Tarnobrzeg nie zdążył [Reportaż 2018]

0

Przedwojenne inwestycje w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego wprowadziły wiele miast naszego regionu w zupełnie nową rzeczywistość. Praktycznie od zera powstały Stalowa Wola i Dęba, rozwinęło się Nisko, w Mielcu powstała wytwórnia lotnicza. To był prawdziwy skok w XX wiek.

(Przypominamy najlepsze teksty 2018 roku, opublikowane na łamach Tygodnika Nadwiślańskiego. Tekst pochodzi z TN numer 23(1934) z 7 czerwca 2018 roku)

Podobnie stałoby się z Tarnobrzegiem, plany dotyczące copowskich inwestycji w mieście i okolicy były bardzo ambitne. Niestety, na przeszkodzie stanął wybuch wojny. Dziś mało kto o tych zamierzeniach pamięta, nawet w oficjalnych publikacjach dotyczących COP Tarnobrzeg wymienia się sporadycznie. A szkoda, bo kilka z rozpoczętych bądź planowanych inwestycji było ciekawych, a nawet nowatorskich. Temat jest tak bardzo niezbadany, że pierwszy kompletny opis dotyczący COP-u w Tarnobrzegu ukazał się dopiero w 2017 r. Jeszcze dłużej, bo aż do wiosny 2018 r. przyszło czekać na rozwiązanie zagadki nurtującej tarnobrzeżan od kilkudziesięciu lat – tajemnicy olbrzymich betonowych kręgów w lesie Zwierzyniec.

MIASTO NA GAZIE

Jedną z pierwszych i mających najbardziej długofalowe skutki inwestycji w ramach tworzenia Centralnego Okręgu Przemysłowego, było podciągnięcie do Tarnobrzega gazociągu centralnego wysokoprężnego. Stało się tak w ramach budowy gazociągu z Roztoki do Lubienia. Budowa, choć prowadzona prymitywnymi metodami, dała pracę wielu okolicznym mieszkańcom, a do tego okazała się wyjątkowo efektywna. Prace, rozpoczęte w maju 1937 r., zakończono już w listopadzie. Andrzej Biernat, regionalista z Tarnobrzega, który w ubiegłym roku opublikował w Tarnobrzeskich Zeszytach Historycznych artykuł „Otwarła się Ameryka
– inwestycje COP w Tarnobrzegu i okolicy” dotarł do relacji świadków tamtych zdarzeń.

„Rury do gazociągu przewożone były ze śląskich hut koleją na stacje w Dębicy, Tarnobrzegu i Sandomierzu. Potem rozwożone były furmankami wzdłuż trasy gazociągu. Po rozwiezieniu rur rozpoczynała się praca spawaczy i ich pomocników, monterów, asfalciarzy” – zapamiętał Kazimierz Brania z Mokrzyszowa, jeden z pracowników „Polminu”, firmy zajmującej się układaniem gazociągu i… pierwszy indywidualny odbiorca gazu w Tarnobrzegu.

– Ten gazociąg robiono metodami, które dziś budzą rozbawienie. Rury gięto w ogniskach. Ale patrząc na niego, można zrozumieć powiedzenie „solidna przedwojenna robota”. Służył przez kilkadziesiąt lat praktycznie bezawaryjnie, został zastąpiony nowym głównie ze względu na wymogi formalne – mówi Andrzej Biernat.

Budowa była inwestycją bardzo prestiżową. Na otwarcie gazociągu w listopadzie 1937 r. przyjechał sam pomysłodawca COP-u, wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski. A gazociąg, już po wojnie, stał się podstawą pełnej gazyfikacji Tarnobrzega pod koniec lat 50.

Gaz miał odegrać szczególną rolę w rozwoju Tarnobrzega. Nie tylko miał tu być dostarczany gazociągiem. W copowskich planach przewidziano też ulokowanie w okolicy miasta wielkiej gazowni, w której miano pozyskiwać gaz z węgla kamiennego. Miała być zbudowana pomiędzy Machowem a Chmielowem.

Inwestycja Polskiego Związku Koksowni miała zaopatrywać w gaz większość fabryk wybudowanych w tym regionie Polski w ramach COP-u.

„Przed samą wojną, w roku 1939, rozpoczęto budowę gazowni w Machowie, na pograniczu ze wsią Chmielów. Miała ona wytwarzać gaz z węgla kamiennego dla całego okręgu przemysłowego w naszej okolicy. Węgiel miał być sprowadzany galarami wiślanymi z Górnego Śląska i magazynowany w wielkich ilościach w dolinie nadwiślańskiej między Machowem a Skalną Górą. Żeby nie kruszał, miał być zalany wodą z Wisły. Do gazowni byłby transportowany kolejką linową zawieszoną na wysokich słupach. Plany te przekreśliło rozpoczęcie drugiej wojny światowej” – zanotował historyk i regionalista Wojciech Rawski w swojej książce „Miechocin – Historia wsi”.

– Ślady fundamentów gazowni istnieją do dziś. To tak zwane bunkry na terenach dawnej kopalni siarki w Machowie – zdradza Andrzej Biernat.

KULI MIEDŹ

Inwestycją copowską było też powstanie Tarnobrzeskich Zakładów Metalurgicznych. Była to fabryka, która miała się zajmować przeróbką metali kolorowych. Docelowo miała powstać rafineria, odlewnia i kuźnia miedzi na potrzeby fabryk przemysłu zbrojeniowego powstałych w ramach COP-u.

– To tereny powojennej Fabryki Urządzeń Mechanicznych. Grunty pod fabrykę wykupiono od gromady Mokrzyszów i watnych właścicieli i z dużym rozmachem zaczęto budowę
– mówi A. Biernat.

Regionaliście udało się dotrzeć do żyjącego świadka tamtych wydarzeń. – Przed II wojną światową powstała jedna hala. Wyposażona została w piece do wytapiania metali kolorowych. Na placu znajdował się przygotowany surowiec, wielka sterta złomu kolorowego do wytopu. Inwestycja polegała na jak najszybszym uruchomieniu produkcji, a budowa następnych hal i zagospodarowanie terenu miało się odbywać w trakcie. Cały teren ogrodzony był drewnianymi słupami 3-metrowej wysokości, wokół których przebiegał co kilkanaście centymetrów drut kolczasty. Kierujący przedsięwzięciem inżynier Konrad Fangor wykupił też magazyn znajdujący się za torem. Gromadził tam w beczkach rudę metali kolorowych. Beczek tych znajdowało się kilkaset – zapamiętał 95-letni dziś Michał Rutyna z Mokrzyszowa.

Spółka rozpoczęła produkcję latem 1939 r. Uzyskała nawet ulgi podatkowe. Zakończenie budowy całego kompleksu metalurgicznego przewidywano na wiosnę 1940 r. Wybuch wojny przekreślił te plany. Po zajęciu Tarnobrzega przez Niemców piece z fabryki wywieziono do Gorzyc, zaś zakład zamieniono w warsztaty remontowe taboru wojskowego.Wojna przerwała też byt Fabryki Akumulatorów Polskiego Towarzystwa Akumulatorów S.A. w Bielsku zlokalizowanej w rejonie dzisiejszej ulicy Kwiatkowskiego w Tarnobrzegu.

TAJEMNICA LASU „ZWIERZYNIEC”

Najbardziej tajemniczą pozostałością po Centralnym Okręgu Przemysłowym są w Tarnobrzegu zbudowane w 1939 r. i istniejące do dziś olbrzymie betonowe zbiorniki w lesie Zwierzyniec. Na temat ich przeznaczenia krążyły najróżniejsze mity – miały być zbiornikami na paliwo czy zbiornikami wybudowanymi na potrzeby powstającej niedaleko rafinerii miedzi. Świadectwo Michała Rutyny, który brał udział w budowie zbiorników, wskazuje, że nawet sami robotnicy nie wiedzieli, co budują.

– Budowa zbiorników była inwestycją państwową, objętą tajemnicą, nikt nie wiedział, co tam ma powstać. Wszyscy mówili „zbiorniki na materiały pędne”. Betonowy zbiornik średnicy ok. 20 metrów i wysokości ok. 6 m wykonany był z betonu zbrojonego szerokości ok. 30 cm. Do środka prowadziły schody ze spocznikami co kilka metrów. Dno było zacementowane i zaizolowane. W celach maskujących zakazano wycinać drzewa przy budowanym zbiorniku. Praca odbywała się na trzy zmiany, była bardzo dobrze płatna. Teren pilnowany był przez straż przemysłową uzbrojoną w broń długą. Tylko pracownicy z przepustkami mogli na nim przebywać – wspomina Marian Rutyna.
Wewnątrz powstałych betonowych „misek” montowano właściwe, stalowe zbiorniki. Składano je na miejscu, z elementów dostarczanych przez Fabrykę Kotłów Parowych i Konstrukcji Żelaznych Jan Makarewicz i Synowie z Warszawy. Do nitowania zbiorników używano pięciu specjalnych nitownic i kuźni polowej.
Takich konstrukcji powstało 8, w 5 z nich zamontowano stalowe zbiorniki. Przygotowano też wykopy pod dwa kolejne zbiorniki. Niedaleko rozpoczęły się prace przy budowie fundamentów jakiegoś dużego obiektu przemysłowego. A do powstającego kompleksu zaczęto budować specjalną bocznicę kolejową, biegnącą równolegle do toru Tarnobrzeg
– Sobów. Niestety, wybuch wojny przerwał powstawanie tajemniczego zakładu.
– Po wybuchu wojny blachy metalowe zostały rozebrane przez ludność. Resztę dokończyli Niemcy, bowiem złom był wówczas bardzo potrzebny dla przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy – opowiada M. Rutyna.

SPIRYTUSOWE ELDORADO

Czym jednak był tajemniczy kompleks ukryty w lesie? Ostateczną odpowiedź na to znalazł wiosną 2018 r. tarnobrzeski pasjonat historii Stanisław Bochniewicz. W Archiwum Narodowym na Wawelu, w zbiorze archiwów rodziny Tarnowskich, odnalazł komplet dokumentacji wyjaśniającej,co planowano zbudować. Okazało się, że na obrzeżach miasta, na terenach odkupionych od hr. Artura Tarnowskiego,miała powstać wielka fabryka spirytusowa.

„Teren o pow. ca. 70 ha, pod nazwą »Zwierzyniec«, gm. Dzików, powiat Tarnobrzeg, przeznaczony został zgodnie z aprobatą Sztabu Głównego i Inspektora Obrony Powietrznej Państwa pod budowę w Centralnym Okręgu Przemysłowym zakładów monopolowych i wielkiej, nowocześnie zaprojektowanej, bazy spirytusowej. Pozostawiając w drugiej kolejności budowę samej Wytwórni Państwowego Monopolu Spirytusowego, łącznie z szeregiem zakładów pomocniczych, P.S.M. przystąpił w pierwszym rzędzie do budowy bazy zbiornikowej o pojemności w roku bieżącym przynajmniej 10 milionów litrów, na rezerwę spirytusu (odwodnionego) przede wszystkim dla potrzeb wojskowych. Baza ta, jako ważny element obronności Państwa, winna być wykończona, zgodnie z wymogami chwili bieżącej, w czasie jak najkrótszym. Roboty w tym kierunku są w pełni i wykonują się na dwie zmiany, a nawet w porze nocnej” – informowała tarnobrzeskiego starostę 26 czerwca 1939 r. miejscowa delegatura Państwowego Monopolu Spirytusowego.
Pierwszych 10 zbiorników, każdy o pojemności 1 mln litrów, miało powstać do końca 1939 r. Potem planowano zbudowanie jeszcze 20 następnych i wybudowanie zakładów monopolowych. Miał powstać rurociąg transportujący odwodniony (stężony) spirytus. Oprócz bocznicy kolejowej na potrzeby zakładu, ze „Zwierzyńca” do brzegu Wisły miała prowadzić linia kolejki wąskotorowej. Planowano też rozbudowę istniejącej sieci dróg.

Dokumentacja odnaleziona na Wawelu przez S. Bochniewicza jest tak szczegółowa, że obejmuje nawet takie aspekty jak maskowanie zbiorników. „Kopuła pokryta dwoma warstwami bituminy, klejonej lepikiem bitumicznym, przy czym na górną warstwę należy ułożyć bituminę o barwach ochronnych, tj. zieloną w brązowe plamy” – precyzuje opis techniczny zbiornika.

Podobne, choć mniejsze (!) inwestycje tego typu dokończono w przedwojennej Polsce m.in. w Krakowie i Poznaniu. Po wojnie na ich bazie powstały jedne z większych w kraju „Polmosów”. W Tarnobrzegu pozostały tylko betonowe kręgi.

ZABRAKŁO DWÓCH LAT

Wojna przekreśliła ambitne plany uczynienia z Tarnobrzega jednego z wiodących ośrodków Centralnego Okręgu Przemysłowego. Przed jej wybuchem zdążono jeszcze doprowadzić do miasta linię wysokiego napięcia (miejska elektrownia była mało efektywna), poprawić nieco sieć drogową, rozpocząć budowę gmachu rządowego (dziś siedziby Starostwa Powiatowego) i uruchomić kilka mniejszych firm powiązanych z COP-em. Na więcej nie starczyło czasu. Nie pierwszy i nie ostatni raz Tarnobrzeg nie zdążył…

Piotr Welanyk

 

Podziel się:

Komentarze są wyłączone.