ty ze mną była”.

Drugi wiersz dedykowany hrabiance nosi tytuł „Do mego cziczerona”. Cicerone to po włosku przewodnik. Ewa istotnie była przewodniczką Mickiewicza po zabytkach Rzymu, a swoją wiedzą na ich temat nie raz wprawiała go w zdumienie. Poczesne  miejsce  swojej  włoskiej  miłości  wyznaczył mistrz Adam w swoim największym arcydziele.

Zdaniem znawców twórczości wieszcza, postać Ewy Horeszkówny z „Pana Tadeusza” była wzorowana na córce hrabiego Ankwicza. Cechami swojego niedoszłego teścia obdarzył zaś poeta stolnika Horeszkę, którego zastrzelił odtrącony zalotnik Jacek vel „wąsacz” Soplica. Ewa Henrietta stanęła na ślubnym kobiercu w roku 1836.

Wybrankiem okazał się Stanisław Sołtyk, którego  rodzona  siostra  –  Emilia  –  dziedziczka  Kurozwęk, wydana  została  cztery  lata  wcześniej  za  Pawła  Popiela i wniosła w posagu do jego rodziny podstaszowskie włości. Ich centrum stanowił piękny, pamiętający czasy średniowiecza zamek. Małżeństwo Ewy ze Stanisławem Sołtykiem trwało krótko. Jak mówią źródłowe dokumenty, już w 1840 roku hrabianka została wdową. W lipcu tego samego roku Paweł i Emilia Popielowie zaczęli gospodarować w Kurozwękach. Ankwiczówna odwiedzała szwagierkę i jej męża.

Barbara Wachowicz, autorka serii znakomitych książek o wielkich Polakach, wspomina, że jej wizyty w domu Popielów były wyczekiwane. Z  zaciekawieniem  słuchano  zapewne  opowieści  krewnej o  rzymskiej  wiośnie  przeżytej  u  boku  Mickiewicza.  Ewę wspomina także w swoich pamiętnikach sam Paweł Popiel.

Muza Mickiewicza zmarła 7 stycznia 1879 roku, trzymając w ręku portret autora „Pana Tadeusza”. Pochowano ją w krypcie pod prezbiterium kościoła parafialnego w Machowej k. Dębicy na Podkarpaciu. (…)

Rafał Staszewski

Więcej w papierowym wydaniu “TN”.

Udostępnij

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.